My tylko żartowaliśmy

My tylko żartowaliśmy

Wysoki Trybunale, nie wiem, dlaczego tu stoję, przecież ja tylko żartowałem. To, że akurat posłaliśmy prokuraturę do satyryka, to był też taki akt żartu, bo przecież my też się znamy na żartach, chociaż, jak wiadomo, z pewnych spraw się nie żartuje. Jak dzieciaki i młodzież mówią: „Co tu się odjaniepawla?”, no to już żarty się kończą, bo z największego Polaka – i najświętszego, co potwierdził bez żartów proces, nie, nie karny, tylko beatyfikacyjny i kanonizacyjny – nawet małych żartów nie ma. Poza tym jest tak, że z nas żartów nie ma, a naszych żartów z was nigdy dość. Zupełnie inaczej niż z hasłem w byłym, na szczęście, bez żartów, Muzeum II Wojny Światowej – nigdy więcej wojny. Co to znaczy tak żartować z narodu rycerzy, husarzy, kawalerzystów? Odebrać nam wolność i tożsamość wojownika wieczystego? Niezwyciężonego w nieprzepartej nawałnicy klęsk i porażek?

Zwyciężać, kiedy się wygrało, jest łatwo. Ale Polak potrafi więcej – wygrywa niezależnie od rozmiaru klęski. Wojna, wojna – wszyscy mówią, a nikt tej wojny nie widział. Kiedy to było? Kto tam walczył? Tam to żeśmy bolszewika pogonili spod Moskwy, a NSZ zatknęły flagę nad Berlinem? No, wygraliśmy – nie ma żartów z Polakiem walczącym, rozmodlonym, pomagającym, przyjaznym i groźnym, kochającym i zwierzątka, i przyrodę i tnącym puszczę ze schabowym w gębie. Jaka sprzeczność? Co to jest sprzeczność? Sprzeczności to są w nieuporządkowanych głowach ateistów i niedowiarków. Maryja Królowa Polski nigdy nie była i nie będzie Żydówką, nawet jak Bruksela to sfinansuje z naszych podatków.

Joasia Lichocka zawsze była taką obiektywnie żartującą osobą, więc jak ktoś nie rozumie jej żartu, to ma problem. Wyborny to był żart na spotkaniu z naszymi wyborcami, kiedy rzekła żartem z głębi swego rozchichotanego serca: „Ja najchętniej bym wszystko pozamykała, powsadzała do więzień, zrobiła porządek raz, dwa, trzy i wprowadziła najlepiej jednowładztwo Jarosława Kaczyńskiego. Wtedy byłabym spokojna, że jest dobrze”. Żart żartem, ale każdy by chciał, żeby było dobrze, a nie źle, więc ten żart ma dwa końce, dwie puenty, dwa ostrza, a nawet rzekłbym – dwa ostrza obosieczne. Uleje, usiecze. Każdy bez żartu wie, że Jarosław większy od Piłsudskiego, Jana III Sobieskiego, bo lepiej i strategicznie bardziej się porusza po szachownicy globalnej polityki, czasu nie traci na innych gadanie, bo gadają po inszemu. Chyba że Węgier, bratanek, zdrajczyk, kombinator, ale zdolny ten Urban. Orbán. Żartowałem.

Dobrze wiemy, dlaczego mielibyśmy nie wiedzieć, że każdy żart musi mieć swój koniec, kres, inaczej byłoby jak z tym wynalezieniem orgazmu przez Pana Boga – zaseksowalibyśmy się na śmierć. A tego nie chcemy, bo biało-czerwone barwy niezwyciężone, wielkość Polski wieczna, udręka ogromna, a chwała nieprzemijająca. I jak w tym muzeum odzyskanym, odbitym, wyzwolonym, co było pod okupacją Machcewicza, umiemy teraz opowiedzieć światu, jak ma być. Dlaczego mamy nie mówić, jak wiemy? Inni nie wiedzą, błądzą, w chaosie rozpasania zanurzeni, głodni harmonii duchowej, spragnieni wody prawdy. A źródło bije tu – w Polsce. Nie tylko dla Europy, dla świata całego, dla Kosmosu i co tam dalej Pan Jezus z tatą stworzył. Trzeba wszystko wiedzieć, a żeby wiedzieli, to trzeba im powiedzieć, że „świat byłby lepszy, gdyby ludzie z innych krajów byli bardziej podobni do Polaków”. Taka prawda jest i innej nie ma. Jeśli to wiemy, świadomi tego jesteśmy, to nie będziemy tej prawdy trzymać pod korcem. Dajmy przykład, jak zwyciężać mają.

Być jak Polak. Jak Kolbe. Jak Sendlerowa (nikt na szczęście nie czytał tej Bikont, co o niej nawypisywała, że komunistka jednak, niewierząca, mąż Żyd, w partii potem była i że w ogóle mniej uratowała tych, no, tego, istnień tych. Małych obywateli polskich. A niechby i żydowskiej jakby narodowości, ale Polaków w świetle dokumentów. Więc Polaków ratowała jednakowoż). I niech inni będą jak Kolbe, co akurat może tych istnień nie ratował, bo uratował jedno istnienie, ale polskie. Mówią, a niektórzy nawet pisali, że był antysemitą. Jak ktoś nie lubi Żydów i uważa ich za winnych całego zła wyrządzonego – to zaraz antysemita??? Co za obyczaj??? Mówił, jak jest, a teraz się z niego robi antysemitę, bo radio założył wielkie, katolickie jak Polska od morza do morza, od oceanu do oceanu, od gór do gór, z dołu do góry i na boki, daleko. A poza tym z tymi Żydami to może żartował? No, nigdy się nie dowiemy, bo ofiarę jak Pan Jezus z życia złożył. A inni po prostu umierali, ginęli, bez słowa sprzeciwu, a on złożył. I tu żartów nie ma.

I żeby inni byli jak w furażerce. Na całym świecie furażerka by ich czyniła lepszymi, a świat szczęśliwszym – tego nie trzeba chyba tłumaczyć? Chyba że tym, co kreślą napisy brzydkie, nie żartobliwe, na tabliczkach z ulicą Łupaszki w Białymstoku. No, zabijał. I co? Wojna była. Nie widać nocą, czy zbój, czy niemowlak, szczególnie jak nie mówi po polsku i żegna się inaczej. Taka wojna jest. Cały świat z Polaków utkany, polszczyzną szemrzący, polskością ubogacony, polskością przepełniony.

A może to tylko żart? Może oni tak nie naprawdę? Może to taki nowy gatunek żartu strasznego, apokaliptycznego, koszmarnego? Żart polski. Strach się śmiać.

Wydanie: 22/2018

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy