Jedziemy na rezerwach

Jedziemy na rezerwach

Mam sporą wyobraźnię, ale nie przypuszczałem, że w Polsce możliwy jest taki wysyp mężów stanu. Co rusz ktoś ma pomysł, jak uratować świat, a przynajmniej Europę. A celują w tym prezydent Duda i premier Morawiecki. Samozwańczy reprezentanci Unii pokochali fotki na tle jej flag. Szybko zapomnieli, że ich obóz polityczny nazywał je szmatami.

Aktywność dyplomatyczna prezydenta i premiera o tyle mnie nie zaskakuje, że przecież gdzieś muszą sobie odbić klęski na krajowym podwórku. Im więcej problemów z inflacją, drożyzną, kredytami i Polskim Ładem mają firmy i zwykli ludzie, tym większa jest pokusa, by się od tego oderwać. Dla polityków każda wojna to okazja, by zyskać na popularności. Najlepszym przykładem jest prezydent Zełenski, którego popularność przed wojną szorowała po dnie, a teraz bije rekordy aprobaty. Ilekroć słucham bardzo sprawnych wystąpień Zełenskiego, przypomina mi się dla kontrastu bohater polskiej prawicy Edward Rydz-Śmigły. Stawianie pomników uciekinierowi, który porzucił własną armię, nadawanie alejom i ulicom jego imienia, jest taką aberracją, że rozumem nie da się tego ogarnąć.

Najłatwiej jest teraz o piękne słowa. Gorzej albo wręcz fatalnie jest z czynami. Tam, gdzie obywatel czeka na aktywność administracji i na szybkie, skuteczne działania pomocowe, może sobie czekać i czekać. Na razie kryzysowe nastroje tłumią wydarzenia w Ukrainie. Ale ten stan cierpliwości szybko się kończy.

Pogarszające się nastroje mają przede wszystkim wewnętrzne, krajowe przyczyny. Prawie wszystkie branże są dziś w gorszym położeniu niż miesiąc temu. Jeszcze jakoś sobie radzą. Ale często jest to jazda na rezerwach.

Pisałem już, że zarządzanie państwem ustało. I dostałem od Czytelników sporo potwierdzeń, jak maszerują od kłopotu do kłopotu.

A może mamy wobec tej władzy nierealistyczne oczekiwania? Może oni nie mają już wolnego czasu na rządzenie? Przecież ich głównym celem jest urządzenie siebie, rodzin i kolegów. I doskonalenie propagandy. Sprawnie odciągają uwagę Polaków i opozycji od tego, co jest dla ludzi najważniejsze. Robią to takimi wrzutkami jak potrzeba zmian w konstytucji. Tej konstytucji, którą od siedmiu lat taktują jak zbędny rekwizyt. Nie potrafią poprawnie napisać żadnej ustawy, ale kombinują przy konstytucji.

Ja też nie mam dla Czytelników dobrej wiadomości. Musimy podnieść cenę tygodnika. Wiem, że większość z Was ma już płytkie kieszenie, ale przy podwyżkach cen papieru, energii i praktycznie wszystkiego, co jest nam niezbędne, innej drogi nie ma. Wybaczcie. I kupujcie.

Wydanie: 14/2022

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy