Skromni i niepozorni

Skromni i niepozorni

Jestem zadowolony – Kaczyński nie dał na razie powodów, aby zrobiło mi się go żal, Witek dała powody, aby nigdy jej nie żałować, a Ziobro wprost zachęcił do mocnego zaciskania kciuków za to, by ostatecznie wylądował w lochu. Prezes w swoim zwyczaju postanowił „zrobić wejście”, przekonany, że podobnie jak w ciągu minionych ośmiu lat nic bez niego odbyć się nie może. Tymczasem kiedy usłyszał zza drzwi sali sejmowej marszałkowskie „otwieram posiedzenie Sejmu”, pośpiesznie wszedł i podreptał ku swojej ławie, ale musiał się zatrzymać w pół drogi, by odśpiewać marszmarsz. Spóźnialski staje do hymnu na schodach. Po raz drugi w ciągu kilku tygodni wodzowskie ego zderzyło się ze ścianą – w lokalu wyborczym odesłano go na koniec kolejki, a w Sejmie już nikt na niego nie czeka – toż to prawdziwa jesień patriarchy! Na domiar dobrego, kiedy zamamrotał do marszałka Hołowni, że jest premierem i chce zabrać głos (ach, więc już nie da się bez żadnego trybu! trzeba się grzecznie zgłosić!), został poinformowany, że członkowie rządu już zgłosili swoje wystąpienia, i odesłany na miejsce. To już prawdziwy wielopak upokorzeń dla samozwańczego zbawcy narodu, któremu nie mieści się w głowie, że po dymisji pisowskiego rządu pozostają mu wyłącznie przywileje i obowiązki szeregowego posła. Nadchodzą długie zimowe wieczory, kiedy jedyną karmą dla narcyzmu prezesa pozostaną wizyty na placu Piłsudskiego i wpatrywanie się w postument brata bliźniaka jako w swój własny pomnik.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 47/2023, dostępnym również w wydaniu elektronicznym

 

Wydanie: 2023, 47/2023

Kategorie: Felietony, Wojciech Kuczok

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy