Gulasz

Na zakończenie roku, stulecia i tysiąclecia tygodnik “Polityka” wydał książkę “Wiek XX”. Książka ta jest podsumowaniem ankiet, które “Polityka” rozsyłała wśród swoich czytelników od roku 1998 i na które odpowiedziało, ponoć, aż 50 tysięcy osób. Są to osoby ponadprzeciętnie wykształcone, dość przyzwoicie sytuowane, a także w sporym procencie kierujące pracą innych osób, takie jest bowiem statystyczne oblicze czytelnika “Polityki”. Pytania zadawane przez “Politykę” dotyczyły praktycznie wszystkiego, na co można odpowiedzieć prostym wyliczaniem nazwisk, faktów lub dat. A więc, jacy są najwybitniejsi Polacy XX stulecia, a kto był najwybitniejszy na świecie, kim są najwięksi dobroczyńcy i złoczyńcy minionego wieku, jakie są najważniejsze wydarzenia ostatnich stu lat, kto był największym aktorem, sportowcem lub osobowością telewizyjną? Otrzymane odpowiedzi zgromadzono w 11 działach, które po części krzyżują się ze sobą. A więc najwybitniejszy pisarz może tu być także najwybitniejszym Polakiem, jak zdarza się to Sienkiewiczowi, Mrożkowi i Herbertowi, a największy złoczyńca może być także największym dobroczyńcą, jak zdarza się to Adolfowi Hitlerowi, który na liście złoczyńców zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce, zaś na liście dobroczyńców miejsce 72., przyznane głosami 195 osób, których nie chciałbym nigdy spotkać. Nad rankingiem “Polityki” na temat XX w. można spędzać zabawnie długie, zimowe wieczory, dowiadując się rzeczy tyleż pociesznych, co nieoczekiwanych. A więc dla 4209 osób najważniejszym wydarzeniem w dziejach Polski w XX w. było odzyskanie niepodległości w 1918 roku, co pewnie jest prawdą, natomiast tylko dla sześciu ważnym wydarzeniem jest powstanie “Solidarności” i fakt ten z ledwością załapuje się na ostatnim, setnym miejscu zdarzeń stulecia, o 38 miejsc i 88 głosów niżej niż powstanie rządu Rakowskiego w roku 1988. Jerzy Pilch jest pisarzem o cztery punkty lepszym niż Julian Przyboś, a o pięć lepszym niż Adam Mickiewicz, który nie tylko zdaniem ankietowanych, ale także zdaniem “Polityki” – jest pisarzem XX-wiecznym i zajmuje w kończącym się stuleciu 85. miejsce, o 80 miejsc niżej niż Szymborska. Uczestnicy rankingu oceniają kino światowe w XX wieku, ale tylko na podstawie tego, co ostatnio obejrzeli w kinie – wśród 10 najlepszych filmów wieku nie ma nie tylko “Obywatela Kane’a”, ale także żadnego filmu Chaplina (chociaż Chaplin jest wśród aktorów), a przecież bez tych filmów nie ma sztuki filmowej. Ważne w XX w. jest to, co aktualnie pokazuje telewizja i wszystko, co robi Karol Wojtyła (pierwsze miejsce wśród Polaków XX wieku, trzecie miejsce wśród wydarzeń polskich, szóste wśród zagranicznych, pierwsze wśród dobroczyńców, 44 wśród złoczyńców itd.). Ankieta “Polityki” pokazuje, co może wyniknąć z tak zwanego pytania się ludzi i wsłuchiwania się w głos opinii. Otóż ów “głos opinii” jest w ogromnej części echem tego, co się tej opinii wcześniej powiedziało. Nie sądzę np., aby wśród ankietowanych przez “Politykę“ czytelników był chociaż jeden, któremu jakąkolwiek krzywdę wyrządził Saddam Husajn, a jednak zajmuje on ósme miejsce wśród złoczyńców stulecia. Oczywiście, można powiedzieć, że nikomu u nas nic złego nie wyrządził także Pol Pot, który znajduje się o cztery miejsca wyżej niż Saddam, ale istnieją jednak stosy trupów świadczące o jego zbrodniach, czego o Husajnie nie wiemy z taką pewnością. Ale słuchaliśmy przez wiele miesięcy, że jest on facetem, którego należy zniszczyć i przyjęliśmy to na słowo. Opinię tę podziela ponad dziewięć tysięcy ankietowanych, choć jest to z pewnością opinia – echo. Wielkie wyniki statystyczne są zazwyczaj wynikami stadnymi, te zaś są odbiciem wcześniej zasłyszanych opinii cudzych. Stawia to w dosyć kłopotliwej sytuacji tych wszystkich, którzy od statystycznej opinii publicznej chcieliby się naprawdę czegoś dowiedzieć: np. nadawców radiowych i telewizyjnych albo ludzi zajmujących się polityką kulturalną. Ostatnio przeczytać można w gazetach apele i ogłoszenia namawiające przedsiębiorców do opłacania abonamentu telewizyjnego, połączone z obietnicą, że uzyskane w ten sposób pieniądze pozwolą na umocnienie się telewizji publicznej. Jest to akcja ze wszech miar pożyteczna i celowa. Nawet jednak, gdyby rzeczywiście udało się, dzięki regularnie płaconemu abonamentowi, umocnić finansowo telewizję publiczną i choćby częściowo uniezależnić ją od reklam, nie daje to odpowiedzi na pytanie, jaka powinna być ta publiczna telewizja. Szukanie tej odpowiedzi w sloganie, że taka,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2000, 52/2000

Kategorie: Felietony