Produkt Kajdaniarski Brutto

Produkt Kajdaniarski Brutto

Więcej kar, więcej kajdanek, więcej więzień i więcej wyroków, dla coraz młodszych, coraz więcej „zakładów” zamkniętych, poprawczych, izolacyjnych, więcej środków przymusu bezpośredniego i pośredniego, więcej sytuacji, kiedy można użyć siły – fizycznej i za pomocą urządzeń, pasów, paralizatorów, broni takiej i owakiej.

Wszystko to forsuje dla sprawiedliwości i prawa Prawo i Sprawiedliwość czy jakaś tam ich ziobrowska odnoga, autonomiczna, silna swoją słabością i niesamodzielnością, niewybieralna w wyborach, więc raz wybrana pozostaje najbardziej radykalna – Solidarna Polska. Takie osoby, niezdolne do zdania egzaminów na aplikację prokuratorską czy sędziowską, a od kilku lat budujące konstrukty prawne wbrew całemu światu nauk prawniczych, wbrew wiedzy o rozwoju człowieka, o mechanizmach resocjalizacji, o regułach skutecznego prawa – tworzą „wymiar sprawiedliwości”.

Oglądamy potworny spektakl nieudolności wymieszanej z ignorancją, odwrót od wiedzy. Oglądamy po prostu w akcji sektę parareligijną, która, ponieważ mimo wszystko nie może wprowadzić rozwiązań starotestamentowych, tych wszystkich ukamienowań, ściętych głów, urywanych rąk, rozczłonkowywanych ciał, odwraca się plecami do całej wiedzy, badań – i robi na odwrót. Długość kary nie odstrasza przestępców? Nic to – wydłużajmy. Sama surowość bez nieuchronności też nie – a co tam, stawiamy na pustą, czystą surowość. Nieuchronność wymagałaby zmiany działania całego systemu, a to przerasta, oprócz warstwy deklaratywnej, kompetencje tej ekipy. To czarodzieje karania, zawsze i wszędzie, najsurowiej. Kara jest bogiem, na początku była kara i pozostanie na wieki. Potępienie piekielne na tzw. wieczność jest ideałem niedościgłym, zostaje marne dożywocie, tęsknoty nieutulone za karą śmierci – najukochańszą z kar, karą marzeniem, karą wzorcową. Kara śmierci jest spełnieniem rojeń cywilizacji życia.

Społeczeństwo łatwo daje się wciągnąć w tę grę strachu i niewiedzy, szczucia indywidualnymi, pojedynczymi historiami. A na nie wszystkie znajduje się cudowne antidotum, serum sprawiedliwości, sztandar zemsty – kara nad karami. Kara jako jedyna reakcja, jako dzika, nieokiełznana siła przemocowego państwa i jego opresywnych instytucji. O ileż łatwiej, zamiast wyjaśnić śmierci na komisariatach po torturach paralizatorami, dopisać je po prostu do legalnych form przemocy dla policji i mnożących się jak grzyby po deszczu instytucji kontroli ze specjalnymi uprawnieniami. O ileż łatwiej zapisać w ustawie prawo do zakuwania w kajdanki dzieci, które oczywiście są „skrajnie zdemoralizowane”, bo funkcjonariusz policji w dynamicznej interwencji potrafi to bezbłędnie ocenić. Przecież. Karać, karania nam trzeba, kratami i pałą. I wszystkie te przemocowe fantazje podlewać jeszcze sosem religijnego umocowania, katolickiej inspiracji i inkwizycyjnego zauroczenia.

Jakże wstydzić się powinny te wydziały prawa, które całą tę armię jeźdźców zemsty i kar wypuściły ze swoich murów po latach nauk i namaściły tytułami magistrów. W jakim innym zawodzie możliwe są takie pomyłki i przestrzelenia, takie brakoróbstwo, takie wyhodowane kompleksy? Co zrobią korporacje prawnicze, gdy kiedyś, mam nadzieję, zostanie zdjęta z Ziobry czapka niewidka immunitetu parlamentarnego, kiedy drzwi ministerstwa zatrzasną się nieodwołalnie z jękiem ulgi? Kto go przygarnie? Adwokaci? Komornicy? Radcy? Wdzięczni prokuratorzy?

A może nastąpi spotkanie z tymi po drugiej stronie muru? Witajcie, rozumiecie, że musiało być surowo i na długo, tak uważa suweren, a wy też przecież suweren. Ja tu na krótko, przez pomyłkę, nieporozumienie, wszystko to przez zemstę kasty sędziowskiej, próbowałem ograniczyć im przywileje kradzieży kiełbasy i bateryjek. Mszczą się. To się zaraz wyjaśni i wtedy tak to zreformuję, że nikt nigdy przez nich siedzieć niewinnie nie będzie. Jak to tu wszyscy niewinni? Co wy mówicie? Każdy jeden? Przez moich prokuratorów niesłusznie oskarżany? Przez policję w śledztwach bity i do zeznań fałszywych, autooskarżeń przymuszany? Nie może być, nie tak miało być, byłem pewien, że zrozumiecie, że ta cała surowość to dla waszego dobra, że tam nie dacie rady, na tej wolności. Że niby bredzę? Ja? Dlaczego? Bo inaczej bym tu nie siedział już 25 lat bez powodu? No, był powód, mówiłem: zemsta, nienawiść, wszystko źle zrozumieli, wszyscy źle, a ja tylko dobrze i dlatego właśnie ja wychodzę, ale niedaleko, bo dziś egzekucja… No, sam chciałem przywrócić, ale przecież nie dla mnie. Dla was, złych, taki był plan. Nie wypalił, jak widać. Nie wiem jak, nie śledzę, podobno powieszą. Nie o takiej sprawiedliwości pisałem ustawy. Wykoślawili, przeinaczyli, uwzięli się. Nie dali się bronić. No tak, sam ograniczyłem prawo do obrony, bo kto to widział tyle praw dla przestępców, degeneratów, zdemoralizowanych bachorów. A to wy byliście tymi bachorami? No, w 2022 zmieniałem… 903 strony miała ustawa, kto by to czytał. Wolno wam patrzeć na egzekucję? Dziwne. Też ja to wprowadziłem? Miało odstraszać. Nie? Nie działało tak? Czemu nikt mi nie powiedział? Co ten sznur taki szorstki? Tak zalecałem? Hmmm… Kto by pomyślał?

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 25/2022

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy