Gorsi obywatele Rzeczypospolitej

Gorsi obywatele Rzeczypospolitej

Tym razem nie chodzi o funkcjonariuszy PRL-owskiej władzy, ani tym bardziej funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL. Co do tego, że są oni gorszymi obywatelami III RP, a tym bardziej IV, nikt łącznie z apolitycznym podobno Trybunałem Konstytucyjnym nie ma wątpliwości. No, może poza niewartą uwagi garstką „obrońców ubeków”, do której kiedyś zostałem zaliczony przez prawicowych publicystów. Są gorszymi obywatelami, choćby nie wiadomo co robili w III RP i jakie zasługi dla niej mieli. Obserwując prawicowych polityków i wierne im media, dochodzę nawet do wniosku, że im dystans czasowy dzielący nas od upadku PRL dłuższy, tym z jednej strony zażartych antykomunistów więcej, a z drugiej strony, ci gorsi obywatele stają się jakby jeszcze gorsi. Weźmy przykład pierwszy z brzegu. Jeszcze parę miesięcy temu gen. Jaruzelski był zapraszany przez prezydenta Komorowskiego na salony, by radzić o stosunkach z Rosją, dziś nie jest godzien lecieć razem z nim na beatyfikację do Rzymu. Tu, gdzie idzie o politykę, nie jest trefny, tu, gdzie tylko o gest i chrześcijańską pobożność – jest. Nawiasem mówiąc, pobożność od dewocji trafnie odróżniał już w XVIII w. mądry biskup Krasicki. Mimo jego przestróg znacznie więcej w naszym życiu publicznym dewocji niż pobożności, toteż i miłość bliźniego, i cnota chrześcijańskiego miłosierdzia wraz z wybaczaniem win gdzieś wyparowały. Została tylko i tym mocniej wykrystalizowała się dewocja. Dewocja bezmyślna, rytualna. Nie o tym jednak będzie tu mowa i nie o takich gorszych obywatelach Rzeczypospolitej.
Będzie mowa o Romach, do niedawna zwanych Cyganami. Żyją z nami już od stuleci. Byli cenionymi muzykantami, handlarzami koni, kotlarzami, kowalami. Intrygowali barwną innością. Malowali ich najwięksi polscy malarze, ich muzyka inspirowała wielu kompozytorów. Równocześnie straszono nimi najmłodszych („Jak będziesz niegrzeczny, to cię Cygan porwie”), a więc pośrednio mieli udział w wychowaniu polskich dzieci. Od zawsze Cyganki wróżyły naiwnym (a kto inny daje sobie wróżyć także u licencjonowanych niecygańskich wróżek?), a cygańskie dzieci czasem kradły lub żebrały.
Do lat 60. minionego wieku część Cyganów (wtedy jeszcze nie używano nazwy Rom) wędrowała z taborami po Polsce, aż im tego w czasach gomułkowskich zakazano, administracyjnie zmuszając do osiadłego trybu życia. W Karpatach zamieszkali także już od XIX w. osiadli Cyganie z Węgier i Słowacji, budując osobliwe przysiółki złożone z domków nieco większych od psich bud.
Ta inność Romów powoduje, że społeczeństwo polskie ma z nimi kłopot. Z jednej strony, miło posłuchać romskiej kapeli, siedząc w kawiarnianym ogródku, z drugiej, nie zawsze miło mieć ich za sąsiadów w kamienicy czy w bloku. Bywają hałaśliwi i w ogóle uciążliwi.
Jednak wszystkie patologie, jakie przypisujemy Romom, są właściwe ludziom żyjącym na ich poziomie materialnym i kulturalnym. Żebrzą i kradną nie tylko dzieci romskie, lecz także dzieci bardzo biednych, niewykształconych, na ogół bezrobotnych rodziców, bez względu na przynależność etniczną. Dzieci bogatych i wykształconych Romów na ogół nie żebrzą ani nie kradną, podobnie jak na ogół nie żebrzą ani nie kradną dzieci bogatych i wykształconych Polaków.
Ostatnio o Romach było głośno, a to za sprawą ich rasistowskiego potraktowania. W Wielkopolsce zabroniono im wstępu na dyskotekę, w Małopolsce o mało nie skończyło się linczem romskiej rodziny, być może uciążliwej dla sąsiadów. Oba te wydarzenia nie były jednak w stanie przyciągnąć uwagi coraz głupszych mediów ani zainteresować polityków, nawet z tych formacji, które to na sztandarach mają wypisaną obronę słabszych.
Obowiązkiem państwa jest zapewnienie bezpieczeństwa i wszystkich praw wszystkim obywatelom, także Romom. Obowiązkiem państwa jest również przeciwdziałanie wszelkiej dyskryminacji dotyczącej jakiejkolwiek grupy obywateli.
Społeczność romska w Polsce nie jest liczna. W czasie ostatniego spisu powszechnego w 2002 r. przynależność do tej grupy etnicznej zadeklarowało niespełna 13 tys. obywateli.
Zadaniem państwa i całego społeczeństwa jest pomoc w znalezieniu im właściwego miejsca na społecznej i kulturalnej mapie Polski. Kultura romska jest przecież istotną wartością wzbogacającą naszą kulturę.
Większość problemów społeczności romskiej i problemów, jakie mniejszość ta sprawia polskiej większości, bierze się z biedy jej członków, z braku wykształcenia i braku perspektyw. Z biedą w parze idą brak opieki zdrowotnej, alkoholizm i inne patologie społeczne. Rozwiązanie tych problemów wymaga mądrej pomocy polegającej na budowaniu programów adaptacyjnych i edukacyjnych dla Romów. Takie programy powinny być oparte na dokładnym zbadaniu potrzeb, poprzedzone konsultacjami z organizacjami romskimi. Obawiam się, że nie są. Większość pomocy, na którą przeznaczane są środki budżetowe i unijne, idzie na doraźną pomoc materialną, która utrwala tylko aktualny stan rzeczy, co więcej, wzmacnia postawy roszczeniowe.
Równocześnie trzeba tworzyć programy edukacyjne dla młodzieży, uczące tolerancji i pokazujące, że Romowie (podobnie jak Żydzi czy Ormianie) żyją wśród nas od stuleci i są w Polsce tak samo u siebie jak polska większość. A żyjąc wśród nas, mają wkład w naszą kulturę i historię. Ich historia i kultura są wszak częścią naszej kultury i naszej historii. Który polski maturzysta ma pojęcie o historii Romów, Żydów czy Ormian polskich?
Takich programów nie ma. Co więcej, Ministerstwo Edukacji oficjalnie (w odpowiedzi na interpelację!) przyznaje, że nie ma pojęcia, jak w odniesieniu do dzieci romskich realizowany jest „przymus szkolny”, Ministerstwo Zdrowia zaś równie szczerze i równie oficjalnie oświadcza, że „ani minister właściwy ds. zdrowia, ani Narodowy Fundusz Zdrowia nie są w posiadaniu danych, na podstawie których można by określić, jaki procent społeczności romskiej korzysta z opieki zdrowotnej refundowanej przez NFZ”. Skądinąd wiadomo, że jest to procent niewielki.
Tak więc co najmniej w tych dwóch jakże ważnych dziedzinach, takich jak ochrona zdrowia czy edukacja, rząd nie ma elementarnej informacji o zjawisku, z którym podobno, wydając budżetowe (i europejskie) pieniądze, walczy.
Wszystko wskazuje na to, że przy takiej aktywności państwa Romowie jeszcze długo będą obywatelami drugiej kategorii.

Wydanie: 10/2011

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy