Spotkania z czasem

Spotkania z czasem

Budzę się zawsze rano ze smutnym zdumieniem – jaki ja jestem stary. Nie mam już innych przebudzeń. Potem to uczucie z biegiem czasu topnieje jak bryłka lodu na dłoni. Teraz doszedł jeszcze poranny niesmak, że zatruta jest nasza wolność. Krajobraz po przegranej bitwie nie napawa optymizmem, przegrani nie tylko liżą rany, ale też je rozdrapują. Tak jednak często bywa po klęsce, szczególnie w kraju, który ma tradycję porażek, co wcale nie uczy przegrywać. Przegrane się kumulują. Czuję, że tracimy energię, coraz więcej w nas obrzydzenia, coraz mniej buntu.

Tatry w chmurach. Chłodno, wilgotno. Hotelowe śniadanie, radość z małej czarnej kawy. Sztuka dobrego życia to cieszyć się z małego, nawet jeśli jest czarne. Kelnerka – młoda Ukrainka ze śpiewnym akcentem i światłem w twarzy. Ukraińcy są już wszędzie, nie tylko pracują w usługach, wolałbym, żeby to byli Szwajcarzy, ale jakoś nie chcą do nas przyjeżdżać. Jednak ci sąsiedzi ze Wschodu budzą na ogół moją sympatię.

Wkrótce przyjedzie po nas samochód i zawiezie na obrady. Jestem w jury dorocznego konkursu na literacką książkę o Zakopanem. To miasto kapiące zamożnością. Bywałem tu bardzo często od małego, ale w ostatnim okresie mego życia była długa przerwa, z jednym krótkim spacerem Krupówkami rok temu. Przypominam sobie miejsca i one przypominają mi o sobie. Jem fantazyjną kaszę w restauracji, która specjalizuje się w kaszach. Nagle uświadamiam sobie, że to w tym pięknym, drewnianym domu był Poraj, a tam słynne rydze i kanapki. Było gęsto i świetliście i stał zapach lepszego świata. Nie znajduję Cocktail Baru, to raj mojego dzieciństwa, królestwo lodów i melb. Potem dowiaduję się, że nowy budynek podobny do czarnego, błyszczącego mercedesa nowej generacji wyrósł właśnie w jego miejscu. To galeria handlowa, niewielka, ale i tak za duża, nie w skali ulicy. Na początku jestem estetycznie urażony, nawet oburzony, ale kiedy widzę ten budynek po raz kolejny, gdy zwiedzam jego luksusowe wnętrza, jadę pierwszymi schodami ruchomymi w Zakopanem, nagle zaczynam patrzeć bardziej przychylnym okiem. To prawie pewne, że za kilkadziesiąt lat interesująco się zestarzeje i będzie przykładem stylu, który jeszcze nie ma nazwy, a dopiero się uwyraźni z czasem – lat 20. XXI w. Wiemy przecież, jak była krytykowana przez współczesnych wieża Eiffla, jak nam się nie podobał Pałac Kultury, a teraz wydają się interesujące.

Paweł Skawiński był wieloletnim dyrektorem Tatrzańskiego Parku Narodowego, przewodnik tatrzański, leśnik. Spacerujemy, podnoszą się chmury, wyłaniają się zbocza z płatami śniegu. Opowiada o drzewach, zwierzętach, o wspinaczce, głęboka wiedza, miłość do przyrody, troska, talent oratorski. Niezwykłe, że taki człowiek był dyrektorem Tatrzańskiego Parku Narodowego, dzisiaj to nie do pomyślenia. Miejscowi potwierdzają, że tu też PiS wymienia ludzi na kierowniczych stanowiskach na „szyszki”. Trwa inwazja barbarzyńców. Nie mamy oglądu całości sytuacji, a tak jest wszędzie.

Pytam pana Pawła o moich dawnych zakopiańskich znajomych. Na początku lat 70. wszedłem głęboko, chociaż tylko na chwilę, w góralsko-zakopiański świat. Wszystko dzięki Yoshiho Umedzie. Japończyk mieszkający od dziecka w Polsce był moim przyjacielem. Zakorzenił się w górach, traktowany był tu trochę jak przyrodnicza osobliwość. Dowiaduję się, że Maciek, świetny narciarz, rozpił się, miał amputowane obie nogi i umarł. Na zawsze zostanie w mojej pamięci jako krewki młodzian. Bracia Krzeptowscy kierujący schroniskiem w Pięciu Stawach? Andrzej nie żyje, o wiele wcześniej trójka jego małych dzieci utopiła się w Bałtyku. Jego brat Józek nadal po stronie istnienia, ale już nieświadom niczego. Życie to rzeźnia.

Gdy na chwilkę wejdę w media publiczne – bardziej wpadam, niż wchodzę – to zawsze trafiam na jadowitą propagandę. Czyli całość przekazu zrobiona jest z gęstej propagandowej papki. Dlaczego to gorsze niż w czasach PRL? Oni korzystają z wiedzy psychologicznej, też dotyczącej reklamy, która narosła przez lata. Dlatego to tak perfidne, przebiegłe i działa na prosty lud.

Od ludzi, też z niewielkich miast, dostaję świadectwa, jak są udręczeni, jak wykorzystywani, upokarzani, zastraszani przez pracodawców. To zjawisko powszechne. Polski kapitalizm jest drapieżny. To kolejny powód, czemu PiS wygrywa. Pisowcy stwarzają wrażenie, że się zatroszczą, pomogą, wesprą.

Wydanie: 24/2019

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy