Więcej światła, mniej ciemnoty

Więcej światła, mniej ciemnoty

Co w tym sezonie wakacyjnym znalazło się na topie w polskiej rzeczywistości medialnej? Żadnych nowości. Same zdarte płyty. Na pierwszym miejscu wśród przebojów tegorocznego lata w Polsce uplasowały się zagrożenia, a konkretnie zagrożone wartości religijne. Zagrożenia czają się wszędzie. W gabinetach ginekologicznych. W szkole. W szpitalu. A pewnie i na plaży, gdzie diabeł kusi toplesem. Poza tym same zdarte kawałki. Zagrożenie ze strony Rosji. Medialna i polityczna rusofobia w Polsce na razie spowodowała bojkot polskich produktów rolnych. W związku z tym konsumowanie polskich jabłek stało się kolejnym aktem patriotycznym. Nie wiem, czy pędzenie bimbru i innych trunków z polskich owoców, których sadownicy nie będę mieli gdzie sprzedawać, też zostanie określone jako działanie patriotyczne. „Cały naród wspiera swój rząd i przetwarza polskie owoce” – takie powinno być hasło tegorocznych dożynek. Można się spodziewać też w najbliższym czasie wzrostu cen energii. No cóż, jak się chce uprawiać mocarstwową politykę, to trzeba za to płacić. Jak zwykle zapłacą obywatele. Najwyżej z powodów oszczędzania energii elektrycznej stanie się jeszcze ciemniej. Ale panowanie ciemnoty w Polsce to nic nowego. Również infantylizacja programów informacyjnych polskich stacji telewizyjnych pozwala utrzymywać mrok mimo jasnego słońca na zewnątrz.
W ciemnościach trudno dostrzec istotne problemy i prowadzić rozumne rozmowy odnoszące się do widocznych faktów. W mroku nie można także na co dzień widzieć, jak wielki dystans dzieli Polskę w sferze nauki, debaty publicznej, przestrzegania praw człowieka czy tworzenia nowych technologii od społeczeństw, które wyżej cenią rozum niż kościelne dogmaty czy narodowe mity. Zanim Goethe na łożu śmierci zawołał: „Więcej światła!”, zauważył, że „Kościół chce rządzić, a do tego potrzeba mu ograniczonych w swym myśleniu mas, które będą się korzyć i pozwolą nad sobą panować”. Postfeudalna mentalność dominująca we współczesnej Polsce pozwala panować nie tylko kościelnym dogmatom, ale także wspiera na co dzień poddaństwo wobec wszelkich mniej lub bardziej represyjnych mechanizmów (wyzysku w miejscu pracy, bezprawia prokuratury, arogancji elit władzy i biznesu).
Gdyby nie powszechne ciemności, ludzie mogliby zobaczyć, że wiele tzw. oczywistych faktów czy naturalnych działań państwa wcale nie jest ani oczywistych, ani naturalnych. Odebrać rzeczywistości jej pozorną naturalność to działanie możliwe przy współudziale światłych obywateli. A tych w Polsce wciąż wielki deficyt. Bez bardziej świadomych swoich praw obywateli nie tylko trudno zmieniać warunki, w jakich przyszło nam żyć, ale też niełatwo wyzwolić się od uprzedzeń i tematów zastępczych narzuconych przez brukowe media i niedouczoną klasę polityczną.
W ciemnościach łatwiej też łamać prawa obywatelskie i podkładać bliźnim nogę. A to ulubiony sport narodowy nad Wisłą. Tutaj nie cieszą sukcesy innych – więcej frajdy przynoszą porażki współobywateli. Nieudacznikom łatwiej się żyje w otoczeniu innych nieudaczników. Jednostki zbyt niezależne psują świeżymi opiniami ten swojski smrodek, który zagościł w polskiej rzeczywistości. Nagły przypływ świeżego powietrza i nowego sposobu myślenia może doprowadzić do utraty przytomności i ogólnonarodowego chaosu. A poza tym może zdemaskować gnieżdżące się wokół kompleksy narodowe. Odtrutką na nie mogą być obecnie tylko patriotyczne newsy, którymi wyrobione narodowo media osładzają ten krajowy żywot – wystarczy nowina związana z sukcesem kogoś, kto ma polskie nazwisko lub przynajmniej polskie korzenie choćby w trzecim pokoleniu. Np. pod nieobecność polskich piłkarzy na mistrzostwach świata musiały wystarczyć polskie geny niektórych niemieckich kopaczy albo przelotna obecność w polskiej lidze kilku innych piłkarzy, którzy znaleźli się w Polsce chyba przez przypadek. Po emerytowanym Małyszu brakuje dyżurnych bohaterów narodowych. Dlatego w tym sezonie wakacyjnym do rangi mistrzostwa świata zostały wyniesione dwa etapowe zwycięstwa Rafała Majki w kolarskim Tour de France. Lepszy rydz niż nic.
Kompleksy jednak rodzą frustrację. A ta idzie w parze z agresją. Stąd tak wiele ciężkich spojrzeń i brak lekkiej atmosfery na polskich ulicach. Sprzyja to również politycznym autorytaryzmom. Nie pozostaje nic innego, jak tylko zrywać tę ciemną zasłonę i konsekwentnie wpuszczać przy każdej okazji jasne promienie do kraju, gdzie zima trwa zbyt długo, a władza cieni jest zbyt wielka.

Wydanie: 32/2014

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy