Chorzy na Owsiaka

Chorzy na Owsiaka

Ach, jak ich ten Owsiak boli. Jak ich uwiera. U nas wszystko można bliźniemu darować, ale nie sukces. A gdy jeszcze ten od sukcesu ma nie nasze poglądy, to taczka z błotem. I do roboty. Może nie tak dosłownie do roboty, bo nie chodzi przecież prawicy spod smoleńskiego znaku o zrobienie czegoś ważniejszego niż to, czym się zajmuje niecierpiany konkurent do serc i dusz Polaków. Chodzi o to, by mu jak najboleśniej dowalić. Poniżyć i odebrać choć trochę wiarygodności. A drogą, którą obrano, jest mazanie błotem życiorysu Owsiaka. Z roku na rok taczka z błotem jest większa. A zarzuty brutalniejsze. To już nie jest skubanie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i Jurka Owsiaka. To jest zajadły, rozpisany na głosy cyniczny atak. Cóż tak atakują? Wydarzenie wyjątkowe w świecie i niepowtarzalne w naszej historii. Wydarzenie, które ma swojego autora i twórcę. Dyrygenta milionowej armii wolontariuszy. Wystarczy policzyć 22 finały. Ilu Polaków ma w życiorysie kwestowanie z puszką oklejoną czerwonymi serduszkami? Na pewno ponad milion. A efekty? Ponad 500 mln zł przeznaczonych na bardzo konkretny sprzęt. Czy mogłoby się to udać bez Owsiaka? Bez jego siły przyciągania? I skąd się bierze ta siła? Z poparcia społecznego. Z tego, że Owsiak konsekwentnie robi swoje i grając, nie fałszuje. Tyle lat trwa to styczniowe granie, angażują się i wychodzą na ulice tłumy. Często jest zimno i ciemno, a jednak incydentów w czasie narodowego grania praktycznie nie ma. Dlaczego? Może dlatego, że nieufni na co dzień Polacy widzą i doceniają efekty Orkiestry? A może dlatego, że pat­rząc na to wydarzenie i własny, nawet bardzo symboliczny udział czujemy się wspólnotą?
I o to rozbijanie tak nam potrzebnej wspólnoty mam największe pretensje. Cel ataków na Owsiaka jest oczywisty. Za wszelką cenę podważyć zaufanie do niego i ograniczyć skalę społecznego poparcia.
A najobrzydliwsze w dokopywaniu dyrygentowi Orkiestry jest to, że w ten sposób zmniejsza się szanse konkretnych ludzi na pomoc medyczną. Krytycy Owsiaka zarzucają mu, że wyręcza państwo, że stanowi alibi dla urzędników, że w cieple sławy Orkiestry grzeją się celebryci. I politycy, którzy przecież odpowiadają za mizerię służby zdrowia. To po części prawda. Tyle że te wszystkie uwagi przestają mieć znaczenie i sens, gdy spojrzy się na bilans 22 lat. A przede wszystkim na ludzi, którym Orkiestra pomogła. Piszę o tym, by błoto nie psuło nam radości z tego, co się dzieje za sprawą Jurka Owsiaka. Wielkiego dyrygenta przepięknej idei.

Wydanie: 4/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy