Profesor na cmentarzu (z którego jeszcze wrócił)

Profesor na cmentarzu (z którego jeszcze wrócił)

Znów weekend był długi. To z powodu 1 listopada, dnia Wszystkich Świętych, który w tym roku wypadał we wtorek. Zaczął się więc polski weekend (może bardziej łykend?) w sobotę, skończył we wtorek wieczorem lub w środę rano. Tak to się u nas przyjęło, że jak jest jakieś święto i dzień wolny od pracy, to mamy długi weekend, bez względu na to, czy dni wolne wypadają rzeczywiście na końcu tygodnia, czy na początku. Po prostu po polsku weekend tłumaczy się nie, jak by słownik nakazywał, jako koniec tygodnia, tylko jako dni wolne od pracy, obojętne, czy było to na końcu tygodnia, czy na początku. Łykend to łykend – i basta!

No więc ponieważ z racji Wszystkich Świętych łykend akurat wypadał na początku tygodnia, w dodatku pogoda była ładna, Polacy tłumnie pośpieszyli na cmentarze już w sobotę i niedzielę, trochę w poniedziałek, w efekcie w samych Wszystkich Świętych na cmentarzach było chyba trochę mniej ludzi niż zwykle.

Jak co roku, jeśli tylko jestem w Krakowie, idę na cmentarz Rakowicki raz rano, drugi raz po południu. Zwykle rano idę sam, po południu z całą rodziną. Mamy na Rakowicach rodzinny grobowiec, drugi, starszy, mamy na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie, ale tam na Wszystkich Świętych byłem tylko raz.

Każda wizyta w nekropolii takiej jak cmentarz Rakowicki (także Powązkowski, Łyczakowski, Na Rossie) budzić musi szczególne refleksje. Oczywiście wspomina się zmarłych, ale też jest okazja, by pomyśleć o żyjących. O zmarłych wiadomo: aut bene aut nihil (dobrze albo wcale). O żywych można więcej. Poza tym cmentarze mówią nam o nas samych więcej niż o zmarłych, którzy na nich spoczywają.

No to trochę o żywych. Przy bramie cmentarza od wielu lat kwestują różne osoby publiczne. Znani artyści, aktorzy, dziennikarze, a w okresach przed wyborami zwiększa się istotnie liczba kwestujących polityków. Kwestują na cele szlachetne. Na odnowę zabytkowych pomników cmentarnych, nie tylko na tutejszym cmentarzu, ale od lat także na cmentarzu Łyczakowskim. Kwestują na hospicjum. Od kilku lat obok kwestujących na te cele pojawiła się konkurencja. Kwestujący na „żołnierzy wyklętych”. Chodzi zapewne o ich jeszcze większe upamiętnienie? Nie śmiałem zapytać. Kwestowała dama lat 50+ z opaską Narodowych Sił Zbrojnych na ramieniu. Obok niej dwie dzieweczki (15+) z minami dumnymi i godnymi. Później pojawiło się dwóch starszych jegomościów w mundurach. Jegomoście byli „starsi”, ale nie na tyle starzy, by jeszcze do „żołnierzy wyklętych” należeć. Raczej dzieci albo wnuki „wyklętych”, odziani w zgoła współczesne, choć nieco zdekompletowane mundury.

Dawniej wojsko i harcerze zaciągali warty honorowe. Na ogół przy żołnierskich grobach. Żołnierzy nie widziałem (może byli nie cały czas, tylko akurat wtedy, kiedy mnie nie było, a może krakowski garnizon jest tak mały, że ich zabrakło?), harcerze byli jak co roku. Rośnie natomiast liczba poprzebieranych w niedopasowane mundury historyczne uczestników rozmaitych tak modnych ostatnio rekonstrukcji. Jakichś dwóch wymizerowanych „zrekonstruowanych” ułanów zaciągnęło wartę przy grobowcu Matejki. Może myśleli, że Matejko był generałem? Później już ich nie było. Może się dowiedzieli, że nie był, i przenieśli gdzieś indziej? Pod pomnikiem Daszyńskiego był wieniec od marszałek Elżbiety Witek. Bardzo to ładnie. Chyba pierwszy raz pani marszałek należy się pochwała.

Pouczające jest spojrzenie na pomnik ułanów (trzech oficerów i 11 żołnierzy) poległych w czasie tłumienia rozruchów robotniczych w listopadzie 1923 r. Jak co roku tonie on w blasku niezliczonych zniczy i w kwiatach. Tyle że oblepiony jest późniejszymi tablicami sławiącymi pamięć żołnierzy z rozmaitych formacji kawaleryjskich, poległych na różnych frontach w II wojnie światowej. Oblepiony tak skutecznie, że jak można podejrzewać, większość palących tam znicze nie wie, komu naprawdę jest poświęcony. Nie mogą zatem zrozumieć, co znaczy i do czego się odnosi napis na pomniku: „Przechodniu, powiedz Ojczyźnie, że wierni jej prawom tu spoczywamy”. Fundujemy sobie sami kolejną „białą plamę”. Przecież coś takiego nie pasuje do mitu II RP, a polegli ułani są najwyżej zapomniani, ale nie wyklęci.

Podobno Sejm pracuje nad ustawą, za sprawą której wszystkie cmentarze wojskowe (i wojskowe kwatery na cmentarzach komunalnych) przejdą na własność skarbu państwa i to rząd będzie decydował, kogo na nich można pochować, a kogo należy ekshumować. IPN dostanie kolejne odpowiedzialne zadanie. Zlustrować i zdekomunizować cmentarze! No to Happy Halloween! Idzie nowe!

Tylko grób Napoleona Cybulskiego, jednego z największych polskich uczonych przełomu XIX i XX w., współodkrywcy adrenaliny, autora jednego z pierwszych w świecie zapisów EEG, opuszczony i w coraz większej ruinie. W linii prostej 3 km od uniwersytetu, którego Cybulski był rektorem.

Wydanie: 46/2022

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy