Bruksela nie zapłacze za Siwcem

Bruksela nie zapłacze za Siwcem

Dlaczego ludzie mają być za Markiem Siwcem i jego partnerami z projektu Europa Plus? No bo jesteśmy fajni – odpowiada Siwiec dziennikarzowi komercyjnej telewizji. Rozmowy fajnych polityków z fajnymi dziennikarzami świetnie pasują do ogólnego blablania tej stacji. Ale na nieszczęście i jednych, i drugich realny świat jest inny. Jest jeszcze coraz bardziej siermiężne życie codzienne i, niestety, coraz więcej coraz bardziej wkurzonych obywateli, którym wcale nie jest fajnie. Na dodatek ci obywatele, choć od trzech dekad poddawani są eksperymentowi kapitalistycznemu, nie chcą się wyzbyć staromodnego złudzenia, że polityk nie jest jedynie osobnikiem od pięknych obietnic przedwyborczych. Obietnic, które spełniają się później tylko w życiu bardzo ograniczonej grupy ludzi – w życiu rodziny polityka i jego najbliższych kolegów. Polski wyborca tak ciągle ma, że wierzy w istnienie polityków, którzy po wyborach coś konkretnego dla niego zrobią. I z tej naiwnej, jak się okazuje, patrząc na późniejsze skutki, wiary biorą się skoki poparcia dla niektórych partii. Dostały poparcie ludzi, bo dobrze zdiagnozowały problemy jakichś grup społecznych, a straciły, bo po wejściu do Sejmu poszły starym, utartym szlakiem. Ile razy można bezkarnie oszukać wyborców? Analiza wyników wszystkich wyborów po 1989 r. pokazuje, że Polacy są surowymi recenzentami polityków, choć dają się nabierać na coraz przebieglejsze sztuczki marketingowe. Do czasu oczywiście. Do czasu.
Bo przychodzi taki moment, że nie pomogą zmiany szyldów i technik promocyjnych. Dojrzewa oczekiwanie na głębsze, systemowe zmiany. Polacy coraz rzadziej przyjmują coś do wiadomości, kierując się wiarą lub utartymi sloganami. Mogą, widząc nieskuteczność działania metodami perswazji, zademonstrować niezadowolenie w sposób bardziej stanowczy. Powody do takich reakcji już są. A to znaczy, że sytuacja może się wymknąć spod kontroli.
Szkoda, że o tych realnych nastrojach i faktycznych problemach nie usłyszałem ani słowa przy okazji ostatnich sporów między różnymi grupami, które w społecznej ocenie nazywane są lewicowymi. Piszę o tym, jak zwykle ludzie klasyfikują te partie, ugrupowania i ruchy, a nie jak one same się oceniają. Wydawało mi się, że etap, kiedy wszystkie grupy lewicowe uważały się za jedyną i prawdziwą lewicę, mamy za sobą. Ale gdzież tam! Ciągle przychodzą nowi, dla których cały świat zaczyna się od nich.
Z przykrością obserwuję, jak co młodsi janczarzy lewicy – i to ci, którzy kompletnie nie mają dorobku zawodowego ani politycznego – postponują prezydenta Kwaśniewskiego. Chciałoby się rzec: nie idźcie tą drogą, bo na chamstwie nie da się zbudować żadnej wartości.
Jeśli z kolei ktoś chce pójść drogą Europy Plus, to niech idzie. Są przecież w Polsce ludzie, którzy na sztandarach mają wypisane fundusze powiernicze, udziały i transfery. Mają więc godnego reprezentanta – Marka Siwca. A ludzie pracy najemnej, bezrobotni, źle opłacani, fatalnie leczeni i niemający nadziei na mieszkanie muszą sobie gdzie indziej znaleźć wiarygodnych przedstawicieli politycznych.
Potrzeba wymiany ekipy lewicowych europosłów w Brukseli jest dla mnie oczywista. Mam nadzieję, że większość z nich wróci do kraju. I znajdzie sobie zajęcie poza polityką.

Wydanie: 11/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy