Historia, która niczego nie nauczyła

Historia, która niczego nie nauczyła

Adam Michnik w obszernym artykule omawia postawę hierarchów katolickich wobec pogromu kieleckiego z 1946 roku („Gazeta Wyborcza”, 3 czerwca). O tej postawie bardzo poruszająco mówił rabin Kahane na pogrzebie ofiar tego potwornego pogromu: „Istnieje jedna kategoria ludzi, jeden stan w Polsce, który mógł temu zaradzić… Stan duchowny, oficjalne czynniki Kościoła katolickiego w Polsce… Kapłani ludu polskiego! Coście wy zrobili od czasu uzyskania niepodległości celem uświadomienia mas społeczeństwa zatrutego pięcioletnim jadem hitleryzmu? Biskupi polscy, gdzie wasz list pasterski w tej sprawie?”. Dziś, w dobie lustracji, nasuwa się uwaga, że biskupi polscy nigdy nie potrafią oprzeć się naporowi psychologii tłumu, gdy tłum występuje jako „naród”.
Kardynał Hlond oczywiście potępił pogrom, ale dodał, że za antysemityzm „w wielkiej mierze ponoszą odpowiedzialność Żydzi”, ponieważ zajmują najważniejsze stanowiska w państwie i dążą „do narzucenia form ustrojowych, których ogromna większość narodu nie chce… W fatalnych starciach orężnych na froncie politycznym giną niektórzy Żydzi, ale ginie nierównie więcej Polaków”. Adam Michnik, który z zasady stara się rozumieć racje antagonistycznych stron, mimo że temperament polityczny mu tego nie ułatwia, w bardzo oględnych słowach skomentował wypowiedź prymasa Hlonda. Czytelnik może odnieść wrażenie, że pośrednio przyznał mu dużo racji. Napisał mianowicie pod adresem rabina Kahane, czy ten, „świadom przecież polskich realiów, nie powinien był wtedy, w 1946 r., zaapelować publicznie do społeczności żydowskiej, by unikała współpracy z narzuconym Polsce reżimem komunistycznym, a zwłaszcza z aparatem bezpieczeństwa… Czy rabin nie powinien potępić łamania praw obywatelskich, prześladowania ludzi z AK, ekscesów cenzury, fałszowania wyników referendum?”.
Wyobrażenie, jakie Adam Michnik ma o powinnościach rabina Kahane w tamtym czasie, wynika z jego moralizmu i idealistycznego postulatywizmu, który tak osłabia wymowę jego świetnego pisarstwa politycznego. Każdy wie, co być powinno teraz lub dawniej. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co jest i co rzeczywiście było.
Żeby wiedzieć, dlaczego rabin nie mógł wystąpić z apelem, z jakim według Adama Michnika powinien był wystąpić, trzeba rozpatrzyć najpierw poniekąd historiozoficzne zagadnienie: Żydzi a komunizm. To temat dla autorów specjalizujących się w pisaniu grubych książek, nie dla mnie. Mam za to wystarczającą wiedzę, żeby odpowiedzieć na prostsze pytanie: z jakich powodów życiowych i doraźnych, nie wyłączając motywacji ideowych i moralnych, znaczna część społeczności żydowskiej czy żydowsko-polskiej komunistyczną władzę popierała i w niej uczestniczyła. Tych powodów było wystarczająco dużo, aby postulowany teraz apel rabina został przez tę społeczność odrzucony, a może też uznany za aberracyjny. Kielce nie były enklawą antysemityzmu. Taka była ówczesna Polska. Może więc było tak, że nie udział Żydów we władzach komunistycznych był przyczyną antysemityzmu, lecz rozpowszechniony antysemityzm skłaniał Żydów do szukania bezpieczeństwa i schronienia tam, gdzie można było je znaleźć. Z pewnością czuli się tym bezpieczniej, im byli bliżej Komitetu Centralnego, korpusu oficerskiego czy Urzędu Bezpieczeństwa. Tak zwana nadreprezentacja Żydów w kluczowych ogniwach władzy była pożądana również przez Żydów liberałów, niekomunistów, bo dzięki niej oni także czuli się bezpieczniej. I teraz wyobraźmy sobie rabina, który wzywa ich „do unikania współpracy z narzuconym Polsce reżimem komunistycznym”. To nie był stan wojenny Jaruzelskiego, gdy pójście za takim wezwaniem przynosiło korzyść. Jaką wagę, jakie znaczenie dla ludzi, którzy cudem uniknęli komory gazowej albo przeżyli Gułag, bo i tacy byli, albo przesiedzieli parę lat w ciasnych schowkach pod podłogą, mogło mieć sfałszowanie referendum czy cenzura. Potomkowie – synowie, córki, wnuki i wnuczki – tamtych Żydów (czy Polaków żydowskiego pochodzenia) jakimś cudem potrafili nie dowiedzieć się prawdy o tamtych czasach. Wielu z nich przystąpiło do antykomunizmu i bardzo są z siebie i swojego wyboru zadowoleni. Znaleźli schronienie moralne (fizycznie na razie nikt nie jest zagrożony) i wydaje im się, że są bohaterami, pogromcami komunizmu.
Pomyślmy też na koniec o rabinie Kahane i o tym, co by go spotkało, gdyby ów apel idący z głębi sumienia wygłosił. Wyobrażam go sobie, jak zwraca się do Adama Michnika: „Przyjacielu, powiedz mi, co lepsze, cierpieć z powodu nieczystego sumienia, czy siedzieć sobie spokojnie w mrocznej celi razem z głodnymi szczurami”.
Niektórzy odrzucają tak zwaną politykę realną, ponieważ zauważyli, że dokonuje się ona zawsze czyimś kosztem. Jest gorzej, niż myślimy. Polityka etyczna też odbywa się czyimś kosztem.

Wydanie: 24/2006

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy