Polityce świeczka, prawu ogarek

PRAWO I OBYCZAJE 

Ponad pięć lat upłynęło od zakończenia mojej kadencji na stanowisku rzecznika praw obywatelskich. Myślałem wtedy, że w kolejnych latach nastąpi wyraźna poprawa kondycji prawnej naszego państwa. Bardzo się jednak myliłem. W okresie ostatnich lat stan przestrzegania prawa wydatnie się obniżył, do tego stopnia, że można mówić już o kryzysie naszego państwa prawnego AD 2001.
Przyczyną tego stanu rzeczy jest bezwzględna dominacja polityki nad prawem. Politycy sprawujący władzę w państwie posługują się czasem przepisami prawa niczym wytrychami. Nie mogąc osiągnąć określonego celu w trybie normalnej, legalnej procedury, uciekają się do sposobów pozornie legalnych, nazywanych w żargonie prawniczym kruczkami prawnymi. Do niedawna za specjalistów od tych forteli uważani byli adwokaci (J. Tuwim pisał o nich: “Ironiści, mędrkowie wykrętów chytrych, wyciągną z teczki paragraf i rozprostują na wytrych”). Umiejętność posługiwania się owymi sztuczkami w procesach sądowych nie przynosi adwokatom wstydu, gdyż świadczy o ich sprycie i znajomości erystyki, czyli sztuki prowadzenia sporów (zwrócił na nią dawno uwagę A. Schopenhauer). Natomiast z krytyką spotyka się, i słusznie, “działanie na granicy prawa” organów państwa, zwane falandyzacją prawa. Nazwa ta doczekała się nawet wzmianki w słowniku wyrazów odimiennych (eponimów) W. Kopalińskiego.
Podstępnym, pozornie legalnym środkiem dla osiągnięcia celu politycznego posłużył się niedawno rząd, pozbywając się prezesa Totalizatora Sportowego, Władysława J. W celu obejścia formalnej procedury, przewidującej odwołanie prezesa przez radę nadzorczą, rząd wydał w trybie nagłym, w ciągu jednej nocy rozporządzenie skreślające tę firmę z listy spółek strategicznych skarbu państwa. Tej samej nocy wydrukowano Dziennik Ustaw z ledwo co uchwalonym rozporządzeniem. Nim nastał świt, rozporządzenie weszło w życie.
Przytoczony casus stanowi przykład rażącego pogwałcenia zasad procedury prawodawczej. Przepisy prawne nie mogą być wydawane znienacka, po kryjomu, bez zapewnienia obywatelom możliwości ich poznania (tzw. vacatio legis). Każdy akt prawny winien być prawidłowo ogłoszony i podany do wiadomości adresatów w takim czasie, by mogli się z nim zapoznać. Rozporządzenie w opisanej wyżej sprawie zostało natomiast wydane w trybie tajnym i zgodnie z makiawelskim pomysłem rządu w pełni zaskoczyło zainteresowanych.
W państwie rządów prawa nie ma wyjątków od zasady rzetelnego tworzenia prawa. Cel zamierzony przez prawodawcę nie uświęca sam przez się użytych środków. Rząd w powyższej kwestii złamał prawo, mimo iż kierował się uzasadnionym interesem państwa, chcąc położyć kres szkodliwej działalności prezesa spółki strategicznej skarbu państwa. Stworzony został niebezpieczny precedens do obchodzenia w przyszłości niewygodnych praw chytrymi sztuczkami.
Sprawa Totalizatora Sportowego była gorszącym epizodem w legislacji ostatniego okresu, nie pociągnęła jednak za sobą poważniejszych szkód społecznych w porównaniu z innym naruszeniem, jakiego dopuściła się AWS-owska władza, nie gwarantując pracownikom służby zdrowia realizacji podwyżek w wysokości 203 zł, przewidzianych w ustawie z grudnia 2000 r. Podwyżki te wystrajkowały pielęgniarki, ale gdy ustawa weszła w życie, okazało się, że obiecano im gruszki na wierzbie. Na wypłaty nie było bowiem w kasach chorych pieniędzy. Za ten stan rzeczy odpowiada oczywiście rząd, który był obowiązany zapewnić środki finansowe na wykonanie ustawy. Zaufanie obywateli do państwa i do tworzonego przez obecną władzę prawa zostało poważnie podważone.
Egzekucja praw okazała się jedną z największych słabości państwa prawnego, z którym wiązaliśmy tyle nadziei po 1989 r. Trzecia Rzeczpospolita zapisuje się niechlubnie w dziejach naszego prawa pod względem nieudolności w wydawaniu rozporządzeń do uchwalanych ustaw. Rząd, zwlekając z wydaniem aktu wykonawczego, blokuje w ten sposób realizację ustawy. Mimo upływu przeszło trzech lat od wejścia w życie konstytucji Sejm nie uchylił dotąd szeregu przepisów niezgodnych z nową ustawą zasadniczą.
Plagą wymiaru sprawiedliwości jest niesprawna egzekucja wyroków sądowych. Doszło już do tego, że nie są szybko wykonywane nawet prawomocne wyroki sądów karnych (według informacji rzecznika praw obywatelskich, w przepełnionych zakładach karnych brak jest miejsc dla około 30 tys. skazanych!). Sroga władza nie rozumie widocznie, że szybkość kary jest bardziej skutecznym środkiem walki z przestępczością niż nadmierna surowość represji (stwierdził to dawno myśliciel włoski, C. Beccaria). Paradoksalnie, wzrost kar wymierzanych przez sądy nie poprawi stanu naszego bezpieczeństwa, gdyż skazani, oczekujący na wolności na osadzenie w zakładach karnych, będą nadal niebezpieczni. Mówią już o tym prawnicy, ale ich gadaniem nikt się nie przejmuje.
No cóż. Politykom wolno dziś wszystko. A prawnikom pozostaje tylko nędzny ogarek…

Wydanie: 17/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy