Autorski rząd nie wystarczy

Autorski rząd nie wystarczy

Autorski rząd premiera Tuska najlepiej prezentuje się na wspólnej fotografii. Na starcie dobre i to. Oby jednak miła powierzchowność ministrów, dobrze ponad średnią krajową, nie zamknęła listy zalet tej ekipy. Rządu tak wyraźnie partyjnego, że tylko ludzie ze środka PO mogą rozumieć racje kryjące się za tymi nominacjami. Autorski rząd oznacza też, że premier ponosi większą niż zwykle odpowiedzialność za efekty rządzenia swoich wybrańców. Nawet wtedy, gdy uważa własnych ministrów tylko za zderzaki. Bo gdyby nawet kierować się jego terminologią, to samochód z wymienionym zderzakiem nie zyskuje przecież na wartości.

Po tak wysokiej wygranej PO i z tak mocnym mandatem poparcia premier może bardzo dużo. Ale tylko do czasu, gdy jego decyzje rozminą się z oczekiwaniami społecznymi. A to Tusk rozumie lepiej od innych polityków. Wie, że ci sami, którzy krzyczeli o braku reform i domagali się ich więcej, dziś już protestują przeciwko potencjalnym skutkom zapowiedzianych zmian. A to dopiero początek narzekania, bo nikt nie chce płacić ceny za kryzys. Największy opór stawiają nie najbiedniejsi, bo ci nie mają twardych i zdeterminowanych obrońców, ale ci, którzy do kryzysu doprowadzili. Instytucje finansowe i banki. Politycy chodzą wokół nich na palcach. Mrucząc pod nosem, że trzeba tam radykalnych zmian. Siłę tych instytucji, mimo chorego systemu, w którym tkwią, najlepiej widać po tym mruczeniu polityków, po narzekaniu mediów i powstrzymywaniu się od decyzji, które miałyby naruszyć ten system. Jak więc go uzdrowić, jeśli o leczeniu ma decydować wirus chorobowy?

Jesteśmy w tym kryzysie tylko takim trochę większym kółkiem na mapie. Na szczęście nie całkiem bezradnym.
A najważniejsze zadanie stoi przed rządem, który wziął na siebie sterowanie polską łódką. Jak najlepiej wykorzystać potencjał intelektualny, jaki mamy w kraju? Niestety, skupianie wokół najważniejszych zadań najlepszych fachowców nie jest umiejętnością tego premiera. Tak jak nie była to zaleta jego poprzedników. Kierując się wyłącznie polityką i interesami partyjnymi, marnujemy nasz największy potencjał, czyli kadry. Zachowujemy się więc całkowicie nieodpowiedzialnie w obliczu kryzysu, który już jest, i tego, który może się jeszcze mocno rozwinąć. Trudne czasy są najlepszym momentem do innego podejścia w zarządzaniu państwem. Wokół projektu lepszego wykorzystania narodowego potencjału można budować dużo szersze poparcie niż to, które daje obecna scena polityczna. Pełna władza kusi liderów PO potencjalną skutecznością, bo jest łatwiejsza w realizacji od żmudnego dialogowania ze stojącymi na uboczu, ale ważnymi środowiskami. Sądzę, że zwycięzcy ostatnich wyborów mocno przeceniają swoje możliwości. Tego kamienia, który stanął na drodze, sami nie przetoczą.

Wydanie: 48/2011

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy