To będzie nieestetyczne

To będzie nieestetyczne

Nagle pojąłem, że przez całe świadome życie nie cierpiałem formacji umysłowej, która teraz doszła do władzy. A zawsze gdzieś się pałętała po kątach, nawet w PRL. Pamiętam, jak w środku lat 70. pokłóciłem się z Kasią Miller, teraz znaną psychoterapeutką. Byłem już związany z opozycją, czym się chwaliłem, a ją drażnił ton wyższości, z jakim mówiłem o tych, którzy się godzą na ówczesny stan rzeczy. „Jaka, według ciebie, byłaby wolna Polska?”, nagle zapytała. „Neoendecka”, odparłem bez wahania. Od kiedy piszę felietony – najpierw przez lata do paryskiej „Kultury” – zawsze ostrzegałem przed tym prawicowym tworem. Jerzy Giedroyc lubił moje teksty, bo myślał podobnie, miał alergię na endecję jak jego wielki mistrz Piłsudski.

I oto na moją coroczną jesienną depresję nakłada się teraz depresja powyborcza. Koniec z polskimi mitami, choćby tym z ostatnich dziesięcioleci, że Polacy są tacy czy owacy, ale w finale zawsze wybierają zdrowy rozsądek. Wszyscy komentatorzy zgodzili się, że wygrała potrzeba zmiany, ludzi zgorszyła Platforma, a oszołomiła skala obietnic. Skoro tyle obiecują, to może przynajmniej część z tego zrealizują. Zobaczymy, co na to nasz budżet. A czym grozi majstrowanie przy konstytucji, to dla większości wyborców czarna magia.

Jeszcze przed wynikami wyborów dostaję listy od znajomych, pełne złych przeczuć, wszystkie w podobnie rozpaczliwym tonie. Na przykład Iks pisze: „Mój ojciec powtarzał, że Polacy to najgorsza mieszanka głupoty, zawiści i nietolerancji. Wykończą mądrych i wartościowych. Polski chłop to dureń, ciemnogród. Co ja tu robię? Czemu nie ratuję mojego dziecka przed tym wszystkim? Jak możemy pozwolić wygrać hołocie?”.

Jest w tym liście prawdziwa trwoga, ale też pańskość polskiego inteligenta i pogarda dla głupców, czego głupcy nie mogą wybaczyć polskiej inteligencji, stąd prawicowy termin „łże-elity”.

Na dzień przed ciszą wyborczą na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” bił w oczy dramatyczny apel: „Stawką tych wyborów jest sama DEMOKRACJA”. To, co się stało, jest też klęską „Gazety”. Ponad ćwierć wieku istnienia pisma, dziecka pierwszych wolnych wyborów, to walka z konserwatywną formacją i próba ukształtowania widzenia liberalnego w społeczeństwie. Może ta polityka edukacyjna była w „Gazecie” zbyt nachalna, pouczająca, co pewnie czasami przynosiło odwrotny skutek? Nie zawsze było mi z „Gazetą” po drodze, chociaż byłem świadkiem jej powstawania i znałem wszystkich założycieli. Ale jej porażka jest też moją.

Głosowałem jak zawsze w pobliskiej szkole. Na liście senatorów miło było postawić znak przy nazwisku kolegi z dawnych lat. Jest z tych, których polityka nie zdemoralizowała. Miał wielki wpływ na moje życie, gdy w nocy stanu wojennego krzyczał przez balkon, że bezpieka dobiera mu się do drzwi. Uruchomił reakcję łańcuchową, która rzuciła mnie w wielki wir historii.

Woźny w lokalu wyborczym mówił wszystkim: „Dzień dobry” i „Dziękujemy”, jakby był stróżem demokracji. Przyszło dużo ludzi, było jakoś poczciwie, ale też czuło się powagę chwili.
I pomyślałem, że jednak wierzę w polską demokrację, że bez względu na wynik wyborów ona się obroni. Ale kiedy spłynęły wstępne wyniki, odkryłem, że łatwiej było mi w to wierzyć przed wiadomością, że PiS będzie mogło samodzielnie rządzić.

Zaraz potem taksówka wysłana przez telewizję, jedziemy na Woronicza. Taksówkarz patrzy na mnie, już na oko traktuje jak swojego i stwierdza, że ten wynik wyborów to nieszczęście.

Pod wielką szklaną kopułą kilka stolików, kamera szaleje, jakby była na długiej nodze pająka. Wielki ruch. Są liczni aktorzy naszej sceny politycznej i znani komentatorzy. Taśma produkcyjna komentarzy. Sporo bliskich mi ludzi, ale też wrogich. Przed kamerą jestem przy stoliku artystów z grafikiem Andrzejem Pągowskim i niestety z Marcinem Wolskim. Oczywiście od razu scysja z Wolskim. Patrzę mu w oczy, a tam smoleńska mgła i mrok; on jest szalony. Cała ta formacja jest szalona. I pomyśleć, że to na lata.

Powiedziałem w puencie, że na dodatek to wszystko będzie nieestetyczne. „Dlaczego?”, zapytała prowadząca. Wyjaśniłem jakoś, ale w pierwszym odruchu chciałem odpowiedzieć jak dziecko: „Bo oni są brzydcy, też duchowo”. (Inna sprawa, że Platforma również okrutnie zbrzydła).

Dla przeciwników PiS będzie to sytuacja bardzo trudna psychologicznie. PiS ich nie uwiedzie ani nie przekona do siebie, tego jestem pewien. Chcemy więc, aby te rządy trwały jak najkrócej. Będą jednak trwały krótko tylko w przypadku niebywałych skandali i dramatów, których ofiarą padnie Polska. A nie wolno nam myśleć, że im gorzej, tym lepiej. Może więc warto liczyć na to, że prezes będzie umiarkowany w ramach swojej misji. Wtedy jednak szkody mogą być większe, gdyż utrwalać je będzie czas. A jak będzie? Pewne tylko, że będzie jakoś inaczej, niż się boimy, że będzie.

Wydanie: 45/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy