Temperamenta grają

PRAWO I OBYCZAJE 

W pamięci narodowej nie wygasło jeszcze wspomnienie dawnych lat, w których PRL-owska propaganda odsądzała od wszelkiej czci i wiary Jana Nowaka-Jeziorańskiego, dyrektora Radia Wolna Europa. Nikt nie miał wtedy odwagi odezwać się w obronie wielkiego rodaka. Milczeli wszyscy, również intelektualiści. Owszem, niektórzy z nich podpisywali deklaracje polityczne, ale treść ich była wymierzona raczej przeciw demokratycznej opozycji! Wschodni intelektualista, pisał Czesław Miłosz, nauczył się “starannie odmierzać swe życiowe posunięcia, gdyż widział zbyt wielu, którzy spadli w przepaść z powodu jednego nieostrożnego wystąpienia, jednego zbyt porywczo napisanego artykułu” (“Zniewolony umysł”, Kraków 1989, s. 66).
Pamiętam dobrze tamte czasy i mogę poświadczyć, że karą za nieposłuszeństwo nie była, przynajmniej w naszym kraju, śmierć cywilna. Niezależni intelektualiści, pisarze i uczeni byli najczęściej karani odmową wydania paszportów do krajów zachodnich, prześladowała ich cenzura, mieli trudności z awansami, krnąbrnych profesorów pozbawiano katedr itp. (sam tych przykrości doświadczyłem na własnej skórze).
Lęk przed wspomnianymi szykanami powodował, że niemały odłam polskiej elity intelektualnej gorliwie pracował dla zwycięstwa Imperium, żywiąc nadzieję, że gdy system ten kiedyś się zawali, będzie można w powstającym chaosie szukać nowych środków działania (Cz. Miłosz, “Zniewolony umysł”, s. 67).
I oto czas ten nastał. Dziś można popisywać się tanią odwagą, można bez obaw wynosić pod niebiosa niegdysiejszą “szczekaczkę”. Obecnie za punkt patriotycznego honoru uchodzi udzielanie gromkiego poparcia byłemu dyrektorowi rozgłośni WE, którego ciężko skrzywdził swą wypowiedzią Edward Moskal, prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej, zarzucając mu kolaborację z niemieckim okupantem. W żadnej innej sprawie publicznej nie było dotąd tak wielkiego oburzenia, nigdy tylu sprawiedliwych nie krzyczało tak głośno. W ślad za opublikowanymi protestami pojawiały się nowe. Kolejni sygnatariusze listów umieszczanych na łamach prasy codziennej (głównie “Gazety Wyborczej”) prześcigali się w używaniu coraz bardziej wyszukanych epitetów pod adresem “oszczercy narodowego bohatera”.
Jedną z reguł przyzwoitego współżycia z ludźmi jest mądra łacińska zasada Suaviter in modo, fortiter in re (Łagodnie w sposobie, stanowczo w treści). Nakaz ten obowiązuje nie tylko dyplomatów, którzy są szczególnie obowiązani do kulturalnego formułowania swych myśli. Tak powinien się zachowywać każdy cywilizowany człowiek. Tylko prymitywni i źle wychowani ludzie odpowiadają na niesłuszne oskarżenia wzajemnymi obelgami. Mylą się bardzo, sądząc, że brutalne w formie odpowiedzi brzmią bardziej przekonywująco niż beznamiętne, rzeczowe polemiki.
Autorzy oświadczeń potępiających wystąpienie Edwarda Moskala nie zapanowali nad swymi emocjami i obrzucili krewkiego prezesa stekiem obraźliwych określeń. Nazywano jego wypowiedź wstrętną, obrzydliwą, podłą, nikczemną. Gorszący przykład nieumiarkowania w dobieraniu słów dał, niestety,
ks. abp. J. Życiński, zarzucając przedstawicielowi Polonii Amerykańskiej kontynuowanie dziedzictwa SB! Trudno sobie wyobrazić, by takim językiem mógł przemówić autorytet moralny tego formatu, co papież Jan Paweł II.
Nadmierne uleganie emocjom (hu ha, krew gra!) i nieliczenie się z nakazami rozumu, to nasza narodowa specjalność. W polityce, nawet zagranicznej, “temperamenta” górowały zwykle nad racją stanu. Tak też się stało ostatnio. Z powodu wypowiedzi E. Moskala zbojkotowany został przez niektórych polityków, m.in. przez urzędującego ministra spraw zagranicznych, II Zjazd Polonii. Zlekceważono delegatów przybyłych z wielu krajów świata.
Politycy z prawdziwego zdarzenia wiedzą, że władze cywilizowanego państwa muszą respektować w oficjalnych stosunkach status reprezentanta zagranicy, bez względu na żywioną wobec niego antypatię. Edward Moskal wystąpił w Polsce jako demokratycznie wybrany prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej, powinien być zatem przyjęty z należnymi honorami.
W polityce zdarzają się często konflikty między różnymi wartościami. Mądry, racjonalnie myślący polityk udziela w takich wypadkach pierwszeństwa interesowi wyższorzędnemu. Godne ugoszczenie polonii z jej prezesem na czele było w tej sprawie najważniejsze. Natomiast obrona J. Nowaka-Jeziorańskiego (przed absurdalnym oskarżeniem) miała w czasie zjazdu Polaków z zagranicy znaczenie drugorzędne.
Ludzie rozsierdzeni atakiem E. Moskala na legendarnego “Kuriera z Warszawy” nie potrafili pojąć, że z powodu jednej, wysoce niefortunnej wypowiedzi, prezes Moskal nie może być moralnie zdyskwalifikowany. Bezsporne okazały się jego zasługi dla sanktuarium jasnogórskiego. Chwała oo. paulinom z Częstochowy, że nie ulegając zbiorowej histerii, uhonorowali wybitnego (sic!) przedstawiciela Polonii Orderem Jasnogórskim. Każdemu bowiem należy przyznać to, na co zasłużył (suum cuique tribuere).

Wydanie: 21/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy