O tarczy w referendum

O tarczy w referendum

Od wielu tygodni jak Polska długa i szeroka rozlegało się głośne gdakanie. Zapowiadało zniesienie takiego jaja, jakiego świat jeszcze nie widział. Przeciekom i spekulacjom nie było końca. I co? Okazało się, że raport o likwidacji WSI ma jednak coś wspólnego z drobiarstwem. Cały ten raport to najzwyklejsze jaja. Kpina z opinii publicznej i drwina z tych mediów, które tygodniami żyły z zapowiadania sensacji i porażającej wiedzy o zbrodniach III RP, jaką on przyniesie. Uwagę opinii publicznej skierowano na kolejne telewizyjne aresztowanie. Jeszcze bardziej spektakularne niż zwykle. I tak na naszych oczach rodzi się nowa świecka tradycja. Mamy władzę, która rządzi za pomocą prokuratorów, kajdanek i kamer telewizyjnych. Bez większego ryzyka można przewidzieć, że po ostatnich zmianach w rządzie fala aresztowań znacznie przyśpieszy. Celem tych działań jest walka z korupcją. Można by temu tylko przyklasnąć, gdyby nie ta forma, która staje się karykaturą praworządności. Łamiąc prawo i ewidentnie nadużywając siły dla zwykłej pokazówy, nie rozwiązuje się przecież żadnego problemu.
Chyba że rządzącym chodzi o odciąganie uwagi ludzi od ważniejszych spraw. Chociażby od tarczy antyrakietowej. To jest przecież najważniejsza decyzja, jaka czeka Polskę od czasu wstąpienia do NATO. Ta decyzja to nie kwestia doraźnych rozwiązań militarnych. Konsekwencje tego, co się teraz stanie, ponosić będą kolejne pokolenia Polaków. Dla przyszłego bezpieczeństwa Polski ma ona fundamentalne znaczenie. Pisaliśmy o tym kilka miesięcy temu. Co się od tego czasu zmieniło? Amerykanie przedstawili Polsce ofertę budowy tarczy, i to podobno wraz z projektem odpowiedzi naszego rządu. Rząd, tak aktywny medialnie w bardzo drobnych nawet sprawach, w kwestii tarczy nie kwapi się do publicznej debaty. Zachowuje się tak, jakby decyzja już zapadła i trzeba ją tylko możliwie zręcznie przedstawić opinii publicznej. A ta jest coraz bardziej krytycznie nastawiona do tego pomysłu. Większość Polaków (wg CBOS i Pentora), czyli 54%, w ogóle nie chce żadnej tarczy, na dodatek wśród jej zwolenników (35%) większość jest skłonna wycofać swoje poparcie, jeśliby tarcza miała zaszkodzić stosunkom z Rosją lub krajami Unii Europejskiej. A to, że zaszkodzi, jest przecież oczywiste. Bardzo krytycznie o amerykańskiej koncepcji wypowiadają się eksperci i, co ciekawe, coraz liczniejsi politycy. Podkreślają, że tarcza ma wyłącznie chronić Wschodnie Wybrzeże USA, a Polska została wybrana dlatego, że taniej jest to zrobić u nas niż w USA. Wątpliwa jest też jej skuteczność. Opowieści, że ma ona chronić przed atakiem atomowym ze strony Korei Północnej czy Iranu, mają zaś taką wiarygodność jak broń, którą miał mieć Irak, a której do tej pory nie znaleziono. Jakkolwiek by więc patrzeć, decydując się na tarczę, Polska stanie się elementem budowania strategicznej hegemonii USA w świecie. Z nowym wyścigiem zbrojeń i kolejnym etapem wojen gwiezdnych. Stanie się to kosztem naszych stosunków z krajami Unii Europejskiej i Rosją. Suwerenność, o której tyle prawica mówi, będzie tylko pustym sloganem.
Tak ważnej decyzji jak budowa tarczy antyrakietowej nie można zostawić samemu rządowi, mającemu na dodatek tak słabe poparcie społeczne.
To jest decyzja o takich konsekwencjach dla Polski, że można ją podjąć tylko za zgodą całego narodu, a przynajmniej jego większości. W demokracji jedyną drogą ku temu jest referendum!
I tylko referendum.

Wydanie: 8/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy