Po pierwsze pacjent

Po pierwsze pacjent

W niewielu sprawach Polacy są równie zgodni jak w ocenie służby zdrowia. Jest już tak źle, że gorzej być nie może. Do chóru krytyków dołączyli nawet twórcy AWS-owskiej reformy. A w kampanii wyborczej wszystkie partie prześcigały się w opisach rozlicznych mankamentów potwierdzających, że kasy chorych są chore i że cały ten system trzeba radykalnie zmienić. Nowy minister zdrowia, profesor Łapiński, jako jeden z nielicznych poważnie potraktował ówczesne deklaracje. I szybko, co w przypadku ochrony życia i zdrowia ludzi jest szczególnie ważne, przedstawił autorski program Narodowej Ochrony Zdrowia. Program radykalny, zmieniający filozofię funkcjonowania ministerstwa i stawiający pacjenta w centrum wszelkich działań. Program oczekiwany zwłaszcza przez tych, którzy na własnej skórze doświadczyli skutków obecnej sytuacji. I tych, którzy nie godzą się na chaos, bałagan, biurokratyczną mitręgę, a przede wszystkim na gigantyczne marnotrawstwo publicznych pieniędzy. Dziś jest bowiem tak, że już nikt nie ma kontroli nad systemem opieki zdrowotnej. A jest czego pilnować. Bo nawet według bardzo przybliżonych szacunków marnotrawi się ok. 10-15% środków przeznaczonych na służbę zdrowia, co rocznie może oznaczać nawet 4 mld złotych. Warto tę kwotę zapamiętać. Gdy toczy się spór o to, czy powinna być kontrola państwa nad tymi wydatkami, czy też ma być jak do tej pory. Profesor Łapiński próbuje tę fatalną sytuację zmieniać, więc okrzyczano go kontrreformatorem i wielbicielem centralizmu. Epitety zamiast argumentów. Smutne, ale to nic nowego. Od początku było oczywiste, że jeśli ktoś na serio weźmie się za zmiany w służbie zdrowia, nie będzie miał łatwego życia. Wprowadzając głębsze zmiany, naruszy bowiem po drodze tyle rozmaitych interesów finansowych i personalnych, że dla wielu stanie się śmiertelnym zagrożeniem. Nietrudno przewidzieć, że do ataku przystąpią także producenci leków. Bo choć zracjonalizowanie polityki lekowej państwa będzie korzystne dla pacjentów, to zagraniczne firmy farmaceutyczne stracą część ze swoich krociowych zysków. Już niebawem zobaczymy, jak silne jest w Polsce lobby farmaceutyczne i do czego gotowe jest się posunąć w obronie swoich interesów. I czy profesor Łapiński nie będzie samotny w próbie zmiany żenującej sytuacji 36% Polaków, którzy nie mają za co wykupić przepisanych im leków. Ich los do tej pory zupełnie nie obchodził możnych służby zdrowia. Ci ludzie są za biedni, by za coś płacić. Nie wykupią leków, nie dadzą łapówki. Powołują się, co prawda, na konstytucyjne prawo do bezpłatnej służby zdrowia, ale któż poważnie traktuje konstytucję? Przyszedł jednak Łapiński i jest problem. Ktoś chce zrealizować ten zapis.

Wydanie: 6/2002

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy