OFEra mydlana

OFEra mydlana

Jak łatwo przychodzi naszym politykom deklarowanie poparcia dla europejskich aspiracji Ukrainy. Niestety, są to tylko gesty propagandowe i puste słowa. Bo gdyby było inaczej, zaczęliby od dwóch, bardzo konkretnych spraw. I to takich, które z pewnością są możliwe do zrealizowania. Jedna dotyczy pieniędzy i deklaracji, ile Polska i Polacy są gotowi przeznaczyć na materialną pomoc Ukrainie. A druga wiąże się z losami tysięcy Ukraińców płci obojga, którzy już pracują w Polsce. Głównie na czarno. Powiedzenie, że pracują, to eufemizm. Bo trzeba tu mówić nie o pracy, ale o tyraniu aż po granice fizycznych możliwości. I to za grosze, po które nie chcą się schylić Polacy. Trzeba mówić o brutalnym wyzyskiwaniu tych ludzi. O bardzo częstym ich poniżaniu. I o tym, że żyją w warunkach urągających przyzwoitości. Czy ktoś tego nie widzi? Ta rzesza Ukraińców już jest w Unii Europejskiej. Na służbie!
Tematem przykrytym przez całodobowe relacje z Majdanu były sejmowe decyzje w sprawie OFE. To też przykład, jak można mówić o problemie, nawet nie dotykając tego, co najważniejsze. Bo co dla przyszłego emeryta jest kluczowe? Wysokość emerytury. Czy o tym mówią politycy? Czy mówi się, co zrobić, by w przyszłości polskie emerytury były wyższe? Nie. Od lat zajmujemy się kozą o imieniu OFE, którą do systemu emerytalnego wprowadził rząd Buzka. Teraz tę zapierającą się kopytami kozę wyprowadzamy. Straciliśmy bardzo dużo pieniędzy i czasu. Nie licząc oczywiście kapitału zaufania społecznego, które po doświadczeniach z OFE jest bardzo niskie. I na długo będzie przeszkodą w budowaniu dodatkowych, ale może wreszcie rzetelnych funduszy emerytalnych. Wychodzenie z opresji ciągnie się jak opera mydlana. I musi się ciągnąć, bo zbyt wiele instytucji i zbyt wielu ludzi straci bardzo łatwe dochody.
Bezinteresownych obrońców OFE mamy tyle, co kot napłakał. Ale to nie jest dla OFE przeszkodą w prowadzonych z rozmachem kampaniach reklamowych. Za obronę swoich interesów płacą przecież cudzymi pieniędzmi.
A że wszystko idzie z kieszeni przyszłych emerytów, do gry zaangażowano nawet blogerów. O przyszłość OFE walczą blogerki zajmujące się modą. Funduje się cenne nagrody. Przyznać trzeba, że agitacja za OFE jest pomysłowa i znowu niejednemu zamąci w głowie. A co później? Czy będzie tak, jak mówił szef SLD? Dzisiejsi hazardziści, którzy chcą pozostać w OFE, to jutrzejsi klienci przytułków i tanich barów mlecznych?

Wydanie: 50/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy