Przemoc symboliczna

Przemoc symboliczna

Czytając książkę Radosława Sikorskiego „Polska może być lepsza”, szukałem w niej różnic między Prawem i Sprawiedliwością a Platformą Obywatelską i jestem rozczarowany, bo godnych uwagi różnic nie znalazłem. Politolodzy zapewne różnice widzą, ale czym się kierują zwykli wyborcy, głosując za jedną lub drugą partią, tego nie wiem. Dla każdego państwa kwestią najważniejszą jest sprawa wojny i pokoju i opowiadając się za jedną lub drugą partią, obywatel powinien wiedzieć, która partia jest za wojną, a która za pokojem. Tymczasem w polskich wyborach temat ten nie występuje, mimo że propaganda wojenna jest bardzo intensywna i wyraźnie ukierunkowana.

Jeśli różnica między partiami solidarnościowymi jest trudno uchwytna, to nie można tego powiedzieć o wszystkich członkach i politykach tych partii. Przechodzą oni dość gładko z jednej partii do drugiej i czasami te przejścia są w pewien sposób uzasadnione. W pewien sposób, ale niekoniecznie polityczny. Trudno sobie wyobrazić, jak Radosław Sikorski mógłby dłużej współpracować z Antonim Macierewiczem. Jakie są powody tej niemożliwości – polityczne czy inne?

Kraje europejskie mają podobne, bardzo sobie bliskie ustroje polityczne i społeczne, a jakość życia publicznego jest w nich bardzo różna. Czynnik, który się liczy i jest niedoceniony, to grzeczność, w wymiarze publicznym i indywidualnym także. Czy Sikorski, człowiek trzymający fason, mógłby wytrzymać z Macierewiczem?

Powiadam, że różnica między PiS a Platformą jest za mała, żeby nie będąc pretendentem do łatwego, politycznego chleba, fatygować się do urny wyborczej. Wnoszę zastrzeżenie. Najbliższe wybory prezydenckie mają o tyle znaczenie, o ile grzeczność w polityce ma znaczenie pozytywne – a ma – a gburowatość i prostactwo ze stosunków międzyparlamentarnych rozciągają się na stosunki międzypaństwowe – a widzimy, że się rozciągają.

Małgorzata Kidawa-Błońska niczego nie zmieni w stosunkach Polski z innymi państwami. Będziemy nadal zasilać amerykański przemysł zbrojeniowy, z całych sił będziemy się zaprzyjaźniać z rządem ukraińskim, IPN będzie nadal wyrocznią w sprawie przeszłości; wątpię, czy Kidawa-Błońska zechce działać na rzecz coraz bardziej ograniczanej wolności gospodarczej. Jedno wydaje mi się pewne, że mianowicie pozostanie nadal osobą dobrze wychowaną, grzeczną tak w słowach, jak w postępowaniu i że dzięki temu zmieni się ton na szczycie władzy. Dlatego będę głosował na Małgorzatę Kidawę-Błońską.

W Polsce istnieją wszystkie wolności w stopniu, w jakim są tu osiągalne. Istnieje wolność słowa, wolność zgromadzeń, wolność lżenia rządzących, a także Bogu ducha winnych proboszczów i biskupów; jeżeli co do tego istnieją wątpliwości, to tylko takie, że ta sielanka może się skończyć. Dalej ciągnąc, trzeba odnotować wolność jeżdżenia po świecie itd. Wybory odbywają się regularnie i nie są fałszowane. Mimo to słyszę nie od jednego człowieka, że czuje się jak pod okupacją. Skąd się bierze to poczucie?

Moim zdaniem wiele zalet polskiej demokracji ulega zniweczeniu wskutek przemocy symbolicznej. Ta przemoc nie jest nowością wprowadzoną przez PiS. To dziwne, jak ludzie szybko zapominają. Główna instytucja przemocy symbolicznej, IPN, została wprowadzona wspólnie i zgodnie przez obie partie postsolidarnościowe. W ustawie o szkolnictwie wyższym minister Gowin lustrację zaliczył do badań naukowych i nikt z Platformy się nie sprzeciwił, podobnie jak cała klasa polityczna poparła „dekomunizację” nazw ulic i wszystkich miejsc symbolicznych. Te różne formy przemocy symbolicznej ludziom gruboskórnym nie szkodzą, ale nie wszyscy są gruboskórni. Inteligencja jako klasa kulturalna zachowała się w rozmiarach niewielkich, ale ta szczątkowa inteligencja cierpi z powodu zacierania śladów przeszłości już nie tylko w miastach, ale nawet w lasach. Ma ona poczucie, że kraj został najechany przez jakieś plemię barbarzyńskie, i nie trzeba dziwić się ludziom, którzy mówią, że czują się jakby pod nową okupacją. Okupacja to broń Boże nie jest, ale panujący obóz sugeruje nam, że jest.

Wybitna aktorka i intelektualistka użyła drastycznej metafory, żeby powiedzieć, jak podle się czuje w tym kraju wielu swobód. Nie przytoczę tej metafory, ale zastąpię ją zbliżonymi słowami Józefa Piłsudskiego z ciągle pamiętanego listu do Feliksa Perla, że nie chce żyć w wychodku. W domyśle: nawet gdyby cieszył się tam wolnością słowa.

Wydanie: 9/2020

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. Karol
    Karol 29 lutego, 2020, 18:09

    TVPis to szczegolny przejaw symbolicznej przemocy, upadlajacy wolnego obywatela.
    Mozna wprawdzie nie ogladac, ale jednak sie placi.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy