Światło i mrok

Światło i mrok

Jeśli nauczyciele przegrają swój strajk, zostaną upokorzeni. Za upokorzenie płaci się różnymi formami depresji, jej ofiarą padną pośrednio nasze dzieci.

Jadę do Legnicy, mam spotkanie w tamtejszej bibliotece, tematem jest właśnie depresja i moja książka o niej. Inspiratorką spotkania była uczennica miejscowego liceum, sama ma poważny problem z depresją, która szerzy się wśród dzieci i młodzieży. Dziewczyna wygląda jak anioł, a ma w sobie ukryte piekło.

Nigdy nie byłem w Legnicy. Ładne fragmenty starego miasta, potężny barokowy kościół, kilka neogotyckich ze strzelistymi wieżami, ale centrum miasta zepsute przez architekturę z czasów PRL, wznoszoną w miejscu wyburzanych starych kamieniczek. Biblioteka w pięknym neogotyckim budynku przedwojennej niemieckiej masonerii. Jak zawsze w mniejszych miastach dobra i liczna publiczność, jak zwykle średnia wieku wysoka, młodzi już nie przychodzą na spotkania autorskie.

Z moich licznych w ostatnim czasie spotkań z bibliotekarzami wynika, że to środowisko w przygniatającej większości, podobnie jak nauczycielskie, jest antypisowskie. A może po prostu taka jest polska inteligencja. Zaskakuje skala emocji, ale przecież moje też są wielkie.

Często dręczą mnie sny, że gdzieś się gubię, nie nadążam, spóźniam się. I oto uciekł mi pociąg z Warszawy do Wrocławia, gdzie miałem przesiadkę w drodze do Legnicy. Nie pamiętam, by mi kiedyś uciekł pociąg. Nie przejąłem się tym za bardzo, najwyższy czas nie przejmować się głupstwami, do tej pory nie byłem w tym mocny. Ale trzeba przyznać, że sprzyjały mi okoliczności, miałem za godzinę następny pociąg, więc nie groziło mi spóźnienie na spotkanie. W drodze powrotnej powtórka sytuacji – ucieka mi pociąg z Legnicy do Wrocławia, wina kasjerki, ale teraz już tracę pogodę ducha. Jadę innym, zdawało się, że bez szans, by złapać ten do Warszawy. Wtedy podchodzi do mnie młody człowiek, który słyszał moją rozmowę z konduktorem, wyjmuje z kieszeni rozkład jazdy i oblicza, że złapię swój pociąg do stolicy, jeśli wysiądę na najbliższej stacji. Okazuje się, że od dziecka pasjonuje się pociągami, to jego mania, nie rozstaje się z rozkładem jazdy. Chociaż tu dziecinny, okazał się człowiekiem rozgarniętym, oczytanym i inteligentnym, a jego pasja była dla mnie szczęśliwa, bo złapałem swój pociąg. Próbuję wybadać, jakie ma poglądy polityczne, okazuje się, że nie ma żadnych, zupełnie nie interesuje go ta sfera. Takich ludzi jest więcej, niż zdaje się nam, uwikłanym w polityczne emocje. A tego dnia same miłe gesty ze strony ludzi, jakby los uparł się, by mnie tym obdarzać.

W pociągu czytam świetną książkę Macieja Zaremby Bielawskiego „Dom z dwiema wieżami”. Byliśmy blisko, gdy mieszkałem w Szwecji, nadal mamy serdeczne kontakty. Maciek, mój równolatek, wyjechał z Polski w 1968 r., miał wtedy 18 lat. Stał się teraz najbardziej cenionym szwedzkim publicystą i eseistą. Pisze tylko po szwedzku, po polsku mu trudno, za to mówi znakomicie, ze swadą i wdziękiem. W książkach ujawnia i opisuje ukryte szwedzkie grzechy polityczne i społeczne, z talentem i wnikliwie. A okazało się, że Szwecja – jak każdy kraj, jak każdy człowiek – ma swoje mroczne piwnice. Tylko tam jest większy kontrast między piękną fasadą a tyłami. Ostatnia jego książka to opowieść rodzinna, losy rodziców, ojciec to korzeń szlachecki, matka żydowski. Jest w tej opowieści polski los, jest światło i mrok, wiele mroku. Książka, jak wszystkie Bielawskiego, pisana jest precyzyjnie, wnikliwie, a zarazem z poetyckim talentem. Niezwykłe połączenie.

„Nie ustaniemy, aż nie doprowadzimy do pełnego oczyszczenia Polski z ludzi, którzy nie są godni należeć do naszej wspólnoty narodowej”, mówił naczelny bankier PiS, senator Grzegorz Bierecki, w Białej Podlaskiej. Tłumaczył się potem, że ta głęboka myśl została wyrwana z kontekstu. Ale przecież kontekstem jest PiS, ideologia tej partii i szczucie wszystkich na wszystkich. To jest kontekst i nawet gdyby ktoś chciał wyrwać te słowa z tego kontekstu, one się wyrwać nie dadzą.

Kaczyński, w psuciu, straszeniu i judzeniu strateg genialny, nagle wyciąga sprawę euro, grzmi z trybuny, że „nie!” dla euro dla Polski, a opozycja chce obcej waluty. Jak opozycja dojdzie do władzy, ściągnie do Polski zarazę euro i wszyscy popadniemy w biedę.

Moja przyjaciółka z Izraela po wyborach pisze: „Wyniki straszne, okropna ortodoksja i prawica”. Czy napiszę jej to samo po polskich wyborach?

Wydanie: 17-18/2019

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy