Polska w malignie

Polska w malignie

Sejm, który ma reprezentować naród, wyrażać jego wolę, uznał, że najważniejszą sprawą w roku 2003 i 2004 jest afera Rywina. Dokładnie mówiąc, nie Sejm tak uznał, lecz partie w nim reprezentowane. Narzuciły one trzydziestu milionom ludzi jako temat do myślenia zagadkę kryminalną, kto posłał Lwa Rywina, producenta filmowego, do firmy Agora po łapówkę. I z góry dały na to odpowiedź: posłał SLD. Powołały komisję śledczą, a w rzeczywistości od początku oskarżającą. Założono, że raport z tego śledztwa komisja przyjmie większością głosów. Gdy sprawozdanie zgłoszone przez posłankę Anitę Błochowiak zostało przyjęte większością głosów, przewodniczący komisji oświadczył, że nie przedstawi tego raportu Sejmowi, bo „spaliłby się ze wstydu”. Nikt mu nie zarzucił złamania procedury.
Sprawozdanie większości komisji wywołało niesamowite oburzenie mediów i opozycji. „Większość jest głupia” – pisały gazety, ta większość jest nieważna, bo znalazł się wśród niej poseł Samoobrony – wołała cała opozycja. W przyjętym sprawozdaniu twierdzi się, że nie ma dowodów na to, że ktokolwiek posyłał Rywina po pieniądze do Agory.
To twierdzenie jest zgodne z wyrokiem warszawskiego sądu okręgowego. Wyrok sądu nie jest jednak brany pod uwagę. Taki wynik musiał rozzłościć, a trochę też upokorzyć obóz oskarżycielski. Przestraszył też działaczy SLD. Część z nich nie miała odwagi przyznać się do niewinności. Dano „postkomunistom” wybór: albo odetniecie się od posłanki Błochowiak, przyznając tym samym, że posłaliście Rywina po łapówkę, albo będziecie upierać się przy swojej niewinności i wtedy całą siłą gazet i telewizji okrzykniemy was wspólnikami oszustwa, co zresztą robimy już od dawna. Mając przed sobą taki wybór – kto chciałby wybierać? Toteż liderzy SLD bąkali tylko coś niewyraźnie.
Prezydent, którego część komisji śledczej chciała przesłuchać w tym celu, żeby się kojarzył z aferą, powiedział, że nie ma nic do dodania do tego, co zeznał przed prokuratorem. Okazało się, że jednak miał coś do dodania. Po ogłoszeniu sprawozdań oświadczył, że opowiada się za wersją Nałęcza. W tej wersji zawarte są oskarżenia osób wymienionych z imienia i nazwiska.
Wyrok sądu skazujący Rywina za oszustwo, a nie za płatną protekcję, jak powiedziałem, nie jest brany pod uwagę. Media i politycy odwołują się do opinii publicznej. Większość ankietowanych, oświecona przez ducha świętego podejrzliwości, wie, że grupa trzymająca władzę istnieje, wie, kto do niej należy, i wie, że ona posłała Rywina do Agory. Wczoraj radio podało, że dzieci zebrane w Sejmie są przekonane, że raport posłanki Błochowiak jest fałszywy. Nawet dzieci wiedzą.
Opozycja za to, co uważała za upokarzające porażki w sądzie i komisji śledczej, wzięła odwet w Sejmie. Większością głosów, w tym głosów Samoobrony, uchwalono, że prawdę zawiera sprawozdanie posła Ziobry. Tym razem większość nie była głupia. I nie była nieważna z powodu udziału w niej całego klubu Samoobrony.
Głosowanie nad tym sprawozdaniem było bezprawne. Zostało wymuszone na marszałku Sejmu, któremu wskutek krzyku i tumultu opozycji zrobiła się pustka prawna w głowie. Raport posła Ziobry jest stanowiskiem Sejmu, ponieważ został przegłosowany przez większość posłów. Raport Anity Błochowiak został przegłosowany przez większość członków komisji, ale nie jest stanowiskiem komisji. Oto jak wygląda polskie demokratyczne państwo prawa.
Po sejmowej komisji śledczej niczego dobrego nie można się było spodziewać. Już amerykańskie przykłady, które Polakom wydają się wzorami do naśladowania, są odstręczające, a przecież polski i amerykański stosunek do faktów i do prawa bardzo się różni. Amerykańscy demagodzy naginają prawo i zniekształcają fakty stosownie do swoich interesów. Polscy nie liczą się ani z prawem, ani z faktami, a swoich interesów nie znają. Profesor śp. Tadeusz Zieliński wskazywał w „Przeglądzie” na wykroczenia prawne popełniane przez członków komisji podczas przesłuchań. Niepokoiło go podobieństwo tego publicznego śledztwa do bolszewickich procesów pokazowych i nazistowskich „sądów ludowych”. Ja, nieprawnik, ostrzegałem przed szkodliwym wpływem, jaki to od początku przez część komisji w złej wierze prowadzone śledztwo będzie miało na atmosferę moralną w Polsce. Pisałem, że ludzie oglądający przesłuchania staną się gorsi, że wzrośnie nieufność, że oskarżycielstwo zostanie wyniesione do poziomu cnoty obywatelskiej. Jeśli się pomyliłem, to tylko niedoceniając demoralizującego wpływu tej afery na polityków partyjnych i media. Upewnili się w tym, do czego i przedtem mieli skłonności, że mianowicie fakty można kreować, prawdę można uchwalać większością głosów, że konkurent w dążeniu do władzy jest kryminalistą. Lepper otwarcie zapowiedział, że w tym Sejmie „Wersalu nie będzie”, ale Lepper nie był potrzebny do zdemoralizowania swoich przeciwników. Niech się jego wrogowie z Platformy Obywatelskiej, PiS-u, PSL-u, SLD i innych partii nie tłumaczą, że to on swoim przykładem sprowadził ich na złą drogę. Afera Rywina przyczyniła się do zdeprawowania ich bardziej niż cokolwiek w tym czasie i ona też zaostrzyła klimat oskarżycielstwa tak sprzyjający Samoobronie. Różnice między partiami, jakie one demonstrują na co dzień, nie zawsze są realne, najczęściej są upozowane. Prawda wychodzi na jaw bez pomocy komisji śledczej w momentach krytycznych, gdy podejmowane są ważne postanowienia. Jakie istotne różnice mogą zachodzić między partiami, które w jakimś ni to szale, ni to entuzjazmie wspólnie głosują za wnioskiem o postawienie prezydenta przed Trybunałem Stanu? Jakie nam pozostały po tym dniu przesłanki, żeby wybierać między tymi partiami? Że jedna chce podnieść zasiłki, a druga obniżyć podatki – to trochę za mało, żeby fatygować się do urny wyborczej w sierpniowa spiekotę albo listopadową mżawkę. Niech wybierają się sami.
Mówią nam, że ze śledztwa w sprawie Rywina społeczeństwo odniosło tę korzyść, że dowiedziało się, jak funkcjonuje władza za kulisami, jakie nieprawidłowości popełnia w procesie legislacyjnym itp. Społeczeństwo nie dowiedziało się niczego godnego uwagi. Niczego nie dowiedział się zwykły obywatel i niczego, czego by już nie wiedział, uniwersytecki politolog. Władza w rzeczywistości działa zupełnie inaczej, niż pokazała komisja śledcza. Kto jest w Polsce władzą – należałoby się dopiero dowiedzieć. Pouczenie, jakie ludzie otrzymali, nie jest warte kosztów wody mineralnej wypitej przez komisję. Ludzie zobaczyli, że Rywin jest w gruncie rzeczy dość poczciwym człowiekiem, który – jak ten Żyd z opowieści – postanowił raz być nieuczciwym i od razu wpadł. Nauka z tego płynie, że ludzie uczciwi nie powinni chwytać się hochsztaplerki. Co innego urodzeni oszuści – ci zanim wpadną, mają za sobą długą praktykę oszukiwania. Bardzo wątpliwe, żeby los Rywina i śledztwo sejmowej komisji nauczyły czegoś oszustów. Muszą się z tym zgodzić zwłaszcza rzecznicy praw człowieka, którzy głoszą, że surowe kary nie działają odstraszająco. Chyba nikt w III RP nie został tak surowo, tak nieproporcjonalnie do szkodliwości czynu ukarany jak Rywin.
Sejmowa komisja śledcza była z góry przez partie opozycyjne zamierzonym oszustwem. Przecież nikt nie może uwierzyć, że partie, których maksymą jest: rób drugiej partii to, co byłoby niemiłe, gdyby twojej zrobiono, są czy mogą być zainteresowane w szukaniu prawdy. Według partyjnej filozofii prawdy się nie szuka, prawdę się uchwala. Nieszczęściem polskiej polityki jest lekceważenie hierarchii ważności problemów, kierowanie uwagi 30 milionów ludzi na sprawy niemające dla Polski, dla tych ludzi żadnego znaczenia. Jeszcze bardziej podstawowym złem jest nieliczenie się z prawdą, wyniesienie kłamstwa, manipulacji na umysłach do poziomu uprawnionego środka walki nie z wrogiem przecież – państwo nie uznaje kategorii wroga w swoich granicach – lecz z konkurentem. Dziwi mnie, że wybitni naukowcy podpisani pod „Apelem zatroskanych o losy ojczyzny”, którzy lepiej niż ktokolwiek znają wartość prawdy i warunki, jakie muszą być spełnione, aby do prawdy dojść, którym fałsz w życiu publicznym powinien być tak samo nieznośny jak w nauce, kierują swoją uwagę na rzeczy podrzędnego znaczenia, jak okręgi jednomandatowe, czy trudne do zidentyfikowania, jak rząd fachowców (mamy przecież rząd fachowców), i nie zajmują stanowiska wobec atmosfery kłamstwa.

Wydanie: 24/2004

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy