Choroba

Choroba

Nie tyle o Wałęsę tu chodzi, ile o rząd dusz. Ale abstrahując od tego, nie lubię Wałęsy. Też dlatego, że za wiele o nim wiem. I to nie dotyczy okresu jego upadku, lecz właśnie wzlotu. Już kilka tygodni po sierpniowym strajku mówili mi o jego wadach ludzie, którzy wtedy z nim współpracowali. Ale to były początki Solidarności, wszystko się gotowało, płonęło, szczególny czas. Potem wiedziałem o nim coraz więcej, od tych, którzy z nim działali w opozycji końca lat 70. Zrobiłem wywiady o Wałęsie z Anną Walentynowicz, z Aliną Pienkowską i Bogdanem Borusewiczem. Działali z nim w WZZ-ach, opowiadali o nim okropne rzeczy jako o człowieku. Te wywiady miały się ukazać bodaj w piśmie „Krytyka”, to był pomysł Michnika, który wtedy Wałęsy nie znosił. I chciał, by wszyscy dowiedzieli się, jaki jest okropny. Miałem jeszcze tylko pogadać z Gwiazdą (spotkałem go dopiero na korytarzu więzienia w Białołęce). Powiedziałem jednak wtedy Michnikowi: „Wałęsa musi mieć szansę się bronić, trzeba z nim zrobić wywiad w finale”. Michnikowi nie podobał się ten pomysł, ale wiedział, że wypada, i powiedział: „Jasne, idź do niego, on cię i tak wypieprzy”. Tylko że zaraz był stan wojenny. Michnik geniusz, ale pomysł z tym numerem pisma o Wałęsie był idiotyczny. Być może gdyby to się ukazało, Wałęsa nie mógłby zagrać swojej roli w stanie wojennym i potem.

W roku 1985 r. opublikowałem w podziemiu książkę „Życie Anny Walentynowicz”, jej monolog, mówiła o nim okropne rzeczy, ale nie to, że był agentem. Kilku kolegów z opozycji miało do mnie żal o tę książkę, że szkodzi mitowi, który był potrzebny. To prawda, był potrzebny, ale miał ten mit od początku w sobie wielką słabość i był narażony na unicestwienie. I częściowo sam się unicestwił na użytek krajowy, kiedy Wałęsa był prezydentem. W świecie jego mit za to trzymał się krzepko. Porównałem kiedyś Wałęsę do Szwejka – nie wiadomo, mądry czy głupi. Ale to polski Szwejk, więc polska pycha. Czesi tego nie mają. I ten szczególny narcyzm robotniczo-chłopski. Jest jasne, że uwolnił się potem od bezpieki i był zupełnie niezależny. Zależny tylko od swoich słabości, też od bezmiernej próżności. Wzdęcia godnościowe, powszechna polska przypadłość, miewają u niego fizyczny charakter.

Wałęsa jako przykład, jak niezwykle skomplikowany potrafi być człowiek, też prosty. Grał różne role, skrajnie różne. We wszystkich był prawdziwy. I to niezwykłe, że los go wybrał i mimo swojej marności w wielkich chwilach zachowywał się heroicznie. Nie szkodzi, że z pychy. Większość ludzkich heroizmów wywodzi się z pychy. Pamiętam Lecha ze stoczni. Byłem tam wtedy. Robotnicy podnosili go na szczyt wysokiej bramy i przemawiał do tłumów. Miałem wtedy wrażenie, że na moich oczach historia się „zmarmurza”. Potem nikt by nie zapanował nad Solidarnością, nad tym wielkim społecznym buntem, tylko on miał tę umiejętność, był z tego ludu. Miał jego wady i zalety. Wałęsa jest pokręcony i pełen sprzeczności jak Polska. A Kaczyński chce teraz napisać historię współczesną od nowa, by zbudować swoją Polskę. W miejscu Wałęsy ma zasiąść jego brat poległy w zamachu, a pochowany na Wawelu. Tak przynajmniej uważa sam Wałęsa i może mieć sporo racji. To, co właśnie się dzieje – nawet nie Arłamów – jest najtrudniejszym testem dla Wałęsy. Który go nie zdaje i gada głupstwa. Dokumenty wdowy wzmocnią i tak już mocne u nas spiskowe myślenie. Spisek przełomu roku 1989, potem wiele innych spisków, spisek katastrofy smoleńskiej. Obłęd Polski ma czym się karmić na długie lata.

A to czyjś głos zamieszczony na moim blogu, głos zdrowego rozsądku, którego teraz w Polsce wcale nie tak mało, ale nie jest słyszalny: „Szlag mnie trafia, gdy słyszę, ile miejsca zajmuje sprawa Wałęsy. Jesteśmy chorym społeczeństwem, z chorymi elitami i chorymi mediami. Nasza uwaga i emocje koncentrują się na tym, »co było«, a nie na tym, »co będzie«. Instytuty pamięci dominują nad instytutami rozwoju. Czy Wałęsa był?… Czy powstanie warszawskie?… Dlaczego w Jałcie?… Czy Stanisław August Poniatowski był zdrajcą?… Przyszłość nie wzbudza naszych emocji, nie mamy żadnej »wizji narodowej«, która podniecałaby naszą wyobraźnię. Jak będziemy żyli za 10-20 lat? Jesteśmy sparaliżowani przeszłością. Czy to jest charakterystyczny syndrom społeczeństw biednych i zacofanych? Gdybym miał teraz 25-30 lat, spieprzałbym stąd do innych światów, do innej przestrzeni społecznej, do innych relacji i innych wizji”.

I tak się stanie. Młodzi będą stąd uciekać, jeszcze bardziej niż uciekają. Bo z Polski zrobił się chory kraj. Gdzie duszno od konfliktów, histerii, nienawiści i podziałów.

Wydanie: 9/2016

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy