Wierność sojusznicza a prawa człowieka

Wierność sojusznicza a prawa człowieka

Sprawa tajnych więzień CIA w Polsce znów staje się głośna. Mało tego, dopiero teraz staje się głośna naprawdę. Jak donoszą media, prokuratura postawiła w tej sprawie zarzuty Zbigniewowi Siemiątkowskiemu, który w tym czasie był szefem Agencji Wywiadu.
Źle się stało, że władze polskie udostępniły Amerykanom ośrodki na swoim terytorium, by robili to, czego prawo im zabraniało na terytorium USA. Bo wszystko wskazuje na to, że udostępniły. Jeszcze gorzej, że sprawa delikatnej współpracy wywiadów polskiego i amerykańskiego przy zwalczaniu terroryzmu stanie się teraz przedmiotem publicznych rozważań, spekulacji, którym towarzyszyć będzie – jak to u nas w zwyczaju – wyciekanie tajemnic państwowych (i to nie tylko naszych!) do mediów, a za ich pośrednictwem do rozmaitych wrogich nam ośrodków, nie tylko terrorystycznych.

Przy okazji narazimy swoją reputację sojuszniczą u Amerykanów bodaj bardziej, niż gdybyśmy im udostępnienia ośrodków na terytorium Polski w swoim czasie odmówili. Brak zaufania służb amerykańskich do naszych może skutkować w przyszłości tym, że nie przekażą nam, z obawy przed dekonspiracją, jakichś ustalonych przez siebie informacji o podstawowym znaczeniu dla naszego bezpieczeństwa.

Na wszystko zgoda. Amerykanie, którym prawo zabrania na swoim terytorium torturowania ludzi lub trzymania ich w więzieniach bez sądu, cynicznie robią to poza granicami państwa. Nie przypadkiem trzymają bez sądu podejrzanych o terroryzm nie w więzieniach na terenie USA, ale w bazie amerykańskiej Guantanamo na Kubie. Jeśli jeńców z Al-Kaidy wozili do Polski (także, zdaje się, do kilku innych krajów młodosojuszniczych w Europie), to nie dlatego, że w Polsce łatwiej im było ich przesłuchiwać z uwagi na klimat albo że tak komfortowej willi jak ta w Kiejkutach nie mogli znaleźć w całych Stanach. Ani dlatego, że w Polsce amerykańscy śledczy czują się bezpieczniej niż w Stanach. Wozili tych jeńców poza terytorium USA, aby z nimi wyprawiać to, czego w Stanach nie mogli, bo tam popełniliby przestępstwo przeciwko prawu federalnemu, za granicą zaś CIA może robić, co chce. Przesłuchiwać w sposób w Stanach niedozwolony, nawet torturować, trzymać dowolnie długo bez sądu i bez udziału obrońcy.

Gdy Amerykanie zwrócili się do władz polskich o udostępnienie obiektów na naszym terytorium, można było raczej bez trudu się domyślić, o co im chodzi. Po co im kawałek strzeżonego obiektu na Mazurach? Jakby nie mogli znaleźć podobnego i jeszcze lepiej strzeżonego na całym, ogromnym obszarze USA. A jeśli się nie domyślano, można było Amerykanów zapytać, po co im to, co chcą robić na naszym terenie. I uświadomić im, że u nas także obowiązuje jakieś prawo, że na naszym terytorium, podobnie jak na amerykańskim, też nie wszystko wolno.
Trzeba jednak brać pod uwagę atmosferę tamtych dni. Szok po 11 września 2001 r. był silny. Obawa przed kolejnymi atakami terrorystycznymi ogromna, może czasem przesadna. A może nieprzesadna? Kto to dziś wie? Gdyby nie podjęte środki ostrożności, nadmierne albo właśnie adekwatne do zagrożenia, może dni podobnych do 11 września 2001 r. mielibyśmy więcej?
Taka była wówczas atmosfera na świecie. A w Polsce? W kraju dopiero co przyjętym do NATO, który w tej trudnej sytuacji światowej, trudnej też dla Ameryki, chciał i, szczerze mówiąc, musiał zademonstrować jej swoją solidarność.
Może polscy decydenci popełnili wówczas błąd, a może zostali wprowadzeni w błąd przez Amerykanów? A może wszystko wyglądało inaczej, niż się sądzi i niż podejrzewa prokuratura? Publiczne roztrząsanie tego nie służy dziś ani polskiej racji stanu, ani stosunkom polsko-amerykańskim.
Prawa człowieka to wielkie, zasługujące na ochronę dobro. Ale bezpieczeństwo państwa, gwarantowane w dużej mierze przez potężnego sojusznika, to też wielkie dobro.
Ze zdumieniem słucham dziś wypowiedzi różnych polityków i równie nieodpowiedzialnych publicystów, którzy plotą w koło o tym, że wszystko trzeba wyjaśnić, że opinia publiczna ma prawo wiedzieć… Idąc tym torem, trzeba opinii publicznej ujawnić, najlepiej na stronach tabloidów, wszystkie od razu tajemnice państwowe i wojskowe, bo przecież opinia publiczna ma prawo wiedzieć…
Otóż nie ma prawa wiedzieć wszystkiego. Są rzeczy, które dla bezpieczeństwa państwa i bezpieczeństwa tej publiki, co to rzekomo chce wszystko wiedzieć, muszą zostać zachowane w tajemnicy.

Prokuratura miała obowiązek zbadać problem rzekomych tajnych więzień CIA na terytorium Polski, skoro pojawiły się na ten temat pierwsze pogłoski. Nawet gdyby pogłoski się potwierdziły, miała obowiązek sprawdzić, czy osoby w naszym kraju za to odpowiedzialne, jeśli godziły się na naruszenie praw człowieka wobec terrorystów przywiezionych przez Amerykanów do Polski, godziły się na poświęcenie tego dobra dla ratowania dobra co najmniej równie cennego, jakim jest bezpieczeństwo niewinnych ludzi, zagrożonych atakiem terrorystycznym.
Można było przeprowadzić śledztwo, wyjaśnić wszystkie okoliczności, wyciągnąć wnioski na przyszłość i śledztwo umorzyć, przyjmując działanie naszych decydentów w stanie wyższej konieczności. Jeśli naprawdę wyrazili zgodę na amerykańskie więzienie, to przecież działali nie w złej wierze, ale w swoim przekonaniu, może wprowadzeni w błąd przez Amerykanów, zapewne poświęcili prawa osób podejrzanych o terroryzm dla ratowania dobra innego. Jaka jest podstawa do podejrzewania ich o złą wolę?
Tymczasem prokuratura stawia zarzuty byłemu szefowi wywiadu, w dodatku informacje z tajnego z natury rzeczy śledztwa przenikają do gazet, co, nawiasem mówiąc, powinno być wyjaśnione w kolejnym śledztwie. W kręgach politycznych spekuluje się, kto po Siemiątkowskim powinien usłyszeć zarzuty, kto stanąć przed Trybunałem Stanu. W tej awanturze niektórzy widzą dla siebie szansę, będzie okazja, aby komuś przyłożyć. Publika będzie miała uciechę, tabloidy będą miały co pisać, politycy będą mieli argumenty w walce między sobą. A jak to wpłynie na bezpieczeństwo Polski teraz i w przyszłości, jak na stosunki z sojusznikami? A kto by sobie głowę takimi drobiazgami zaprzątał?

Wydanie: 14/2012

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy