Wizyta w Górkach Wielkich

Wizyta w Górkach Wielkich

W przeciwieństwie do wielu moich znajomych lubię i cenię pisarstwo Zofii Kossak. Oczywiście jej ortodoksyjny katolicyzm nie tylko stoi w sprzeczności z bliskimi mi ideami ekumenizmu, lecz przede wszystkim prowadzi do zafałszowań historycznych, o czym jej wczesna powieść „Złota wolność” świadczy aż nadto dobitnie. A jednak monumentalna trylogia o średniowiecznych krucjatach („Krzyżowcy”, „Król trędowaty”, „Bez oręża”) ukazuje jakąś prawdę tamtego czasu, przedstawia złożoność motywacji, wychodzi z polskiego ogródka w stronę uniwersalnych problemów ówczesnej Europy. Jakkolwiek więc bym się zżymał na to pisarstwo, budzi ono w sumie moje uznanie i ciekawość. Oraz zjednuje szacunek – tak jak heroiczna karta Zofii Kossak w czasie niemieckiej okupacji.

Przekroczyłem zatem ze wzruszeniem próg muzeum pisarki w Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim. Byłem sam z przewodniczką – tego dnia nikt Zofią Kossak się nie interesował. Udzielane informacje nie były dla mnie nowe, lecz w tym miejscu, w gabinecie autorki „Krzyżowców”, nabierały nowych znaczeń. Czy jednak do tych znaczeń nie zakradł się cień politycznej poprawności? Przewodniczka słusznie podkreślała podpis Zofii Kossak pod „Listem 34” w 1964 r. lub jej odmowę przyjęcia Nagrody Państwowej I stopnia w roku 1966. Choć można też się zastanawiać, czy rzeczywiście za te działania spotkały pisarkę pewne, zresztą chwilowe, szykany. Tymczasem jednak przemilczano fakty ogólne, zasadnicze i nadrzędne – może w przekonaniu, że są oczywiste. Nie, nie były oczywiste – przynajmniej dla ludzi młodych, niepamiętających Polski Ludowej, którzy też mogli w muzeum się pojawić. Bo przecież przedwojenne i powojenne książki Zofii Kossak były w PRL wydawane wielokrotnie, w masowych nakładach. Pisarka, powracająca w 1957 r. z emigracji, właśnie ze względu na swój życiorys i ostentacyjny katolicyzm była dla władz nabytkiem nie do przecenienia. Dobrze pamiętam wiadomość o jej śmierci – ukazała się na pierwszych stronach gazet. Inna rzecz, że akurat wtedy, w atmosferze pomarcowej, Zofia Kossak, która w czasie okupacji ratowała Żydów, stanowiła dla władz jeszcze jeden, dodatkowy atut.

Ruszyłem w obchód muzeum. Tu eksponaty żyły swoim życiem i niczego nie przemilczały. Na przykład tego, że wyjazd z kraju w 1945 r. umożliwił Zofii Kossak człowiek numer dwa stalinowskiej Polski, Jakub Berman. O tym jednak wiedziałem, natomiast nowością były dla mnie kulisy odmowy przez Kossak przyjęcia Nagrody Państwowej. Przewodniczka wspomniała już, że pisarka początkowo z nagrody się ucieszyła, tu jednak okazało się coś więcej. Bo choć gotowość przyjęcia nagrody od „komunistów” byłaby dziś sama w sobie podejrzana, to o ileż bardziej podejrzana, ba! godna napiętnowania, powinna być deklaracja lojalności. Tymczasem… tak, Zofia Kossak zaprotestowała w roku Milenium przeciw nagonce na Kościół, zarazem jednak – pisała – władze PRL są dla niej „własne i prawowite”.

Dlaczego użyła aż takich słów? Byłby to przejaw koniunkturalizmu, egoistycznej być może troski, by jej książki były nadal wydawane bez przeszkód? Czyli chciała decydentom czymś osłodzić swoją odmowę? Motywacji takich nie da się wykluczyć, ale na tej samej zasadzie można uznać, że pisarka naprawdę tak myślała. Czyli legitymizowała PRL! – wykrzykną ze zgrozą „późno urodzeni”. Tymczasem w latach, gdy powstał ten list, nikt w kraju w takich kategoriach nie rozumował. Myślano odwrotnie: oto po okropnościach wojny otrzymaliśmy – co bynajmniej nie było przesądzone – polskie państwo. A po terrorze stalinizmu ofiarowano nam wreszcie spokój, „małą stabilizację”. PRL – rozumowano – jest może odległa od naszych marzeń, lecz przecież dokonała awansu społecznego, do którego Polska międzywojenna (fakt, że istniejąca krótko) nie była zdolna. A wolność? W II RP mieliśmy tysiące więźniów politycznych, w czasach Władysława Gomułki, zwłaszcza w pierwszym dziesięcioleciu jego rządów, ich liczba spadła praktycznie do zera. A własność prywatna? Mają ją chłopi, mają rzemieślnicy – obie te warstwy zyskały nawet polityczną reprezentację w postaci „stronnictw sojuszniczych”: ZSL i SD. A kultura? Socrealizm odszedł w niebyt, kulturę można teraz rozwijać względnie swobodnie, również kulturę katolicką. Zaś więzy z kapitalistycznym Zachodem zostały w pewnym stopniu odbudowane. Nie twierdzę, że ja tak twierdzę – twierdzę, że wtedy tak twierdzono. Przynajmniej na ogół. Może więc rzeczywiście Zofia Kossak, niegdysiejsza akowska konspiratorka, niedawna londyńska emigrantka, a przez całe życie gorliwa katoliczka i antykomunistka, uznała, że PRL to jest jej państwo?

Zakończyłem zwiedzanie, wróciłem do przewodniczki. „Jak wiele o postawie Zofii Kossak mówią te dwa słowa o władzach PRL: »własne i prawowite«”, powiedziałem. Zawahała się. „Tak, bo ona była wielką patriotką”, odpowiedziała po sekundzie. Nie dociskałem już, nie wykrzyknąłem: „Zofia Kossak była patriotką PRL!”. Wystarczyła świadomość, że polityczna poprawność naszych czasów jest tak cieniutka, tak powierzchowna. Gotowa stopnieć w jednej maleńkiej chwili.

a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 42/2021

Kategorie: Andrzej Romanowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy