Bezradność

Bezradność

Osoba chora psychicznie pisze dziesiątki zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Ich treść jest już na pierwszy rzut oka niedorzeczna. Prokuratura zawiadomienia przyjmuje, odmawia wszczęcia postępowania, wydaje stosowne postanowienia. Osoba chora pisze zażalenia do sądu. Na pierwszy rzut oka widać, że niedorzeczne. Sąd wyznacza posiedzenia, zażalenia rozpoznaje, utrzymuje w mocy postanowienia prokuratury. Osoba chora dopisuje do swojej listy ludzi będących w spisku przeciwko niej kolejnych sędziów i prokuratorów. Pisze na nich skargi. Do premiera, do ministrów, do prezesów sądów. Ci z całą powagą skargi rozpoznają, odpisują osobie chorej.
Ostatnio napisała do prezydenta Obamy. Ciekawe, czy jej odpowie. Jeśli nie, zostanie zaliczony do spisku. Ale widząc „nieskuteczność” sądów i prokuratur, uwikłanych w spisek przeciwko niej, osoba chora sama prowadzi swoje sprawy, rozwiązując po swojemu urojone problemy. Najpierw tropiła rzekomych morderców byłego męża, później dała sobie z tym spokój, tropi teraz tych, którzy rzekomo uprowadzili jej córkę, głodzą ją, szprycują narkotykami. Zasypuje więc donosami rozmaite władze i urzędy (które z całą powagą jej odpowiadają), dręczy też tych, których uważa za uprowadzaczy. Pisze do nich obraźliwe listy, wysyła mejle i SMS-y, telefonuje, zaczepia na ulicy, a nawet w kościele. Krzyczy, wyzywa, straszy. Ci, nie mogąc sobie poradzić inaczej i bojąc się o swoje bezpieczeństwo, powiadamiają policję, prokuraturę. Ta ostatnia wszczyna kilka spraw przeciw osobie chorej. Wzywa ją na przesłuchania. Osoba chora, zgodnie z przewidywaniami, na żadne wezwania się nie stawia. Jednej prokuraturze udało się doprowadzić ją przy pomocy policji i skierować na badania psychiatryczne. Diagnoza jest jednoznaczna: schizofrenia paranoidalna. Ta jedna prokuratura umarza postępowanie. Ale kilka innych spraw teoretycznie się toczy. Każdy z prowadzących je prokuratorów, choć już zna diagnozę z innej sprawy, chce koniecznie do swojej osobiście przesłuchać chorą osobę i skierować ją na badania psychiatryczne. Ale ona się nie stawia. Ani do prokuratur, ani na badania, ani do sądów. Z góry zresztą wiadomo, że się nie stawi.
Wygląda na to, że do każdej sprawy z osobna będzie musiała ją doprowadzić policja, a później doprowadzić na badania psychiatryczne. Będzie tyle doprowadzeń do prokuratora i do lekarzy psychiatrów, ile jest wszczętych spraw. Diagnoza zostanie postawiona do każdej sprawy oddzielnie. Taka sama. Ale ta zabawa będzie trwać miesiącami. Tymczasem chora osoba jest coraz bardziej zdesperowana. Krąg jej „wrogów” się powiększa – tym aktywniej będzie z nimi walczyć: słać listy i mejle, dzwonić, krzyczeć, straszyć, robić awantury. Uznani przez nią za wrogów będą prosić policję o pomoc. Będzie więc tych wszczętych przeciwko chorej osobie spraw przybywać. Przybędzie też doniesień składanych przez chorą osobę, która rozumie, że wszyscy są przeciwko niej. Prokuratorzy będą odmawiać wszczęcia, sądy rozpoznawać zażalenia. Dziesiątki ludzi: sędziów, prokuratorów, policjantów i urzędników, będzie miało zatrudnienie, natomiast adresaci listów, mejli i SMS-ów będą dostawać nerwicy i żyć w strachu. Chora osoba też cierpi. Ona przecież naprawdę jest przekonana, że ktoś uprowadził jej córkę, truje ją, zmusza do zażywania narkotyków. Przeżywa urojony dramat, ale dla niej to dramat prawdziwy. Jej rozpacz i desperacja są autentyczne. Rozpacz doprowadza ją do desperacji. Nie wiadomo, czy nie zakończy się to tragedią, bo w swojej desperacji naprawdę może zrobić komuś krzywdę. Równolegle toczy się (aby nie powiedzieć wlecze) sprawa cywilna o umieszczenie chorej osoby na przymusowym leczeniu psychiatrycznym. Na wniosek córki – tej, która niby to została uprowadzona. Sprawa się wlecze, bo chora osoba nie stawia się w sądzie. Tak koło się zamyka. Organy państwowe nie są w stanie pomóc ani chorej osobie, ani tym, których ona prześladuje, w swoim mniemaniu ratując uprowadzoną córkę. Coś, co powinno i mogłoby zostać załatwione w tydzień, trwa już wiele miesięcy i wszystko wskazuje na to, że będzie się ciągnęło jeszcze przez wiele następnych. Chyba że stanie się jakaś, tym razem nie urojona, ale prawdziwa tragedia. Tymczasem chora osoba cierpi, w strachu i napięciu żyją ludzie, których uznała za wrogów. Tych ostatnich podzieliła na dwie kategorie: tych, którzy uprowadzili jej córkę, i tych, którzy porywaczy kryją i wspierają. Bezradność i nieudolność organów państwa jest przerażająca. Nikomu się nie spieszy, nie ma żadnej wymiany informacji między prokuratorami ani między prokuraturami a sądem cywilnym. Chora osoba cierpi, a przez nią cierpią jej rzekomi wrogowie, ich krąg zaś powiększa się z każdym dniem. Prokuratury natomiast, jak to się teraz mówi, „procedują”. Z namaszczeniem i bez pośpiechu.
To nieprawda, że prokuratura i sądy są tu skrępowane jakimś nieżyciowym prawem. Rzecz w tym, że wygodniej jest czasem prawa nie stosować, niż je stosować. A najlepiej udawać, że się stosuje, i narzekać, że jest nieżyciowe. Tak się dzieje w tym wypadku i w setkach innych. Dopiero gdy stanie się tragedia, a jeszcze nagłośni ją TVN 24, zaraz pojawią się pomysły, jak zmienić prawo. Bo prawo też łatwiej zmienić, niż rozsądnie zastosować. A jeszcze łatwiej mówić, że trzeba zmienić prawo. Dlatego przy różnych okazjach tyle się mówi o konieczności zmiany prawa. To zresztą ulubiony temat polityków i publicystów.

Wydanie: 41/2013

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy