Polska bez celu

Polska bez celu

Obserwowanie Polski jest zajęciem kłopotliwym, stresującym i niepomiernie jałowym. Wnioski z obserwacji nie kleją się w żadną całość (można by oczywiście skontrować, że całość jest przereklamowana, dlaczegóż miałyby się kleić, łączyć, tworzyć całość?). Jak powiedzieliby tomiści (popłucznicy Arystotelesa zapośredniczeni w średniowiecznym Tomaszu z Akwinu, tytanie katolickiego intelektu, który na koniec swojego pracowitego i płodnego – intelektualnie – żywota miał stwierdzić, patrząc na dziesiątki grubaśnych jak on sam woluminów: „Wszystko to słoma”), szwankuje teleologia, czyli poczucie lub zmierzanie do celu. Celu brak. A jak zdążać, kiedy nie wiadomo dokąd? A jeśli celu nie ma, to po co ruszać w drogę? Ale czy państwo gdzieś się rusza albo stoi? Czy państwo może stać w miejscu i wówczas ponosić konsekwencje przestoju na schodach ruchomych jadących w przeciwnym kierunku? Czyli jeśli stoisz, to się cofasz.

Przez ostatnie 100 lat kolejne generacje sprawiały wrażenie, że miały cele. Nazywały je, próbowały realizować. Ci pierwsi (ci, a nie te, bo jeszcze nie za bardzo kobiety dopuszczano do decydowania, co zresztą łączy wszystkie kolejne ekipy) budowali niepodległą i suwerenną, nowocześniejącą, posklejaną z zaborczych wysp – całość. 1 września 1939 r. był morderczym i bezlitosnym sprawdzam. Rok 1945 przyniósł obietnicę radykalnej przebudowy społecznej i modernizacji i choć rok 1989 sugerował, że trzeba zakończyć źle starzejący się zamysł, to powoli dociera do nas ogrom dokonanej wówczas zmiany i realnej przebudowy kraju, społeczeństwa, emancypacji tych, którym przez wcześniejsze stulecia przypisywano rolę niewolników, na służbie „lepiej” urodzonych, Kościoła, bogatych.

1989 r. nie mówił otwartym tekstem, czego chce, bo sam tego nie rozumiał, języka nie znał, oddał Polskę franczyzie zachodniego, marnego, neoliberalnego kapitalizmu. Bezrefleksyjnie, bez systemów bezpieczeństwa. Mimo rozpostartych wszędzie orłów i dudnienia dzwonów kościelnych tak naprawdę Polska została zawierzona tej niezbyt chwalebnej cesze ludzkości, jaką jest niepohamowana chciwość, nazwana dla niepoznaki przedsiębiorczością, kultem indywidualizmu, samowystarczalności i wyłącznie osobniczej sprawczości (naród kowali z ich smutnym, wykutym, ledwo wiążącym koniec z końcem losem). Przybyło dróg, to fakt, na które trzeba wjechać kupionymi gdzie indziej autami. Wyrżnięto w pień fabryki i zakłady przemysłowe. Zbudowano paralelną religię z bogiem własności prywatnej. Zdemolowano edukację i służbę zdrowia. Obietnicę solidarności przekuto w politykę samoradzenia sobie i abdykację państwa ze swoich obowiązków.

Co przyszło w zamian? Państwo wciąż miało sporo. Zaczęło obdarowywać nieprzytomnie niektórych, jak choćby Kościół katolicki czy tych największych i najzamożniejszych, zgodnie ze światowym trendem (wariant bogacenia Kościoła to oczywiście polski wkład w bezhołowie XXI w.). W pewnym momencie ekipy rządzących, czy nawet cała klasa polityczna, miały przynajmniej jakieś cele: wejście do Unii Europejskiej, NATO. Nie oceniając ich – były to konkretne cele, z podlegającymi ocenie efektami. Poważny kłopot zaczął się potem. Polska prawica, zarządzająca od dwóch dekad Polską niepodzielnie, wyprztykała się z pomysłów dalekosiężnych, zrezygnowała z idei i pracy na rzecz jasno zakreślonej przyszłości. Od lat w polskiej polityce przyszłość jakby została wyrugowana z planów, zapowiedzi i projektów. Idzie się od wyborów do wyborów, od wypłaty do wypłaty, coraz bardziej tylko dla swoich.

Świat stoi na rozdrożu, energetycznym, klimatycznym, gospodarczym. Polska leży w rowie, ale we własnym. Im bardziej nie ma przyszłości, tym bardziej biją tarabany historycznych mgławic. Im gorzej z finansowaniem nauki i im niższy poziom oświaty, tym więcej kasy na „pamięć narodową”. Im mniej na pielęgniarki, tym więcej na policję, która potrafi w osiem radiowozów jeździć godzinami za samochodem z gumową kaczką na masce. W dobie pandemii pielęgniarki, starzejąco-wymierająca grupa zawodowa, muszą żebrać demonstracjami o zauważenie i godne płace.

Po co taka Polska? Dla kogo? Na jak długo? Dlaczego taka żadna?

Ale o tej bezcelowości cicho. Propaganda miele swoje. W oparach modłów i zakłamania osuwamy się w byt niekonieczny a nepotyczny. Żeby choć ktoś to robił celowo… A to z naszych cnót narodowych: bezmyślności, krótkowzroczności i podsiębiorczości. Ten projekt nie ma prawa bytu. Bo jest bez przyszłości.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 21/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Komentarze

  1. Tanaka
    Tanaka 20 maja, 2021, 11:21

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy