Ani to, ani to

Wzruszyła mnie, zresztą nie po raz pierwszy, pani poseł Anita Błochowiak, tym że obraziła się na tych, którzy nie uwierzyli w to, że jedynie jej raport jest wiarygodny. Raport, według którego Michnik przyszedł do Rywina, trzymając w plastikowej torebce wirtualne siedemnaście i pół miliona dolarów, żeby ten przekazał to Wandzie Rapaczyńskiej, a w międzyczasie dwa magnetofony nagrywały kogoś za ścianą. Bo gdyby takie zdanie pojawiło się, to też bym się nie zdziwił. Ale wzruszyła mnie pani Anita dodatkowo wywiadem udzielonym w tygodniku „Angora”, ponieważ padło pytanie: „Mówi pani wiele o moralności i zgodzie z własnym sumieniem. Nie przeszkadzała pani wielka liczba afer, w których brali udział pani partyjni koledzy?”. A pani Anita na to: „Przeszkadzała. Wstydzę się za tych ludzi. Proszę jednak pamiętać, że tych afer nie było więcej niż za rządów AWS. Były tylko bardziej nagłośnione”.
„Proszę jednak pamiętać, że tych afer nie było więcej niż za rządów AWS”. I co z tego? Gówno mnie obchodzi takie porównanie.
Ludzie dali Sojuszowi Lewicy trzy lata temu czterdzieści procent poparcia, żeby tych afer z roku na rok było coraz mniej, żeby z każdym następnym rządem było mądrzej, uczciwiej, klarowniej, a nie tyle samo.
A co się stało w związku z przekrętami z AWS? Pozostał jakiś nieistotny, rozmemłany, niewyraźny szkielet czegoś, co kiedyś było.
A co będzie z SLD? To samo. A dlaczego? Bo sposób myślenia jest taki sam.
Wina jakaś tam jest, ale nie taka, żeby nas wziąć i od razu przestać kochać.
I nie ma co się później dziwić, że po Polsce krąży taka zagadka:
– Jaka jest płeć posłanki Błochowiak?
– Ani ta, ani ta.
Wygląda jednak na to, że przeniosło się to i na cały Sojusz Lewicy. Ani to, ani to.

Wydanie: 24/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy