Lewica pożądana

Lewica pożądana

Nerwowa końcówka wyborów prezydenckich miała też plusy. Wymusiła bowiem na wielu osobach jasne opowiedzenie się po stronie któregoś z kandydatów. Osoby publiczne, choć nie tylko one, były pytane, na kogo zagłosują i dlaczego. A że obozy polityczne po prawej stronie są dość stabilne i mocno okopane w swoich poglądach, języczkiem u wagi stały się głosy lewicy. Wszystkiego jednak można się było spodziewać, tylko nie tego, jak o lewicę zabiegał Jarosław Kaczyński, który zupełnie zapomniał o bolesnej, szczególnie dla lewicy, lekcji demagogii i łamania prawa, którą dał Polakom, w czasie gdy rządził wraz z LPR i Samoobroną. Lekcji cynizmu, pomówień i kłamstw. Po krótkiej przerwie na założenie i zdjęcie nowej skóry znowu pojawił się ten sam Kaczyński, którego pamiętamy sprzed czterech lat. Dzielący ludzi i straszący ich długą listą wrogów Polski, którzy od wieków czekają na naszą cnotę. Kaczyński chłoszczący konkurentów epitetami, które tak podgrzewały atmosferę w kraju, że jakby nie było problemów finansowych czy gospodarczych, wszyscy chodzili dodatkowo podminowani. I po tych wszystkich doświadczeniach, jakie lewica miała z PiS i jego politykami, Kaczyński bez cienia żenady zrobił ten sam ruch, który przećwiczył w 2005 r., podlizując się wyborcom Samoobrony. Wtedy się udało, więc dlaczego nie spróbować jeszcze raz? Wówczas swoich wyborców na rzeź poprowadził Andrzej Lepper. Z lewicą jest na szczęście Kaczyńskiemu dużo trudniej. Amnezja nie objęła całego środowiska. Większość liderów politycznych i autorytetów pokazała szefowi PiS czerwoną kartkę. Nie wszyscy jednak. Co ważnego wynika ze sporów i dyskusji, jakie były po lewej stronie w czasie wyborów prezydenckich? To nie była sprawa wyboru między dwoma bardzo podobnymi kandydatami. Nie wierzę, by ci politycy lewicowi, którzy głosili pogląd o politycznych bliźniakach, nie widzieli różnic między oboma kandydatami.
Rok temu nie wierzyłem, że mogą być po lewej stronie politycy planujący koalicję rządową z PiS, a później nie wierzyłem, że są też tacy, którzy już blisko współpracują z tą partią, mimo że prowadzi to do destrukcji państwa. Teraz złudzeń nie mam.
Po wyborach prezydenckich kluczowym pytaniem, jakie stoi przed lewicą, jest jej stosunek do umizgów PiS i do jego oferty współrządzenia. Tego pytania w kampanii nie zadawano, ale teraz trzeba. Bo nie jest to tylko problem SLD, w którym przybywa zwolenników szukania możliwości współrządzenia. Nawet z PiS, jeśli nie będzie innej oferty. W moim najgłębszym przekonaniu na taki wariant na pewno nie ma zgody wyborców. Jeśli więc największa partia lewicowa zdecyduje się na taką woltę, to zrobi miejsce dla takiej reprezentacji politycznej lewicy, która sojusz z PiS całkowicie wykluczy.

Wydanie: 27/2010

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy