Koniec roku, początek nowych niepewności

Koniec roku, początek nowych niepewności

Mijający rok nie był w żaden sposób okresem spokoju, przewidywalności i poczucia bezpieczeństwa. Kolejny nie zapowiada się lepiej. Dziś perspektywa planowania bardzo się skróciła. Nie wiadomo, co się wydarzy w ciągu miesiąca, a co dopiero w ciągu roku. Widoczność zjawisk społecznych i możliwych wariantów rozwoju sytuacji ograniczyła gęsta mgła. I to wcale nie smoleńska, lecz finansowa. Co chwilę słychać uderzenia sztormu, jaki wywołuje kryzys globalnego kapitalizmu. A nowych bezpiecznych lądów nie widać na morzu chaosu i niepewności.

W takich okolicznościach święta mogłyby się wydawać okresem, który na chwilę pozwoli wyłączyć wszystkie złe komunikaty. A te wciąż głoszą, że lepiej już było, a teraz czeka nas twarde lądowanie. Choć za sterami nie siedzi kapitan Wrona i większość zadaje pytanie: „Czy leci z nami pilot?”. Choć wszyscy widzą, że lecimy na automatycznym pilocie, który zaciął się w czasie neoliberalnych burz, jakie przechodziły nad dużą częścią świata, ale szczególnie dużo zniszczeń wywołały w Europie Wschodniej. Czy ktoś jednak zmieni kierunek lotu i łagodnie posadzi samolot na bardziej wyrównanym terenie, gdzie nie ma aż tak wielkich nierówności społecznych? Na razie nie widać pomysłu na przeprowadzenie tak skomplikowanej operacji. Święta zamiast wyciszenia oferują tylko konsumpcyjne znieczulenie na codzienną szarość. Banki zasypują propozycjami świątecznych kredytów, które choć dadzą chwilę radości, to później szybko sprowadzą na ziemię nieroztropnych konsumentów. Różnego rodzaju reklamy obiecują szybkie spełnienie. Nawet tygodnik „Polityka” pomiędzy artykuły o wydarzeniach z kraju i ze świata wkłada dodatek z propozycjami prezentów. Nie chcesz widzieć kryzysu za oknem? Spraw sobie zegarek Harry’ego Winstona za 58.330 zł – wtedy poczujesz się lepiej. To dobra propozycja dla większości Polaków. Widzę już te tłumy rodaków, które kupują nowe samochody i luksusowe zegarki. Wszystkim od razu poprawia się humor. Po przebiciu zasłony z reklam wciąż jednak widać tylko stare graty wjeżdżające od zachodniej granicy na lawetach. Ale nie ma co narzekać. Poradnik, który reklamuje się też jako dobry prezent pod choinkę, podpowiada: „Jest wiele dróg do szczęścia – rozejrzyj się i znajdź własną”. Wszyscy, którzy nie osiągają w dochodach średniej krajowej (a tych stale jest ok. 70%), też powinni szukać innej drogi do spełnienia. Rynek oferuje wiele środków zastępczych. Np. tanią rozrywkę.

A tam wciąż mamią nas tajną operacją. Kryptonim Euro. A że akcja rozgrywa się w Polsce, to wiemy, że chodzi nie o zachwiania walutą, ale o turniej piłki kopanej. Stadiony wciąż są w budowie, choć formalnie zostały już otwarte. Co chwilę słyszymy o nowych, zaskakujących odkryciach. Tak jak we Wrocławiu. Nie wiadomo na przykład, co kryje wielka dziura obok stadionu. Ale na pewno dla kibiców spoza Polski będzie to interesujące. Dziura jest olbrzymia, tak jak ambicje władz Wrocławia – miała tam powstać kolejna galeria handlowa, ale pan Solorz się rozmyślił i wystawił lokalnych urzędników do wiatru. Ci zastanawiają się, co zrobić – zasypać, zalać wodą czy też pozostawić jako lokalną ciekawostkę. Do czasu przyjazdu kibiców można tam wyrzucać wszelkie niespełnione obietnice związane z Euro – niewybudowane drogi, niedokończone remonty, nowe połączenia kolejowe. Na razie wszystko to zostaje przełożone na bliżej nieokreśloną przyszłość. Tymczasem pozostajemy w królestwie pozoru i prowizorki.

Do przyszłości nie przejedziemy jednak szybciej. Min. Sławomir Nowak rozwiał wszelkie złudzenia. Szybkich pociągów nie doczekamy się w najbliższych kilkudziesięciu latach. Na razie jesteśmy za biedni. Jak to się zmieni, to wrócimy do tematu – zapowiada minister. Znając jednak skuteczność działania polskich instytucji, można założyć, że Chińczycy szybciej wylądują na Księżycu, niż pojedziemy przez Polskę szybkim pociągiem. Z autostradami też może być kiepsko. Te, które nie zdążą się wybudować przed Euro, na kolejną szansę mogą czekać 15-20 lat. Tak jak jedna nitka A4 z przejścia w Olszynie w stronę środka krainy wiecznie niewykorzystywanych szans. Wracając z Berlina i wjeżdżając do niej, od razu wiesz, że przekraczasz próg nadziei… Zawieszenie twojego samochodu nie pozwala ci znaleźć się w innym stanie niż wiara w cud, że jednak pojedziesz dalej. Ten kraj nie jest dla mięczaków. A jeśli tego nie rozumiesz, to „strzelaj lub emigruj”, jak głosi napis na murze.

Pozostaje jednak wierzyć, że nie będzie gorzej. Elity władzy zajmują się same sobą. Społeczeństwo na własny użytek próbuje radzić sobie z przeciwieństwami losu. A że jest coraz bardziej wewnętrznie podzielone pozycją ekonomiczną, to nie znajduje potrzeby wspólnego działania. Przestrzeń publiczna zamiera. Najbardziej chyba należy życzyć w Nowym Roku nieco większego wzajemnego zaufania i właśnie silnej sfery publicznej. Tylko ona może zapewnić schronienie na te niepewne czasy. Rynek i konkurencja pozostawione same sobie to zawodne rozwiązania. Współpraca i wspólne działania lepiej się sprawdzają w sytuacjach awaryjnych.

Wydanie: 51-52/2011

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy