Jednak obsesja

Jednak obsesja

Polska – napisał Krzysztof T. Toeplitz – sprzedała pół darmo wiele swoich zakładów przemysłowych kapitałowi zachodniemu, spodziewając się szybkiego przyjęcia do Unii Europejskiej, co gdyby nastąpiło – dodam – zmniejszyłoby znaczenie rozróżnienia na kapitał swój i obcy. Tymczasem Unia, niczym horyzont, oddala się odpowiednio do tego, jak się w jej stronę posuwamy. Ernest Skalski polemizuje z Toeplitzem i sądzi, że jest w posiadaniu silnego argumentu, jakim mają być decyzje podjęte na ostatnim szczycie UE w Nicei, rzekomo bardzo “konkretne właśnie w sprawie członkostwa w Unii”. Wyniki szczytu w Nicei inaczej są przedstawiane w polskiej prasie, inaczej w zagranicznej. Polacy usilnie szukają pozorów potwierdzających nasze pragnienia i znajdują je w stwierdzeniu, że za dwa lata Unia będzie gotowa na przyjęcie nowych członków. Ale kiedy nowi członkowie, a zwłaszcza najbardziej zacofana gospodarczo Polska będzie gotowa do tego, aby być przyjęta? Zależy to nie tylko od Polski, ale również od reform w Unii, jakie zostaną przeprowadzone, albo nie, z myślą o nowych członkach. Przyjęcie Polski w 2003 r. jest nieprawdopodobne, chyba że zmieni się status członkostwa. Na takich prawach jak Hiszpania, Portugalia czy Grecja przyjęci nie zostaniemy w żadnym terminie. Powtórzy się sytuacja jak z NATO. Pakt, do którego wstąpiliśmy, jest trochę inny niż ten, do którego chcieliśmy wstąpić. Polska nie została objęta takimi gwarancjami bezpieczeństwa, na jakie mogli liczyć wcześniejsi członkowie.
W jakimś czasie Polska do Unii zostanie przyjęta, ponieważ chcą tego niemieckie kręgi rządzące i przemawia też za tym niemiecka ekspansja gospodarcza. I tylko na tym stanie rzeczy można polegać.
Ernest Skalski polemizuje też z Toeplitzem w sprawie przesławnego kabla światłowodowego. Przejdźmy do porządku nad insynuacją o “kolejnych orędownikach” Gazpromu, chociaż są one groźnym w Polsce posądzeniem o prorosyjskość. Skalski pisze, że “nikt nie traktował światłowodu jako zagrożenia niepodległości”. Nikt, prócz co najmniej dwóch członków rządu oraz wielu dziennikarzy z wielonakładowych gazet, a także prezentera dziennika telewizyjnego TVN, który porównywał ów kabel do “korytarza” z 1939 r. Przez pewien czas tylko ów Nikt był słyszalny w mediach. Sam Skalski “dopatruje się naruszenia suwerenności” niczego więcej, odwołując się do niuansu znaczeniowego, różniącego suwerenność od niepodległości. Gra słów nie jest dowodem ani argumentem. Trudno pojąć, żeby państwo osobno broniło suwerenności i osobno niepodległości. W rzeczywistości kabel nie zagraża ani jednemu, ani drugiemu, przyjąwszy, że czymś się różnią. Więc o co ten niesamowity krzyk? Gdyby za tym stała Agora, o czym nic mi nie wiadomo, byłoby to najłatwiejsze do przyjęcia i nie wymagało usprawiedliwienia. Każde przedsiębiorstwo ma prawo konkurować o zyski. Ale Skalski temu zaprzecza i w tym punkcie mogę mu łatwo uwierzyć. Skoro nie otrzymujemy wyjaśnienia, wolno nam domyślać się tego lub owego i nie może to uchodzić za insynuację. Do eksploatacji kabla zawiązały się spółki, w których mają udział m.in. ludzie nie wywodzący się z obozu solidarnościowego, a więc, według a priori, jakim kieruje się prasa, związani z dawnym reżimem. Jakże można pozwolić, aby ci ludzie, którzy przeszkadzają nawet w ogródkach działkowych, których, stojąc na głowie, chce się pozbawić udziału w zarządach spółdzielni mieszkaniowych (przez rozwalanie tych spółdzielni), których usuwano z banków za pomocą sprzedawania tych banków właścicielom zagranicznym, jakże można pozwolić, powiadam, aby mieli dostęp do korzyści z kabla, w przyszłości hipotetycznie olbrzymich. Ale może tu chodzić jedynie o to, aby zagrodzić drogę Gazpromowi. Wprawdzie Polska potrzebuje żywotnie zagranicznego kapitału tu inwestującego, pod warunkiem jednak, że nie jest to kapitał rosyjski. Ten ostatni motyw podniósł Krzysztof Toeplitz, zaś Skalski na to: “Kto… jest w Polsce ogarnięty obłędną obsesją antyrosyjską?”. Bardzo dobre pytanie, nie trzeba się wysilać na odpowiedź. Witold Gadomski, skądinąd dbały o to, aby nie nadawać kapitałowi narodowości, w tej sprawie pisze: “Kabel będzie kontrolowany przez Gazprom. A to znaczy – przez rosyjskie państwo, rosyjskie instytucje, w tym kompleks wojskowo-bezpieczniacki i rosyjskich oligarchów”. W języku potocznym taki pogląd nazywa się paranoją. Wyznawany jest przez niektórych członków rządu, wielu dziennikarzy i, pożal się Boże, ekspertów od spraw rosyjskich. Czy na temat “obłędnej obsesji antyrosyjskiej” trzeba mówić w kraju, w którym na polecenie władz wygrzebuje się z cmentarzy szczątki rosyjskich żołnierzy, a autorytety moralne nie mają na ten temat słowa komentarza? Skalski nie wierzy w obsesję antyrosyjską, ja nie wierzę w istnienie powietrza. Nigdy go nie widziałem. “Kolejne rządy, niezależnie od ich opcji politycznej, zabiegają o dobre stosunki z Rosją” – pisze Ernest Skalski. Jest to nieprawda. Wszystkie europejskie kraje NATO mają lepsze stosunki z Rosją niż Polska jeszcze przed wstąpieniem do NATO. Dopiero ostatnio, widząc ciąg sukcesów dyplomatycznych Rosji na Zachodzie i obawiając się wyizolowania z tych stosunków, rząd polski zarzucił antyrosyjską retorykę i gestykulację. Dzięki temu minister Kaczyński, zarządzając śledztwo w sprawie światłowodu, mówi o szukaniu korupcji, a nie o rosyjskim “kompleksie wojskowo-bezpieczniackim”.
Poruszona została jeszcze w tej polemice kwestia dywersyfikacji źródeł energii. Zasada jest słuszna, ale z najsłuszniejszej zasady można wyprowadzić idiotyczne wnioski praktyczne i rząd polski je wyprowadził. Transakcja z Norwegią w sprawie importu gazu sprowadza się do tego: Polska zapożycza się na sumę miliarda dolarów tylko w tym celu, aby następnie drożej płacić za gaz. Nikt tu nie zarządzi dochodzenia wyjaśniającego, bo nie korupcji się tu domyślamy, lecz tego, czego podobno w Polsce nie ma, to znaczy “obłędnej obsesji antyrosyjskiej”. Rząd już teraz wyrządza Polsce realną szkodę, antycypując tę, którą Rosja, według rządowych ekspertów, mogłaby ewentualnie chcieć Polsce wyrządzić w bliżej nieokreślonej przyszłości.
Chcemy wejść do Unii Europejskiej, kiedyś wejdziemy do niej, ale okazuje się, że rząd, który tego usilnie pragnie, nie wierzy w to, że Unia, mająca zróżnicowane źródła energii, mogłaby nas poratować w przypadku rosyjskiego embarga na gaz. Czy kraj mający taki rząd, potrzebuje suwerenności?

Wydanie: 52/2000

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy