Ucieczka przed „wolnością”

Ucieczka przed „wolnością”

Słońce wolności, jakie zaświeciło nad krajami Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, spowodowało, że kto może, wieje stamtąd do Europy. Kto nie może, też ucieka i topi się w Morzu Śródziemnym. Europa – ta Lampedusa globu ziemskiego… Media europejskie świętowały zwycięstwo demokracji w Tunezji, Libii i Egipcie. Armie, wiadomo czyje, w szczególności lotnictwo, bardzo się do tego zwycięstwa przyczyniły. Obrońcy praw człowieka w Paryżu i gdzie indziej wzywali swoje rządy do interwencji w Libii, bo ludność cywilna w Bengazi była śmiertelnie zagrożona masakrą ze strony wojsk Kaddafiego. To prawda, że była zagrożona. Kaddafi został łatwo wytropiony przez Amerykanów i zlinczowany przez bojowników o wolność, a ludność nadal jest zagrożona i nie tylko w Bengazi. Dziś nikt w tym kraju nie jest bezpieczny, nawet gdy jest nowocześnie uzbrojony i nawet gdy jest amerykańskim ambasadorem. O tym, co tam się dzieje, niewiele czytamy, bo niewiele o tym piszą. Marzeniem dla wyzwolonych narodów jest wyspa Lampedusa, niestety łodzie się wywracają na pełnym morzu.
Egipski prezydent Mubarak został aresztowany i jest sądzony za dyktatorski sposób sprawowania władzy. To samo spotkało jego następcę wybranego prawidłowo w demokratycznych wyborach. Różnica jednak istnieje: armia w strzelaniu do manifestantów ma mniej zahamowań niż miała pod władzą faraońskiego Mubaraka. Mimo takich skutków sama idea wiosny narodów świeci blaskiem patosu i moralnej wyższości nad siłami porządku. W tym zakresie historia niczego nie uczy. Ucieczka spod władzy wyzwolicielskiej wszystkimi możliwymi sposobami nie jest zjawiskiem nowym. Żeby nie sięgać daleko w czas i przestrzeń: po obaleniu cara największym szczęściem dla Rosjanina było wepchnąć się jakoś na do niemożliwości zatłoczony czarnomorski statek, nie pytając, czy jest szczelny, czy dziurawy, i popłynąć w nieznane.
Irakijczycy, Libijczycy i inni jakoś niezbyt głośno teraz domagają się praw człowieka. Prawdę mówiąc, wcale się nie domagają. Do kogo mianowicie mieliby skierować takie żądania? Pierwszym prawem człowieka, od którego zależą wszystkie inne, jest posiadanie dobrego rządu. Niekoniecznie bardzo dobrego, niech on tylko rządzi, byśmy wiedzieli, kto nam te prawa jest winien.
Zastanawiam się, co jest trudniejsze: obalić ład społeczny czy utrzymać jakiś ład.

Był sobie były premier Jerzy Buzek. Miał on na tyle rozsądku, że pozwolił na jakiś czas o sobie zapomnieć. Zaszył się gdzieś na wyższej uczelni i pisał wzory kredą na tablicy. Aliści Platforma Obywatelska znalazła się w potrzebie wystawienia w wyborach europejskich znanych nazwisk. Wygrzebała skądś Mariana Krzaklewskiego, ale wyborcy go nie chcieli. Przypomniała sobie też Jerzego Buzka i tego, wprost przeciwnie, wyborcy bardzo chcieli. Jego sławetne reformy, z których Polska do dziś nie może się wygrzebać, jakoś ludziom wypadły z pamięci. Tych najgorszych do dziś wyborcy nie rozumieją i z tej powszechnej niewiedzy były premier AWS czerpie pełnymi garściami. Dla dziennikarzy jest autorytetem, już nie byłym nieudanym premierem, lecz byłym przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, a jest to stanowisko, na którym nie sposób popełnić błędu.
Jako człowiek międzynarodowy Jerzy Buzek broni OFE, z tym większym zapałem, że jest to jedna z jego nieszczęsnych reform. W swoim gniewie posunął się do rzucenia klątwy na ministra Rostowskiego. „Ostatnie wypowiedzi Jacka Rostowskiego w stosunku do Leszka Balcerowicza, pełne insynuacji, są skandaliczne i poniżej wszelkich standardów”. Klątwa zazwyczaj nie jest obiektywnym stwierdzeniem faktu i ta też nie jest. Minister Rostowski dyskutuje z Balcerowiczem rzeczowo i nawet kurtuazyjnie. Żadnych insynuacji u niego dopatrzyć się nie można. Gdy twierdzi, że Balcerowicz broni OFE, ponieważ je wprowadził, to stwierdza oczywisty fakt. Jerzy Buzek też nie z innego powodu miesza się do sporu po stronie zwolenników OFE. Gdybym napisał, że z innego, mogłoby to być odczytane jako insynuacja. Leszek Balcerowicz cały czas stawia swoim przeciwnikom wymagania, jakimi argumentami wolno, a jakimi nie wolno im się posługiwać. W szczególności mają milczeć w sprawie interesów (materialnych, finansowych), jakie za obroną OFE stoją. Niby dlaczego o tym nie mówić? Jeżeli ktoś zachowuje się „skandalicznie i poniżej wszelkich standardów”, to obrońcy OFE, którzy – z Balcerowiczem na czele – nie odpowiadają na rzeczowe argumenty przeciwników, tylko ich chcą zawstydzać. Nieumiarkowana, krzykliwa wypowiedź Jerzego Buzka, ochoczo upowszechniana przez media, jest próbą ograniczenia przeciwnikom swobody argumentowania. Nieszczęścia chodzą w parze, dla Platformy Buzek jest parą do Gowina.

Muszę skorygować nieporozumienie, jakie się znalazło w poprzednim numerze „Przeglądu” (s. 6). Z zasady i osobistego nastawienia nie wygłaszam publicznie opinii na temat poziomu kadry naukowej. Nie mam wyrobionej opinii i nie wiem, czy miałaby ona sens, zważywszy, jak wielkie różnice zachodzą między naukowcami. Wypowiadam się tylko za opłatą, niechętnie i rzadko, na temat konkretnych osiągnięć jako recenzent. Niejeden dziekan wie, jak trudno mnie do tego skłonić. Inne zagadnienie to wpływ wprowadzonych reform na jakość badań naukowych. Wielu twierdzi, że będzie on szkodliwy i ja się z nimi zgadzam.

Wydanie: 43/2013

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. J.Pietras
    J.Pietras 30 października, 2013, 12:28

    Naiwny był entuzjazm dziennikarski i prymitywny polityków. Skąd to błogie, irracjonalne przekonanie, że wszyscy muszą chcieć demokracji amerykańskiej i że ona jest zbawieniem natychmiastowym dla wszystkich na świecie. Jak widać obalenie dyktatury niekoniecznie jest początkiem jakiegokolwiek porządku. Czy stąd się bierze zażenowane milczenie polityków i dziennikarzy na temat cdn. po Arabskim Przebudzeniu?
    Z podziwem i nadzieją czytam felietony Pana Profesora. Z podziwem dla konsekwentnego, obiektywnego, niezależnego zwłaszcza od neofickich i zelockich zachowań, jasności widzenia rzeczywistości bez baczenia na stopień ich powszechność, który niekoniecznie jest miernikiem zasadności.
    Z nadzieją, że w wyniku działania neoliberalnych praw rynkowych nie znikną doszczętnie ludzie wolni intelektualnie. Pan Jerzy Buzek powinien raczej nadal pozostawać w cieniu z reformami i dziurą budżetową. Tak, to „minister Rostowski dyskutuje z Balcerowiczem rzeczowo i nawet kurtuazyjnie”. Leszek Balcerowicz uznaje tylko swoje racje, tak jak swoiście odkrywał wolność. (vide opasłe tomiszcze).
    Umowa społeczna, jeżeli nie złamana, to poważnie naruszona została w 1999r przez reformatorów systemu. Część bowiem strumienia pieniędzy pracujących została wyłączona z zasilania funduszy aktualnych emerytów i przeznaczona na „prywatne konta”. I to nie była kradzież, tylko świadome zmniejszenie bezpieczeństwa wszystkich aktualnych emerytów, choć ich przybywało i przybywa, i „tylko” ograniczenie równoważenia niezbędnych na ich emerytury funduszy. Natomiast próba ratowania tych funduszy rabunkiem już jest jak najbardziej.
    Bez insynuacji „poniżej wszelkich standardów”: Jeżeli do 1999r wszyscy pracujący składali się na emerytury wszystkich emerytów, a po 1999 już nie, i część składek pracujących lokowane jest na „prywatnych” kontach, to jest to jeszcze jakaś solidarność społeczna? Pracujący i liczący na OFE mó-wią ustami twórcy systemu: Nie będę łożył na obecnych emerytów, tylko swoje pieniądze (w części) odłożę na swoją emeryturę. A to, że przy tym bynajmniej nie taką znów pewną co do jej wartości, nie-ważne. Przynajmniej fundusze mają z tego coś pewnego. To i mnie coś skapnie. Ale to moje, prywatne i mogę robić tak jak mogę. To jest dopiero wolność. Kant bliżej z dużej czy małej litery?
    Wolność neoliberalna może fascynować. Ale chyba nie wszystkich. Jak z godnością i standardami pogodzić hołdowanie zasadzie trickle down effect. Czy rzeczywiście nie jest co najmniej poniżająca, a zatem obraźliwa dla większości każdej populacji. Ale to już ogólna kwestia moralitetu neoliberalnego.
    Wyrażam szacunek. Za głos rozsądku w sprawie „klątwy na ministra Rostowskiego” tym większy.
    Z szacunkiem,
    Jan Pietras

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy