Żniwa destruktorów

Zapiski polityczne

Chryja w Sejmie RP ukazała dobitnie rozmiar sił destrukcji działających na polskiej arenie politycznej. Co uważniejsi obserwatorzy mieli możność sprawdzenia faktu zaistnienia tego poważnego zagrożenia rozumnego rozwoju naszego państwa, ale boję się, że tak zwany przeciętny człowiek tego nie dostrzega. Mówię tak, gdyż odbywam sporo spotkań zarówno z gośćmi mego biura poselskiego, jak i zwyczajnie na ulicy, ponieważ jako postać łatwo rozpoznawalna za sprawą wieloletniej pracy w telewizji bywam często indagowany na tematy polityczne – przeto łatwo mi stwierdzić, że w szerokich kręgach społeczeństwa panuje straszliwy zamęt pojęć i wyobrażeń o naszej sytuacji politycznej i gospodarczej.
Zawdzięczamy ten zamęt dwóm groźnym grupom mącicieli. Pierwsza to politycy z jawnie destrukcyjnych ugrupowań, wśród których prym wiedzie Samoobrona. Jej animator szermuje na każdym kroku dezinformacją i obelgami rzucanymi świadomie i bezczelnie, na kogo tyko może. Słowa uznane powszechnie za obraźliwe, jak złodzieje, łapownicy i jeszcze bardziej zniesławiające, poseł Lepper wypowiada bez zastanowienia i tak sugestywnie, że jego politycznym zwolennikom nie przychodzi już do głowy myśl najważniejsza w tej sprawie, mianowicie to, iż nawiedzony poseł nie ma dla Polski żadnego programu pozytywnego. Umie okłamywać społeczeństwo i plugawić osoby uczciwe, ale nie są nikomu znane pomysły Samoobrony na ewentualne rządzenie krajem będącym w poważnych opałach w razie – nie daj Boże – dojścia lepperowców do władzy. A nie są znane z tego prostego powodu, że takich pomysłów to ugrupowanie nie ma. Jego kariera wzięła się z głoszenia jako pewników różnych podejrzeń, rzekomo wyjaśniających – łatwo i prymitywnie – co się właściwie w naszym kraju dzieje, że tak ciężko żyje się w nim milionom ludzi.
Te bzdurne, ale trafiające do milionów poniżonych i upokorzonych teorie są potem jak przez kalkę powtarzane jako święte prawdy zasługujące na wiarę. Słychać je, gdy Marian Krzaklewski prowadzi demonstrację zagrożonych utratą pracy robotników, ale w bardziej wyszukanej formie można je spotkać na łamach potężnej ilościowo destrukcyjnej prasy, której spora część znalazła się – dzięki liberalnym pomysłom transformacyjnym – w rękach obcych interesom Polski wydawców, choć i podszywające się pod katolickość brukowce, które są w rękach polskich, też wypisują piramidalne bzdury.
Prasa to jest w ogóle przeogromna potęga destrukcji myśli i pojęć sporej części Polaków. Mamy olbrzymie grono żurnalistów niziutkich lotów intelektualnych, ale silnych w piórze i obmowie. Przewijają się przez prasę różnego kalibru, nie wyłączając z tego grona nawet poważnych pism, tysiące kłamstw i pomówień co dnia. Pismacy miniaturowych formatów intelektualnych sądzą, że wzniosą się na szczyty zawodowego uznania, gdy obsmarują kłamliwie kogoś znanego lub gdy sfabrykują sensacyjne doniesienie o rzekomo wykrytej nieprawości, jakiej dopuszcza się polski rząd. Niejedno z tych plugastw bywa napisane na konkretne zamówienie, a wiadomo, iż wykonywanie takich zamówień jest nieźle wyceniane. Można to było obserwować, gdy atakowano ministra prof. Łapińskiego, który odważnie naruszył interesy firm farmaceutycznych, a także i zagroził dochodom niejednego lekarza uwikłanego w sponsoring uprawiany przez zagraniczne firmy farmaceutyczne.
Osobna grupa mącicieli umysłów ludzkich to tak zwani niezależni eksperci powoływani, a może i wynajmowani, do głoszenia rzekomo obiektywnych sądów z daleka tracących politycznym bądź biznesowym zamówieniem. Panowie ci, na ogół skłonni świadczyć swoje usługi siłom prawicy, pod szyldem takiego czy innego instytutu naukowego szerzą różne wątpliwe pomysły ekonomiczne jako nienaruszalne prawdy uznawane na całym świecie. Łże jak ekspert – takie powiedzonko wcześniej czy później musi się narodzić, bo za dużo słyszymy fałszywych świadectw przeciw prawdzie.
Nad tym wszystkim, co tu w olbrzymim skrócie kreślę, unosi się jedno bardzo smutne stwierdzenie. Interesy Polski są łatwo i często odsuwane gdzieś daleko, prawie w niebyt, na rzecz korzyści bądź to partyjnych, bądź wręcz zwyczajnie materialnych, jakie przynoszą destruktorom głoszone brednie albo uprawiane przez nich kłamstwa.
Polska się od tego nie przywróci. Nie ma w tej chwili wokół nas tych potęg i tych zagrożeń, które spowodowały klęskę Rzeczypospolitej Wielu Narodów, zakończoną rozbiorami. Natomiast dzięki działaniom destruktorów wychodzenie Polski z kryzysu transformacyjnego przedłuży się, gdyż nikt tu nie będzie rządził bez gigantycznych przeszkód wewnętrznych. Polacy poddawani nieustającej presji pomówień, podejrzeń i fałszywych oskarżeń będą coraz trudniejsi do kierowania, będą powstawały nieustające napięcia i zmiany preferencji politycznych, wprowadzające na salony władzy coraz to nowe grupy demagogów i politycznych pomyleńców. Rządy, jeśli mają swymi poczynaniami poprawiać los społeczeństwa, którym przychodzi im kierować, muszą się cieszyć pewnym minimum społecznego poparcia, gwarantującego rządzącym pewność jutra. W Polsce mamy do czynienia z fatalnym objawem ustawicznej huśtawki poglądów i preferencji wyborczych. Nic z tego dobrego nie wynika, chyba że – jak to miało miejsce ostatnim razem – kolejny rząd nie wykorzysta dobrze przyznanego mu czasu i doprowadzi państwo na skraj katastrofy, jak to się zdarzyło koalicji AWS-UW. Trudności ekonomiczne, jakie te nieszczęsne rządy Mariana Krzaklewskiego sprowadziły na kraj, już się znowu odbijają na poparciu dla tych, którzy chcą kraj z tego pokrzaklewskiego bagna wydobyć. Żniwa destruktorów, jakie z tej okazji możemy obserwować, źle służą naszej ojczyźnie.
30 października 2002 r.

 

Wydanie: 44/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy