Nagi tors agenta Tomka

Nagi tors agenta Tomka

Jak się zdaje, największym wydarzeniem politycznym ubiegłego tygodnia było ukazanie się nagiego torsu agenta Tomka nad walizą pełną pieniędzy. Zdjęcia obiegły prasę i internet. Półnaga gwiazda CBA w pretensjonalnej pozie, z głupawym wyrazem twarzy wygina się nad otwartą walizką z pieniędzmi. Dziennikarze oszaleli ze szczęścia. Wreszcie coś się dzieje! Zaczęli przepytywać polityków, co sądzą o tych zdjęciach. Politycy – zgodnie z oczekiwaniami: ci z Platformy byli oburzeni, ci z PiS i jego odrostów nie widzieli w tym nic złego. Przepytywany na tę okoliczność poseł Macierewicz zadeklarował swą jednoznacznie heteroseksualną orientację, a po tym zastrzeżeniu wyłączającym kontekst erotyczny oświadczył, że zdjęcia mu się podobają. Na odchodnym rzucił przez ramię, że publikowanie zdjęć operacyjnych jest przestępstwem. No, tu chyba przesadził. Czyżby lekka nadwaga agenta była aż tajemnicą państwową? Sam były agent, dziś poseł na Sejm, tłumaczył się przed kamerą swoim nieporadnym językiem, że nie chciał „spocić koszuli” i dlatego zdjął ją przed akcją. Tu ekssuperagent ujawnił kolejne tajemnice: że przed akcją pocił się z emocji i że miał tylko jedną koszulę. To ostatnie może sugerować, że do prowokacji użyto wszystkich pieniędzy z budżetu CBA, więc trzeba było oszczędzać na koszulach.
W tym całym błazeństwie do kwadratu (najpierw błaznował agent z walizą pieniędzy, teraz błaznują dziennikarze i politycy, robiąc z tego wydarzenie) jakoś umknęło to, że państwowy urząd szykował prowokację przeciwko byłemu prezydentowi Rzeczypospolitej, że prowokacja się nie udała, że nikt nie poniósł z tego powodu najmniejszych konsekwencji. Na dobrą sprawę nie wiadomo, kto aktualnie jest właścicielem kupionego przez CBA na fałszywe nazwisko domu w Kazimierzu. To ostatnie jest nieporównanie ciekawsze niż to, czy przed szubrawą akcją agent Tomek kucał półnagi nad walizą z pieniędzmi czy nie. No właśnie, może liczni dziennikarze śledczy ustalą, jaki jest aktualny status prawny tego domu? Kto faktycznie w świetle prawa jest jego właścicielem?
Kiedy w poprzedniej kadencji lewica przygotowała projekt nowelizacji ustawy o CBA, nieco ją cywilizując, projekt ów został odrzucony w pierwszym czytaniu głosami posłów PiS i Platformy. Ci ostatni swoją niemądrą decyzję odrzucenia go uzasadniali tym, że przejrzeli ukryty plan lewicy, chcącej przez nowelizację ustawy odwołać szefa CBA Mariusza Kamińskiego, którego wówczas Platforma jeszcze kochała, a premier Tusk obdarzał zaufaniem. Nie trzeba dodawać, że była to kompletna bzdura, zmiana ustawy nie przesądzała o tym, kto będzie szefem tej służby.
Dopiero później, gdy kolejną prowokacją CBA Mariusz Kamiński o mało nie wysadził w powietrze całego rządu z wciąż ufającym mu Tuskiem, przy lekkiej falandyzacji prawa został wyrzucony.
Ale nadal nikt nie rozliczył CBA z jego działalności: nieformalnych podsłuchów bądź wyłudzanych od sądu zgód na nie i prowokacji przekraczających dopuszczalne granice. Niby coś tam prokuratury próbowały wyjaśnić, ale jak to zwykle w takich sprawach bywa, wyjątkowo im nie szło. Swoją drogą, jak miało iść, skoro przez pół pierwszej kadencji Platformy i rządu Tuska na czele CBA stał apolityczny, cieszący się zaufaniem premiera Mariusz Kamiński? W ogóle Kamiński dokonał sztuki nie lada. Zanim został szefem CBA, formacji powołanej – pamiętajmy o tym – m.in. głosami Platformy, był fanatycznym politykiem. Teraz jest wiceprzewodniczącym PiS, ale w międzyczasie, w IV RP i przez pół pierwszej kadencji Platformy, był całkowicie apolitycznym funkcjonariuszem. Mało kto tak potrafi. Dlatego Tusk go doceniał. No, do czasu. Właściwie to Kamiński z tą swoją apolitycznością jest trochę podobny do rabina cudotwórcy ze znanej anegdoty. Gdy rabinowi wypadło podróżować w szabat, czego zabrania prawo, to uczynił on taki cud, że na lewo była sobota, na prawo była sobota, a w środku, gdzie kroczył rabin, był piątek.
Tak jak ze wszystkich przewinień Ziobry (zanim po sześciu latach napisano wniosek o postawienie go przed Trybunałem Stanu) najpoważniejsze było to, że uszkodził służbowego laptopa, również na razie największym przewinieniem CBA i agenta Tomka było to, że półnagi wyginał się z głupawą miną nad walizką z pieniędzmi. O tę minę wcale bym się nie czepiał, on po prostu taką ma.
Infantylizm polskiej polityki dorównuje infantylizmowi dziennikarstwa, obydwa zaś infantylizmy dorównują infantylizmowi agenta Tomka ujawnionemu na zdjęciach. Wszystko w normie.

Wydanie: 50/2012

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy