Czas gęstnieje

Czas gęstnieje

Od Brexitu czas gęstnieje z natłoku sensacyjnych wydarzeń. Sensacyjnymi stają się nawet te zupełnie niesensacyjne, jak np. zwyczajowe już zamachy terrorystyczne dokonywane m.in. w liberalnych krajach Europy przez fanatycznie nieliberalnych wyznawców Mahometa. Dlaczego wydarzenia tak przewidywalne za każdym razem wywołują sensację? Dlatego prawdopodobnie, że natychmiast po każdym zamachu na nowo ustala się przewaga poglądu, że wybuchy terroru nie mają nic wspólnego z napływem milionów imigrantów, a nawet przeciwnie, ci imigranci w przeważającej masie uciekli właśnie spod rządów terrorystycznych i z tej racji powinni być największymi zwolennikami prawa, pokoju i humanitaryzmu, jakich można sobie wymarzyć. Długo by mówić, jakim sposobem taki pogląd się ustala.

Prawdziwą sensacją jest odkręcenie się koła fortuny Asada, syryjskiego dyktatora. Już leżał na deskach, był liczony, aż tu nagle poderwał się i wygląda na to, że wygra. Jeśli istnieje polityk, którego obietnice pomocy można brać poważnie, to jest nim Putin ze swoim lotnictwem.
Jakiego kalibru sensacją jest wybór Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych, to się okaże niebawem lub nieco później. W polskich kręgach partyjnych, dziennikarskich i rządowych widać oznaki niepokoju przechodzącego niekiedy w słabo ukrywaną panikę, bo ci, którzy „stoją na narodu czele”, nie wiedzieliby, co ze sobą zrobić, gdyby poprawiły się znacząco stosunki amerykańsko-rosyjskie. Cała koncepcja polskiego państwa heroicznego by się zawaliła i trzeba by się zająć wewnętrzną pracą organiczną u podstaw, a to dla naszej klasy politycznej jest takie nudne! Jeśli odrywa się od słodkich rojeń o szpicach, siłach szybkiego reagowania, brygadach pancernych i ogólnie mówiąc od oczekiwanej wojny, i kieruje swoją uwagę do wnętrza realnego kraju, to po to głównie, żeby wszystkimi instytucjami wstrząsnąć, z Trybunału Konstytucyjnego zakpić, pieniądze pożyczać, żeby bezproduktywnie wydać, banki podatkami obłożyć, żeby ciułaczy potajemnie obrabować itp. Wreszcie inflację trzeba będzie spuścić na kraj, żeby dobrodziejstwa rządowe sfinansować. Gdy Solidarność przejmowała władzę, potrafiła wyłonić z siebie całkiem niezłą, w pewnych wypadkach nawet wybitną kadrę rządową. Gdy się tym wybitniejszym przyjrzymy, zobaczymy, że wszyscy oni mieli doświadczenie polityczne nabyte w PRL, jak Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek czy w węższym zakresie Leszek Balcerowicz. Przez ćwierćwiecze partie solidarnościowe nikogo takiego z siebie nie wydały i teraz, gdy PiS przeprowadza bardziej skomplikowaną operację polityczną, to musi sięgnąć po człowieka z PZPR, akurat trafił się prokurator Stanisław Piotrowicz. Jak na politykę PiS potrafi zareagować opozycja platformerska? Albo powtarza w kółko to samo, albo gdy jej już język kołkiem stanie, to resztą ciała mównicę sejmową zablokuje. Ukraińskie obyczaje rozszerzają swoje wpływy w Polsce.

Opozycja z góry neguje wszystko, co robią kaczyści. A przecież nikt nie jest nieomylny. PiS przeważnie chce źle, ale przez pomyłkę czasem coś zrobi dobrze. Przykładem dyplomacja wobec Białorusi. Do tej pory, przez dwadzieścia parę lat, była ona bez sensu. Prawdopodobnie w niedługim czasie wróci do tego bezsensu, ale na razie władza stawia kroki w dobrym kierunku i należałoby ją poprzeć choćby po to, żeby dłużej tak szła. A co się słyszy ze strony opozycji? Z Łukaszenką nie honor demokratom się zadawać, Łukaszenka nie jest salonfähig. Możliwe, ale podejdźmy do sprawy od strony metod rządzenia. Przeciw manifestującej opozycji Łukaszenka jednak czołgów nie wysyłał, do swoich obywateli z armat nie strzelał. Robił to wszystko nasz sojusznik z Kijowa i nie wyrzeka się tego na przyszłość. Jeżeli istnieje gdzieś władza mająca znamiona gangsterskiej, to w Kijowie, nie w Mińsku. Czy się Warszawie uda wyłuskać Białoruś z objęć Rosji, to zagadnienie z tak dalekiej przyszłości, że mnie to na razie nie interesuje.

Zacząłem od Brexitu i na tym skończę. Przemówienie Theresy May, premier Wielkiej Brytanii, wygłoszone kilka dni temu, było znakomite. Będziemy współpracować i pozostaniemy w przyjaźni z Unią Europejską – mówiła. – Układy obronne, wojskowe, wywiadowcze będą nienaruszone, ale nasze narodowe powołanie jest globalne, a nie tylko europejskie, naszymi sojusznikami są kraje anglosaskie, bliskie nam są te, z którymi związała nas historia, więc nie tylko Ameryka Północna, Australia, Nowa Zelandia, ale także Indie, Pakistan, Bangladesz, niektóre afrykańskie. (Relacjonuję swoimi słowami, ale dokładnie). To proste przedstawienie oczywistego faktu musi Polaka zepchnąć z toru myślenia, do którego się przyzwyczaił. Niektóre narody na antypodach są Anglikom bliższe duchowo (co za staroświeckie słowo! – a poza tym „duchowe” to są Niemcy, a nie Anglosasi!) niż bliżsi przestrzennie Polacy, Litwini czy Rumuni.

Euroentuzjaści ciągle się uskarżają, że Brytyjczycy głosowali za Brexitem, ponieważ zostali przez tabloidy wprowadzeni w błąd. Nie sądzę. Połowa z nich doskonale wiedziała, że Polaków nie lubi. Problem imigracji był głównym w tym referendum.

Anglia odwiecznie miała najlepszy ustrój polityczny i ekonomiczny w Europie, jak mogło do tego dojść, że zgodziła się na jakiś czas nagiąć do ustaw wymyślonych dla narodów, które same przyznają, że stoją niżej. Dla Polski przynależność do Unii Europejskiej to czysta korzyść, dla Anglików strata.

Wydanie: 4/2017

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy