Potrzeba nadziei

Potrzeba nadziei

Koniec roku. Jedni robią sobie podsumowujące bilanse, a inni rachunki sumienia. Z roku na rok więcej jest tych pierwszych. To znak czasu, że świat i ludzi widzimy przede wszystkim w kategoriach interesu, a człowiek jest nam potrzebny, o ile może się przydać do załatwienia jakiejś sprawy. Ci najbardziej widoczni gromadzą kolejne ekskluzywne dobra, ale większość ludzi szuka sposobu, by związać koniec z końcem. By jakoś przeżyć. Jest w tej postawie determinacja, ale też i desperacja. Nie ma niestety najważniejszego, czyli nadziei. A bez niej nie da się zbyt wiele zdziałać, zwłaszcza w Polsce, która ma przed sobą ogromne problemy gospodarcze i społeczne. I z Polakami, którzy bardzo potrzebują napędu. Uskrzydleni potrafimy wspinać się wysoko i robić rzeczy, które zadziwiają świat i nas samych. W kryzysie i w biedzie nie jesteśmy jednak zbyt solidarni. I rzadko też nasza filantropia wychodzi poza rodzinę i własną grupę towarzyską. Wigilijny obyczaj z dodatkowym nakryciem czekającym na niespodziewanego gościa robi się coraz bardziej pustym gestem.
W kraju tysięcy bezdomnych, biednych i samotnych ludzi zabrakło dla nich zaproszeń na wigilijną wieczerzę. Będziemy oczywiście, zwłaszcza w okresie świątecznym, mówili o tradycyjnej polskiej gościnności i o tym, jak to Polak Polakowi bratem. Proza życia przeczy tym słowom i coraz bardziej zapisuje je po stronie mitów narodowych.
A rok zapowiada się trudny. Na domiar złego od paru lat powtarza się taka zapowiedź. I co gorsza, ciągle się sprawdza. Po szalbierzach, którzy jesienią stracili władzę, została nam tylko lista długów. No i jeszcze coś. Bezczelność, która pozwala po paru tygodniach odżegnać się od własnej odpowiedzialności za skutki ich polityki. Dziś są to już zagorzali i butni krytycy nowego rządu.
A my? Zmęczone, oszukane, pokiereszowane psychicznie społeczeństwo najbardziej potrzebuje dziś nadziei. Że może być choć trochę lepiej. Że jak jest tak trudno, to będzie chociaż uczciwiej i sprawiedliwiej.
Nowy Rok to nowe nadzieje, nowe plany i marzenia. Znaczna część z nich zależy na szczęście tylko od nas. Nie zmarnujmy tego.

Wydanie: 52/2001

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy