I strasznie, i śmiesznie

I strasznie, i śmiesznie

Nieszczęścia podobno chodzą parami, a w Polsce to nawet stadami. Wystarczyło na osiem miesięcy zostawić w spokoju zbudowaną przez Jarosława Kaczyńskiego wielobranżową strukturę władzy, by mogła się ona otrząsnąć z porażki wyborczej. Mamy więc powrót do niedawnej przeszłości. Widzimy, jak coraz szybciej i coraz bezczelniej wraca stare. Wraca do dobrze nam znanych obyczajów i metod działania. Po kilku miesiącach chodzenia z ogonem podkulonym ze strachu przed rozliczeniem z bezprawia i patologii, jakie rządy PiS, Samoobrony i LPR zafundowały Polakom, ekipa Jarosława Kaczyńskiego uznała, że ze strony obecnej władzy niewiele już jej grozi.
Impotencję decyzyjną PO w sprawie rozliczenia ich rządów politycy PiS uznali za zjawisko na tyle trwałe, że już mogą sobie pozwolić na coraz bardziej otwartą wojnę z nową władzą. Tym bardziej, że ciągle dysponują potężną bronią w postaci całkowicie przez siebie opanowanych mediów publicznych, z TVP Andrzeja Urbańskiego na czele i jednoznacznie PiS-owskim Instytutem Pamięci Narodowej.
Sprawa Wałęsy pokazała, jak sprawnie skorelowane są działania tych dwóch instytucji. Jak przebiegle i jednocześnie jak skutecznie wykorzystuje się budżetowe pieniądze płynące od wszystkich podatników do propagowania jednej ideologii i jednego punktu widzenia.
PiS-owska mniejszość zawładnęła tymi instytucjami tak dalece, że są one w stanie wylansować każde kłamstwo. Haniebny film o Wałęsie puszczony w telewizji publicznej pokazuje, że nie ma takiego numeru, którego by tam nie wykręcono, jak tylko będzie polityczne zamówienie.
Warto też spojrzeć na ostatnią awanturę w szerszym kontekście. Sprawa Lecha Wałęsy oprócz osobistych rozrachunków małych ludzi marzących o wielkości jest też przez nich traktowana jako swoisty test przed kolejnymi akcjami nowej wojny. Na nazwisku Wałęsy nie kończy się przecież lista wrogów braci Kaczyńskich. Jeśli tylko uda się im narzucić proponowany przez IPN-owców obraz Wałęsy, to nie będzie już żadnej tamy, która by wstrzymała kolejną wojnę.
To, co pokazują instytucje będące własnością wszystkich Polaków, to żywy dowód bezsilności władzy. Przede wszystkim parlamentu i rządu. Ta kunktatorska postawa szybko otworzy drogę do głębszego, niż wielu dziś sądzi, kryzysu. Wyborcy PO, PSL i LiD będą mieli prawo do głębokiego rozczarowania bezradnością swoich reprezentantów. Nie po to głosowali przecież za przyśpieszonym odrzuceniem PiS-owskiego eksperymentu, by teraz tolerować jego powrót. I to w jeszcze bardziej cynicznej i agresywnej formie.
Tak jak nie daje o sobie zapomnieć były premier, tak nie zmienia swoich kuriozalnych zachowań aktualny prezydent. Do annałów dziwolągów polskich z pewnością przejdzie opowieść, jak to wysłał szefową swojej kancelarii, Annę Fotygę, z misją do USA. Z misją w sprawie budowy w Polsce amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Możliwości są dwie. Albo rząd chce taką umowę niebawem podpisać i prezydent chce się do tego wydarzenia dopisać. Albo chce potwierdzić to, co o nas mówią urzędnicy Busha, że Polska jest 51. stanem USA.
I tak oto dzięki wysiłkom braci Kaczyńskich znowu zrobiło się w Polsce i strasznie, i śmiesznie.

Wydanie: 27/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy