Obłąkana prawica, nieporadny rząd i wirtualna lewica

Obłąkana prawica, nieporadny rząd i wirtualna lewica

Premier Tusk i jego rządowa ferajna od początku nowej kadencji zaliczają wpadkę za wpadką. Ale jeśli bierze się do rządu wygodnych figurantów, to trzeba się liczyć z porażką na zewnątrz. Zarówno na lokalnym podwórku, jak i w polityce zagranicznej. Bałagan w służbie zdrowia trwa w najlepsze. Zaciskanie pasa społeczeństwu przybiera absurdalne formy. I jeszcze kompromitacja wśród młodych Polaków w sprawie kontroli internetu. ACTA, która zrodziła się w Stanach Zjednoczonych, pilnuje przede wszystkim interesów amerykańskich koncernów komputerowych, muzycznych i filmowych. I tak należy rozumieć w tym przypadku hasło „ochrony własności intelektualnej”. Soft power, władza produktów amerykańskiej popkultury, jest równie ważna dla zachowania wpływów Waszyngtonu w świecie jak hard power amerykańskich lotniskowców. Tusk zachowuje się w sprawie ACTA jak wierny lokaj wobec amerykańskiego pana. Myśląc pewnie, że ta umowa międzynarodowa będzie stanowić przy okazji dobry pretekst do nadzoru i kontroli nad obywatelami w internecie. Po rekordowej liczbie podsłuchów telefonicznych w Polsce czas na kontrolę internetu.

Szukanie na każdym kroku pieniędzy, którymi można zapchać dziury w budżecie państwa, przybiera coraz bardziej niedorzeczne formy. Władze lokalne wymyślają nowe podatki (ostatnia moda to podatek od deszczu i śniegu), a rząd bije światowe rekordy w tworzeniu obciążeń finansowych wybranych instytucji. Ostatni rządowy hit to tzw. podatek od kopalin. Nie dotyczy on jednak wszystkich bogactw gromadzonych pod ziemią (nie ma w nim mowy o węglu, ropie czy ulubionym złudzeniu rządu – gazie łupkowym). Podatek wbrew nazwie dotyczy tylko miedzi i srebra wydobywanych przez KGHM. Ktoś mógłby pomyśleć, że to zemsta rządu PO na zagłębiu miedziowym, gdzie PO zawsze uzyskuje słabe poparcie wyborcze. Bo jak inaczej nazwać koncepcję rekordowego podatku na poziomie ok. 75% (w Szwecji ok. 29%, w Chile 37%)? Rządowy projekt wyprzedza nawet Ghanę (52%) oraz Uzbekistan (63%) – nigdzie na świecie nie wprowadzono takiego haraczu. Spowoduje to konieczność zwolnienia kilku tysięcy ludzi i zamknięcia części kopalń, w których wydobycie przestanie być opłacalne. Może właśnie o to chodzi, żeby dobić KGHM, a następnie go sprywatyzować? Coś, co nie udało się przez ponad 20 lat naporu i dominacji bełkotu neoliberalnego, może w końcu uda się rządowi Tuska. Zlikwiduje największe na Dolnym Śląsku gniazdo znienawidzonych przez PO związków zawodowych. A przy okazji dobije kurę znoszącą złote jaja zarówno budżetowi państwa, jak i finansom całego regionu. Warto wspomnieć, że suma podatków, jakie odprowadza KGHM do budżetu państwa, przewyższa wielkość podatków nakładanych w Polsce na banki. Jeśli chodziłoby tylko o dodatkowe dochody, może warto zajrzeć właśnie do kieszeni bankowców czy też kompromitujących się OFE.

Niektórzy zwracają uwagę, że zagłębie miedziowe to okręg wyborczy Grzegorza Schetyny i pomysł z dobijaniem KGHM jest odpryskiem wojny między Tuskiem a Schetyną. Tylko dlaczego mieszkańcy regionu mają cierpieć z powodu konfliktów wewnętrznych w PO? Jeśli nawet ta koncepcja jest przesadzona, to faktem jest, że obecność Grzegorza Schetyny w rządzie nie pozwoliłaby na gnębienie zagłębia miedziowego. Tak czy siak po tej decyzji notowania PO na Dolnym Śląsku z pewnością nie wzrosną. Ale to małe pocieszenie i zbyt niska cena za zamach na KGHM.

Nie lepiej wiedzie się premierowi Tuskowi na froncie polityki międzynarodowej. Gdy pokazano mu miejsce w szeregu na salonach unijnych, postanowił się obrazić na postawę Unii i wbrew zdrowemu rozsądkowi, standardom demokracji i wartościom europejskim stanąć w obronie prawicowego autorytaryzmu na Węgrzech. W ten sposób ustawił się w jednym szeregu z Młodzieżą Wszechpolską, skinheadami z ONR i inną prawicową zbieraniną, która solidaryzowała się pod ambasadą Węgier z Orbánem wbrew woli samych Węgrów. Taki gest premiera Tuska nie zmieni polityki Unii Europejskiej. Jedynie jemu samemu skomplikuje życie – kiedy społeczeństwo w Polsce zwolni Tuska z funkcji premiera, będzie miał większe problemy z otrzymaniem jakiegoś dobrego etatu w Europie. Wtedy będzie skazany na walkę z prezydentem Komorowskim o to, kto jest lepszym kandydatem na prezydenta. A to oznacza kolejne kłopoty dla rządu i PO.
Patrząc na to z boku, można powiedzieć, że sytuacja generalnie jest kiepska, ale idealna dla każdej opozycji. Pod warunkiem jednak, że ma ona coś do powiedzenia i chce uprawiać politykę głową, a nie innymi częściami ciała. PiS, jak wiadomo, łatwo daje się wpuszczać w mgłę smoleńską i swoim obłąkaniem skutecznie odwraca uwagę od realnych problemów społecznych. Za to SLD zachowuje się, jakby tych problemów w ogóle nie widział i nie potrafił zaproponować nowej wizji Polski i Europy. Uległość wobec rządu PO, który skazany jest na porażkę, w żaden sposób nie może poprawić notowań SLD. Panie przewodniczący Miller, na co pan czeka? Kiedy usłyszymy lewicową opowieść o Polsce? Czy lewica będzie obecna tylko w internecie, czy też ma wybrać emigrację polityczną?

Wydanie: 5/2012

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy