Bo my, Polacy, tak mamy…

Bo my, Polacy, tak mamy…

Hasło kampanii reklamowej portugalskiej sieci tanich sklepów występujących w Polsce pod nazwą Biedronka miało grać na patriotycznych nastrojach. Wywołało od razu protest Stowarzyszenia „Stop wyzyskowi – Biedronka”, które zwróciło uwagę na kiepski los pracowników tej sieci sklepów, osiągającej w Polsce rekordowe zyski. Portugalska firma Jeronimo Martins, która jest właścicielem sklepów Biedronka, może budować swoją potęgę finansową nie tylko na beznadziejnym opłacaniu pracowników, ale i na biedzie Polaków.
„Bo my, Polacy, tak mamy”, że zarabiając średnio 500 euro miesięcznie, większość dochodów wydajemy na jedzenie i opłaty za mieszkanie. Większości z nas nie stać na więcej. Stąd tak duża popularność w Polsce tanich dyskontów, gdzie rodacy masowo dokonują zakupów.
Ostatnio w czasie strajku generalnego na Śląsku premier Tusk stwierdził, że od protestów i akcji strajkowych nikt się jeszcze nie wzbogacił i gospodarka od tego się nie rozwija. Nie ma racji nasz premier. Gdyby popatrzył na dzieje Europy Zachodniej, która tak bardzo go przyciąga, że chętnie zająłby w niej jakąś dobrze płatną posadę, wiedziałby, że dobrobyt i przyzwoity standard życia zachodnich Europejczyków osiągnięto nie dzięki łasce, a raczej niełasce rynku, lecz dzięki twardym walkom społecznym ostatnich dwóch stuleci. Bez masowego ruchu pracowniczego i związkowego brytyjskie dzieci być może nadal pracowałyby w kopalniach, jak to było w XIX w., a czas pracy wynosiłby 14 godzin. Te standardy znów się marzą niektórym przedsiębiorcom i zatroskanym ekspertom ekonomicznym. Ale na szczęście nie mają szans na powrót w Europie – nawet w czasach kryzysu panującego systemu. W Polsce jednak wszystko jest możliwe…
„Bo my, Polacy, tak mamy”, że nie potrafimy obecnie organizować się i walczyć wspólnie o przestrzeganie praw społecznych. Bardziej cieszy nas porażka sąsiadów i znajomych niż wspólny sukces. Dlatego tak łatwo można manipulować dziś mieszkańcami naszego coraz bardziej szarego kraju.
„Bo my, Polacy, tak mamy”, że nie czytamy ani książek, ani poważnych gazet, a całą wiedzę o świecie czerpiemy z komercyjnej telewizji albo z plotkarskich i tabloidowych portali internetowych. W ten sposób więcej wiemy o rozwodzie perfekcyjnej pani domu i nowych butach dla papieża niż o tym, czym można zastąpić absurdalny system emerytalny OFE, który ostatecznie kompromituje się w Polsce. A przecież całkiem niedawno asy rządzącej PO – jeszcze pod szyldem AWS lub Unii Wolności – twierdziły, że OFE zapewnią dobrobyt polskim emerytom. Zapomniały dodać, że tylko wybranym emerytom – np. emerytowanemu premierowi Buzkowi, jednemu z autorów tej pięknej katastrofy.
„Bo my, Polacy, tak mamy”, że zamiast zajmować się realnymi problemami, dajemy się napuszczać na zupełnie nieistotne tematy. A zamiast myśleć o przyszłości, uwielbiamy tarzać się w martyrologii i narodowych tragediach. Kolejna rocznica katastrofy smoleńskiej znów pozwoli na kilka dni odwrócić uwagę opinii publicznej od fatalnego stanu służby zdrowia, rosnącego bezrobocia i coraz większej apatii społecznej.
„Bo my, Polacy, tak mamy”, że bliższe nam są zabobony, magiczne rytuały i uleganie chwilowym emocjom niż racjonalne myślenie i systematyczna działalność. Wiara w cuda w kraju nad Wisłą jest jednak popularniejsza niż świadomość, że rzeczywistość jest bardziej złożona i jej zmiana wymaga sporego wysiłku. A proste i głupie obietnice łatwiej trafiają do ludzi niż bardziej skomplikowane prawdy.
„Bo my, Polacy, tak mamy”, że kiedy w Europie śmieją się z nas, my się obrażamy, zamiast zastanowić się nad powodem tych kpin. Brak poczucia humoru, zacięte twarze i góra kompleksów od Bałtyku do Tatr to polska codzienność. Wolność wyboru polega zazwyczaj na tym, że narodowe schematy myślenia mogą być pielęgnowane w dwóch kulturowych obrządkach: albo w bogoojczyźnianych oparach, albo w popkulturowym sosie. W wymiarze politycznym przekłada się to na wybór między PiS a PO. Podstawowa substancja budująca te byty jest jednak zazwyczaj ta sama.
„Bo my, Polacy, tak mamy”, że znamy się w teorii na wszystkim – polityce, sporcie, budownictwie, ale w praktyce gorzej nam to wychodzi. Wszystko na pokaz – z religijnością i mitem silnej rodziny na czele. I choć praktyka weryfikuje większość tych mitów, to i tak lubimy napinać mentalne muskuły, jakkolwiek wszyscy widzą, że to tylko gra pozorów. Ale my, Polacy, tak mamy…

Wydanie: 15/2013

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy