Czarny tulipan

Czarny tulipan

Im dłużej trwa kaczyzm, tym bardziej chciałoby się zapaść pod ziemię z zażenowania i zgryzoty. Albo na podobieństwo wielu innych ssaków zapaść w hibernację, ale taką wielozimową: zbudzić się dopiero, gdy pisowska katastrofa się skończy. Dałbym radę, zgromadziłem zapasy tłuszczu na niejeden sezon, postanowiłem zatem podpatrzeć z bliska, jak to się robi.

Odkryłem w życiu parę większych jaskiń, ale właściwie mogę odwiedzać tylko jedną spośród nich, pozostałe już dla mnie za ciasne, a ta najpiękniejsza zamknięta włazem i udostępniana wyłącznie na specjalne zezwolenia naukowe. Nie muszę dodawać, że to nie jaskinie się skurczyły, ale ja wzdąłem. Paradoks polega na tym, że choć groty niezmienne od setek tysięcy lat, subiektywnie zmieniły się dla mnie także topograficznie: to, co niegdyś było zaciskiem, dziś jest nieprzebywalnym zwężeniem korytarza, tam, gdzie na planie widniał wygodny przełaz, dziś z trudem się przeciskam, gdzie niegdyś przemykałem żwawo, dziś przedostaję się zasapany. Czyli, pardon my French, w starej i znanej dziurze jestem, a jakbym ją pierwszy raz penetrował.

Wystarczyło zatem zniknąć z powierzchni ziemi i od razu zrobiło się optymistycznie: jaskinia jest jedną z największych sypialni podkowca małego, w Polsce zagrożonego wyginięciem; policzyliśmy je, okazało się, że 17 lat po odsłonięciu otworu liczba hibernujących ssaków w jaskini się nie zmniejsza. Z podkowcami trzeba szczególnie uważać, bo w przeciwieństwie do wielu innych gatunków nie mają w zwyczaju szukać na zimę niedostępnych pęknięć w stropie, ciasnych szczelin, tylko wiszą, gdzie popadnie, najchętniej podwieszone na płaskim suficie w przestronnych salach (jakby cierpiały na klaustrofobię). W dodatku nie zbijają się w kolonie, jak to robią na przykład nocki, aby się wzajemnie ogrzewać, podkowce zdają się przedkładać samotność nad instynkt stadny, ja to rozumiem – choć sam chrapię, nie zasnę, kiedy kto inny to robi, osobna sypialnia to niezrównany komfort. „I nagle on, wskazując mi jakieś dwie / wiszące na sąsiedniej skale / proponuje, byśmy się do tych dwóch przywiesili / a ja mówię / daj mi spokój / ja nie mam ochoty / ja to pierdolę / jestem w nastroju / nieprzywieszalnym”, jak pisał muzykujący poeta nietoperz.

Ekscentryczny to gatunek, zasypia nietypowo, jako jedyny owinięty błonami skrzydeł niczym kokonem, co czyni kształt śpiącego podkowca wybitnie charakterystycznym – gdyby je odwrócić nogami do dołu, wyglądałyby jak czarne tulipany. Kiedy widzi się ich „łan” – bo choć niezbite w gromadę, nie dotykając się, często wybierają to samo dormitorium i w jednej komorze można ich naliczyć kilkanaście – efekt jest niesamowity, w surowym królestwie przyrody nieożywionej ze skalnych ścian „wyrastają” czarne kwiaty. Nie należy im przeszkadzać, podczas zimowych wizyt w hibernakulum najlepiej nie przystawać nawet na moment w ich pobliżu, bo ich sen, choć głęboki, łatwo przerwać, a wtedy też łatwo o chiropterologioczną tragedię. Niedźwiedź wybudzony zimą trochę pomarudzi, połazi po okolicach gawry i wróci do barłogu, żeby dospać do marca; nietoperz może już wiosny nie dożyć. Ich organizmy są na zimę otłuszczone, ale wybudzenie z hibernacji, kiedy na powierzchni panuje mróz i komara nie uświadczysz (podkowiec musi zeżreć ich parę tysięcy dziennie, żeby się nasycić), kosztuje niepowetowaną stratę energii. W jaskini panuje prawie stuprocentowa wilgotność powietrza, dzięki czemu nie usychają, ale zdarza im się zamarzać, jeśli niefartownie wybiorą nocleg zbyt blisko otworu w jaskini o dynamicznym mikroklimacie – zdarzało mi się widzieć nietoperze zatopione w lodzie.

Podczas akcji cyklicznego liczenia podkowców spoglądam na nie z zazdrością, pomimo tego, że są całkowicie bezbronne – ale też jedynym zagrożeniem może być dla nich zły lub głupi człowiek. Podobnie jak dla nas, którzy jednak od zła i głupoty nie możemy tak łatwo się odizolować: tymczasem pod ziemią Pegasus nie zadziała, czas z ludzkiej perspektywy właściwie stoi, tektonika pozostaje stabilna, nienaruszalna, nie ma rewolucji wśród skał, chyba że raz na milion lat, kiedy coś się zawali samoistnie. Móc się schować pod własnymi skrzydłami – to jest dopiero supermoc, tej umiejętności powinni uczyć wszyscy psychoterapeuci.

w.kuczok@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 5/2022

Kategorie: Felietony, Wojciech Kuczok

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy