Dzień Niezdecydowanych Kobiet

Póki jeszcze nie wiadomo do końca, czy Jarosław Kaczyński rozwiąże parlament, czy go zwiąże jeszcze bardziej, póki Roman Giertych i Andrzej Lepper nie wiedzą, czy stabilizować rząd, czy go nie stabilizować, sprawdzając raz dziennie publicznie, co się bardziej opłaca, póki media nie wiedzą, czy są wolne, czy nie, porozmawiajmy o kobietach, których nikt nie rozumiał, dopóki nie pojawił się ojciec dyrektor, co zostało udokumentowane wypowiedzią jednej pani, która rzekła do kamery: „Tylko ojciec Rydzyk rozumie nas”. Tu zdjęła przed nim beret z taką gracją jak trzeci muszkieter przed kardynałem Richelieu.
U nas 8 marca jest w dużym stopniu poniżany, bo to przecież jeszcze jedno wypaczenie komuny, więc nie wiadomo, co z tym robić, bo panie święto lekceważą, ale kwiaty przyjmują i nawet nasz ulubiony pan prezydent postanowił je zauważyć, ale na wszelki wypadek tylko te, które aktualnie posiadają synów i mężów w Iraku.
A w innych krajach byłego związku to w dalszym ciągu dzień nieustającej balangi i na przykład nasz dobry sąsiad, którego Polska nie chce pokochać tylko dlatego, że ów ma kieszenie wypchane setką amerykańskich miliardów dolarów, czyli Aleksander Łukaszenka, z okazji Dnia Kobiet urządził na Białorusi amnestię i wypuścił na wolność kobiety w ciąży, to znaczy jeszcze nie wypuścił, ponieważ nie powiedział, czy chodzi o te, które zaszły w ciążę w więzieniach, czy te, które wcześniej, będąc jeszcze na wolności. Tak czy inaczej na kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi to jest gest. Bo pan prezydent Łukaszenka wybiera się na to stanowisko po raz trzeci, po tym jak przewodniczący związków zawodowych uświadomił mu, że ludzie powinni wybierać przede wszystkim tych, których lubią. No i okazało się, że pan prezydent jest jedynym lubianym. No a tym, którzy go nie lubią, akurat zrobił wolne miejsca po kobietach w ciąży.
Z kolei na Ukrainie ogłoszono w tym pięknym dniu wyniki konkursu na najpiękniejszą milicjantkę kraju, która otrzymała za swoją urodę kwiaty, kolorowy album o milicji z jej szefem na pierwszej stronie, telefon komórkowy z doładowaniem na 50 minut i – co najważniejsze – kryształowy pistolet, z którego ani nie można się napić, ani włożyć do niego kwiatów.
U nas mężczyźni, których spotkałem, nieśli kwiaty, chowając je za plecami, żeby nie było wstyd… Może dlatego nawet i pan prezydent wyjechał do Niemiec w ten dzień.
Ja tam swoim dźwigałem z podniesionym czołem.
Jeszcze.

 

Wydanie: 11/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy