Wentylacja mózgu

Wentylacja mózgu

Zamiarem PiS jest gruntowna wymiana elit, niektórzy mówią, że jak w czasach PRL. Po 1945 r. było jednak inaczej. Po pierwsze, panował terror, więc było łatwiej. Po drugie, komuniści uwiedli niemal całą elitę. Zdecydowana większość polskich intelektualistów, naukowców i artystów „po dobremu” dała się złapać w pułapkę nowej wiary. Powody były skomplikowane. Wśród nich poczucie, że sytuacja jest bez wyjścia, był to świat po końcu świata. Teraz jest alternatywa. Zniewolenie umysłu dotknęło wtedy najtęższe umysły.

PiS ma za to niebywałą nędzę intelektualną i artystyczną po swojej stronie. Jakby mało było nieszczęść, niektórzy znani publicyści prawicowi zaczynają mieć wątpliwości. I są wolne media, jest internet. A niemal wszyscy intelektualiści są wrodzy PiS, przygniatająca część inteligencji. Znajomy lekarz ortopeda mówi: „Znam tylko dwóch lekarzy pisowców”. Ja natomiast wśród obecnych, czyli „czynnych” znajomych, nie mam nikogo z tej opcji.

Kończę grać w tenisa z kolegą. Wchodzi na kort czwórka do debla, panowie w średnim wieku. Jeden cały czas mówi: „Za dumę narodową będziemy płacić 7 zł za litr benzyny. Paranoicy! Wyrzucą nas z Europy, za to będziemy mieć dumę narodową, budżet rozpieprzą, ale będzie to klęska nadziana dumą narodową”. Zwraca się do mnie: „Ale jeden z naszej czwórki to pisowiec, pan sobie wyobrazi, a gramy w tenisa tyle lat. Kto by się spodziewał, że spotka nas takie nieszczęście?”.

Na parkingu czyha na kierowców ekipa telewizyjna. Zaczepiają mnie, nie wiem, o co chcą pytać, ale kiedy widzę podtykany pod nos mikrofon z logo TVP, mówię: „Nie mogę, mam odruchy wymiotne”. Niegrzecznie, prawda. Co z tego, że byłem szczery? Nie zawsze należy mówić prawdę. To nie byli przecież ludzie od programów politycznych. Tu też wraca PRL. Praca w programach informacyjnych była wtedy i jest teraz hańbą.

W Międzylesiu jestem u fryzjera, pana Stefana. Śpi smacznie, leżąc na krzesłach. Budzę go niechętnie, mam szacunek dla cudzego snu, bo sam cierpię na bezsenność. Na krześle PRZEGLĄD. Pan Stefan to pisowiec, więc jak to możliwe? Okazuje się, że jakiś klient przyniósł tygodnik. Jednak klientów brakuje. Pytam, ilu miał dzisiaj. „Od rana półtora”, odpowiada z właściwą sobie ironią. Potem narzeka na wycinkę drzew. PiS otworzyło tyle frontów naraz, że muszą mu spadać notowania w sondażach. Teraz szykuje się zakaz handlu w niedzielę, co dotknie miliony ludzi. Ma to wzmocnić rodzinność Polaków. Będą mogli dłużej oglądać telewizję publiczną. Pan Stefan, by urozmaicić sobie strzyżenie, włącza telewizor i rządowy kanał. Potok kłamstw i manipulacji działa na mnie jak hipnoza. Jak gardzić muszą Polakami ci, którzy karmią naród taką papką? Że Jacek Kurski jest człowiekiem podłym, zawsze wiedziałem, ale zaskoczyła mnie skala podłości. To jest zbrodnia kłamstwa. I niesamowite, że jego brat Jarosław kieruje teraz „Gazetą Wyborczą”. Trudno o większy paradoks.

Już przy kiosku rzucam okiem na pisma narodowe. Okładki w guście karykatur z czasów stalinowskich. W „Gazecie Polskiej” Tusk w mundurze Wehrmachtu. Po co im tyle nienawiści? Zapewne, by wzniecać rewolucyjny zapał. Ale też cierpią na autentyczny szczękościsk, sami sobie przytrzasnęli język. A to boli.

Telefon komórkowy zmienia formę umierania i wzmaga współodczuwanie z odchodzącymi. A jednak śmieć zawsze nas zaskoczy, tak jest radykalna jak ostateczne nieistnienie. Jurek zadzwonił do mnie niedawno, byliśmy kiedyś blisko, nie widzieliśmy się dwa lata. Mówił, że ma raka, umiera. Wykryto u niego chorobę w ostatnim stadium. Dzwonię potem do niego codziennie, przez dwa tygodnie, do końca. Zachował pełną jasność umysłu, brak złudzeń i odwagę. W takich chorobach koszmarem jest też to, że człowiek musi jeść, a jak je i pije, musi to wydalić. Cała człowiecza kanalizacja wychodzi na wierzch. Z cierpieniem innych utożsamiamy się najmocniej, jeśli nasza sytuacja jest analogiczna. Starszy ode mnie tylko o dwa lata, też miał późno dziecko, chłopczyk jest w wieku moich chłopców. Nie wolno tego robić dzieciom. Świetny fotograf, artysta. Nie był religijny. A jednak opowiadał mi, że zrobił rachunek sumienia, przypominając sobie wszystkie złe rzeczy, które robił w życiu. Nie po raz pierwszy byłem świadkiem, jak ateista umiera odważniej niż wielu wierzących. Każda wiara podmyta jest niewiarą i na odwrót.

Żeby zakończyć smutny tekst wesoło. Pani Frania sprzątała u mnie przed laty. Pochodziła z biednej mazowieckiej wsi, malutka, chudziutka, żywa jak iskra. Widząc moją depresyjną biedę, powiedziała: „Bo pan za dużo myśli. Powinien pan mieć bardziej dziurawą głowę, jak ja – pokazuje – tu wchodzi, a tam wszystko wychodzi. Dzięki tej wentylacji jestem szczęśliwa”. Pisarz wentyluje się, pisząc, o czym pani Frania nie wiedziała, bo nie umiała czytać.

Wydanie: 13/2017

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Komentarze

  1. Dom
    Dom 29 marca, 2017, 07:23

    A może co nieco do wpisu i jego treści by się pan odniósł.
    Atakowanie autora jako osoby jest jałowe i bardzo niegrzeczne.
    Bardzo źle to świadczy o panu, a fe.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy