Wydychane powietrze

Patrząc na wyniki sondażu ogłoszone tuż przed Nowym Rokiem w „Wyborczej”, można dojść do wniosku, że przyśpieszone wybory nic by PiS nie dały, ponieważ jak się ma 37%, to się nie ma w dalszym ciągu przewagi w Sejmie i tylko zyska Samoobrona, która mimo że traci z miesiąca na miesiąc, staje się coraz bardziej upierdliwym języczkiem u wagi nowego rządu.
Piszę, upierdliwym z samej tylko czystej ciekawości, jak pan przewodniczący na to zareaguje, ponieważ odkąd wbił się w garnitury od Bossa i Pierre’e Cardina, coraz bardziej przeszkadzają mu słowa, których wcześniej powszechnie używał, a które w dzisiejszych czasach coraz bardziej ranią jego coraz bardziej delikatne uszy. Stąd i wsparcie moralne dla tych, którzy będą zmuszać dziennikarzy do stosowania etyki, której nikt jeszcze dzisiaj nie zna. I stąd doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstw przez Stefana Niesiołowskiego, który nie dość, że jest teraz bardziej liberalny od samego Balcerowicza, to jeszcze nazwał pana przewodniczącego „ćwokiem z chamskim rechotem”, a jego świtę „hołotą i prostactwem”. To znaczy, do łódzkiej prokuratury pofatygował się nie wódz osobiście, bo mógłby zszokować wszystkich w sądzie, ale pan Paweł Frankowski, radny tego miasta, który jest uczciwym człowiekiem, ponieważ jego największym przestępstwem było zapłacenie mandatu za przekroczenie prędkości.
Jeżeli tak powiedział, a zacytuję teraz w całości to zadziwiające zdanie: „Moim największym przestępstwem było dotąd zapłacenie mandatu za przekroczenie szybkości” – i o ile pamiętam to przestępstwem jest przekroczenie szybkości, a nie płacenie za przekroczenie, to pan radny Frankowski powinien natychmiast zostać czołowym sztandarem pana przewodniczącego, który, kiedy w poprzedniej kadencji jego partyjny i sejmowy kolega nie chciał dmuchać w balonik, ponieważ miał ku temu odczuwalne powody, powiedział dziennikarzowi: „Ja go nie rozumiem! Ja kiedy jestem trzeźwy. dmucham!”.
A ponieważ trzeźwość i poseł to prawie jedno i to, samo życzyłbym sobie ku uciesze społeczeństwa, żeby od Nowego Roku podłączyć do mównicy alkomaty kompatybilne z mikrofonem. I żeby pan marszałek Marek Jurek, wywołując parlamentarzystę, mówił: „A teraz na temat Ustawy o wychowaniu w trzeźwości rodziców otrzymujących becikowe głos zabierze poseł X z partii Y… 1,3 promila w wydychanym powietrzu”.
I dużo dobrych dni w Nowym Roku, bo na cały udany nie ma co liczyć.

Wydanie: 1/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy