Tusk uczeń Ziobry

Tusk uczeń Ziobry

Wypowiadając się na temat ujętego ostatnio kazirodcy i być może gwałciciela (ale przecież nie pedofila, jak pisali niektórzy, wszak jego ofiara jest młodą, ale dojrzałą kobietą!), premier Tusk powiedział kilka kompromitujących go zdań. Trudno zgadnąć, po co w ogóle się wypowiadał w tej sprawie. Czy premier musi komentować każde zdarzenie uwidocznione na pierwszej stronie jakiegoś tabloidu? Czy tego się oczekuje od premiera? Od tego jest prokuratura, biegli psychiatrzy i seksuolodzy, na koniec sąd. W odwodzie jeszcze niezawodne tabloidy oraz cała sfora żądnych sensacji dziennikarzy z raczej mało poważnych mediów. Co tu jeszcze premier ma do powiedzenia?
Oczywiście, po epoce takich znawców prawa i kryminologii jak były minister Ziobro i jego współpracownicy każdy w Polsce może się czuć ekspertem od winy i kary i pleść na ten temat najbardziej niebotyczne głupstwa. Nie każdemu jednak wypada. Premierowi nie wypada zdecydowanie.
Co takiego powiedział premier? Po pierwsze, powiedział, że pod wpływem tego wstrząsającego przypadku trzeba zmienić przepisy prawa. To błąd pierwszy. Nie jest dobrze, jak prawo zmieniane jest pod wpływem emocji wywołanej jakimś pojedynczym, choćby najbardziej bulwersującym zdarzeniem. Powszechne wzburzenie, emocje i nacisk opinii publicznej to źli doradcy ustawodawcy. Premier dał się ponieść tym nastrojom, ba, postanowił je wykorzystać. Nieładnie Panie Premierze, to populizm godny Zbigniewa Ziobry, Pan też idzie w te ślady? Populizm to nie specjalność PiS?
Po drugie, jak słusznie kiedyś powiedział Chesterton, to nie świat jest gorszy, to serwis informacyjny jest lepszy.
Wedle statystyk policyjnych, w Polsce, po roku 2000, rocznie stwierdzano od 26 do 55 podobnych przypadków kazirodztwa. Średnio było ich rocznie po 45. Tyle że większość z nich nie była opisana przez tabloidy, choć wszystkie były równie dramatyczne i równie obrzydliwe jak ten ostatni.
Powiem więcej. Jak podają kryminolodzy, badający tzw. ciemną liczbę przestępstw, jak nazywa się zbiór tych przestępstw, o których nie dowiedziała się ani policja ani tabloidy, ani premier, chciałoby się dodać, największa jest ona w odniesieniu do przestępstwa kazirodztwa. Niektórzy autorzy twierdzą, że ciemna liczba obejmuje co najmniej 95% wszystkich przestępstw seksualnych (tak twierdził np. brytyjski kryminolog polskiego pochodzenia, Leon Radzinowicz), a przestępstw kazirodztwa jeszcze więcej. Inny współczesny kryminolog amerykański wyliczył, że do wiadomości organów ścigania (w konsekwencji także tabloidów i premierów) dociera informacja o mniej więcej 1,3% wszystkich przestępstw seksualnych, a jeszcze mniejszy procent, jeśli idzie o przestępstwa kazirodztwa.
Tak więc opisany przypadek z Podlasia, to zaledwie znikomy ułamek liczby podobnych przestępstw i podobnych dramatów dziejących się w Polsce. Warto o tym pamiętać, proponując bowiem karę dla tego rodzaju przestępców, z góry trzeba wiedzieć, że dotknie ona 1 na 100 lub 200. Sens prewencyjny takiej kary jest więcej niż wątpliwy.
Jeśli o prewencji tu myśleć, to trzeba zmienić kulturalno zdeterminowany, patriarchalny typ rodziny zdominowanej przez męża i ojca, który czasem okazuje się brutalem i psychopatą. Proszę zważyć, że do czasu córka – ofiara nie chciała (nie mogła?) sprzeciwić się ojcu, żona i matka potulnie i pokornie przez lata znosiła sytuację, gdy mąż zdradzał ją z własną córką.
Może warto umocnić pozycję kobiety w rodzinie, zerwać z tym zacofanym, a powszechnie jeszcze akceptowanym modelem rodziny?
Jak pokazuje kazuityka kryminalna, kazirodcze związki ojca z córką (rzadziej matki z synem) trwają nieraz latami, często są dobrowolne, a wychodzą na jaw, gdy młodsze z partnerów znajduje sobie nowego partnera seksualnego i decyduje się na zerwanie kazirodczego związku.
Jak było w opisanym przypadku wyjaśnić powinno śledztwo.
Za kazirodztwo grozi do pięciu lat więzienia. Sąd w stosunku do ojca kazirodcy może dodatkowo orzec zakaz wykonywania określonego zawodu, zakaz prowadzenia działalności związanej z wychowaniem, leczeniem, edukacją małoletnich lub opieką nad nimi. Może dodatkowo orzec obowiązek powstrzymywania się od przebywania w określonych środowiskach lub miejscach, kontaktowania się z określonymi osobami etc. Warunkowo przedterminowo zwalniając skazanego za takie przestępstwa, sąd może go zobowiązać do poddania się określonemu leczeniu. Można skazanego poddawać terapii w zakładzie karnym. Tylko pytanie, w ilu zakładach karnych w Polsce są warunki dla takiej terapii?
Pan Premier zaproponował jednak dodatkowa karę dla takich przestępców w postaci obowiązkowej kastracji, co prawda chemicznej (ściślej farmakologicznej), ale zawsze i zapowiedział stosowne prace legislacyjne. Kary okaleczające (tzw. mutylacyjne) obce są europejskim kodeksom karnym od mniej więcej 200 lat. Zdarzają się dziś w niektórych krajach pozaeuropejskich, szczególnie stosujących prawo koraniczne.
Pomysł Pana Premiera wydaje się więc nieco oryginalny jak na kraj europejski, zobowiązany do przestrzegania europejskich standardów.
To drugi błąd Premiera. Ale to jeszcze nie wszystko. Pan Premier słusznie przewidział, że te jego pomysły oburzą obrońców praw człowieka. „Ale czy wobec takich indywiduów można stosować nazwę człowiek?”, zadumał się Premier. Głębia premierowej myśli zawartej w tym pytaniu jest porównywalna z głębią myśli zawartą w niegdysiejszym pytaniu Leppera „czy można zgwałcić prostytutkę?”
Za twierdzenie, że okrutny morderca nie jest człowiekiem, zwolnił niegdyś swego pomocnika uchodzący za prawicowego i konserwatywnego rzecznik praw obywatelskich dr Janusz Kochanowski.
Odpowiadając Premierowi na jego pytanie, mówię tak: Panie Premierze. Każdy najcięższy nawet zbrodniarz, sprawca najbardziej ohydnych i odrażających zbrodni nie przestaje być człowiekiem, i choćby wydawało się to komuś zaskakujące, zachowuje godność ludzką.
Tu są zgodni lewicujący obrońcy praw człowieka i katechizm Kościoła Katolickiego.
W sferze obyczajowej, w relacji do standardów europejskich PO jest równie konserwatywne jak PiS. Jest tylko od PiS łagodniejsze. O ile PiS gotowe jest przestępcom seksualnym ucinać głowy, to Platforma chce jedynie ucinać… (niech będzie: kastrować chemicznie).
Różnica to jedynie ilościowa, nie jakościowa.

Wydanie: 38/2008

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy