Małe duże zmiany

Małe duże zmiany

Na kaszubskiej wsi, gdzie spędzamy gorący czas, nasz gospodarz w rozpaczy: „Panie Tomku, pisiory do mnie przyjechały i oglądają zaprzysiężenie Dudy. Co ja mam robić, to przecież są goście”. Ja sam tylko w „Faktach” widziałem fragmenty uroczystości, zerkając jednym okiem i z ukosa. Nawet pesymiści mają jednak nadzieję, że nowy prezydent wszystkich zaskoczy, gdyż uświadomi sobie, że prawdziwą grę toczy z historią, a nie z PiS.

Nie mieć nadziei, to źle życzyć Polsce. Najłatwiej tu mają ci, którzy nie patrzą lub patrzą, ale nie widzą. Ja patrzę, a także czasami czytam pisma prawicowe. Wiele wskazuje na to, że znajdujemy tam wizję PiS-owskiej Polski, a ja od razu czuję zatęchłą woń świata, w którym nie chciałbym żyć. Jestem pewien, że większość Polaków by nie chciała. Ale jeśli nawet prawica wygra wybory parlamentarne, trudno będzie jej rządzić, mając przeciwko sobie elitę. Można nią gardzić, ale w demokracji rządzić bez niej trudno. PiS i Duda nie mają za bardzo czym uwieść liberałów i inteligencję. Najrealniejsze jest więc, że nasza zimna wojna domowa jeszcze się rozkręci – przecież sam czuję, jak mało jest we mnie zgody na kompromis – a na wojnie, jak to na wojnie, nawet poczciwi ludzie potwornieją. Teraz, gdy PO w biedzie, widać, jak ta partia została wypłukana z silnych osobowości, co też jest winą Donalda Tuska.

Międzynarodowe zawody jeździeckie w Ciekocinku – piękny pałac, park, konie, piękny nawet jest zapach końskiego łajna. Zawody dopięte na ostatni guzik, profesjonalne i estetyczne. Koń w galopie z jeźdźcem skaczącym przez przeszkody to niezwykły widok. Domy dla koni, czyli stajnie, lepiej tu zadbane niż domy po PGR po drugiej stronie drogi. Trzeba jednak pamiętać, że niechlujstwo nie było tylko dziełem Polski Ludowej. Głęboko zakorzenione było w naszej tradycji, gdzie rwano wszystkie tradycje oprócz tradycji niechlujstwa. Nic nie odradza się tak wolno jak dobry gust, na to muszą pracować pokolenia. Podobnie jak na klasę polityczną z klasą, chociaż z tym nie wiem, jak będzie, gdyż klasa polityków wszędzie teraz podupada.
Kiedy wracaliśmy z konkursu, zapadał zmierzch, a na polach mgły były tak gęste, że – jak ładnie określił Antoś – szczyty drzew płynęły jak statki na morzu…

Gdyby na naszym Wybrzeżu sezon trwał choćby o dwa miesiące dłużej, dynamika przemian byłaby większa. Porównuję, co zmieniło się przez rok we wsi S. i w okolicznych osadach. Zmiany niby drobne, ale przez lata to wszystko się sumuje. Rozmnożyły się wszędzie boiska, są nareszcie tabliczki wskazujące, gdzie jak trafić, cieszą nowe klomby i ławki. W sąsiedniej wsi w smażalni ryb poszerzono plac zabaw dla dzieci, a w pizzerii zadaszono miejsca, gdzie do tej pory prażyło słońce, i urządzono kącik dla dzieci. Dziewczyna, która pracowała tu rok temu, ma nowy tatuaż na szyi. Czy to jest postęp, doprawdy nie wiem, ale na pewno to jakaś zmiana.

Niezwykłe, jak mnożą się w Polsce kolczyki i tatuaże, które obnaża plażowanie, i widać, że działa tu równość płci. Próbuję znaleźć powody tego zjawiska. Zawsze można powiedzieć, że taka moda, ale to nie wystarczy. Jest w tym jakiś rys liberalizmu: moje ciało należy do mnie i mogę z nim robić, co mi się podoba. Jestem jak książka oprawiona w skórę: na świecie istnieje tylko jeden egzemplarz z taką okładką, czytajcie mnie. Czy sympatie polityczne tych, którzy się tatuują i kolczykują, są zbieżne? Podejrzewam, że swoboda w traktowaniu ciała łączy się ze swobodą obyczajową i z myśleniem bardziej otwartym, liberalnym.

Wejherowo ma piękny rynek, a to od razu promieniuje na całe miasto. Może więc przeceniam Wejherowo? Imponuje mi też nowy budynek filharmonii. Jak to możliwe, że w mieście, które liczy tylko 50 tys. ludzi, jest filharmonia? Uparły się na to jego władze. Szklana bryła z zanurzonym w niej kadłubem statku to też kino, teatr i dom kultury. Na koncertach i spektaklach jest komplet, nie mieli więc racji krytycy budowy takiego obiektu w tak małym mieście. Towarzyszy mi J., dyrektor wydziału kultury w Wejherowie. Spotkałem go przypadkiem kilka miesięcy temu. Miałem wtedy spotkanie autorskie w pobliskim Bolszewie i wpadłem na chwilę do Wejherowa. Na rynku zaczepił mnie ktoś, pytając, czy ja to Mieczysław Jastrun. Błąd właściwie mi bliski i serdeczny, szczególnie że zrobił go polonista. Mówi teraz, że były niedawno konsultacje społeczne, jak wydać pieniądze z „budżetu obywatelskiego”. Ku zaskoczeniu wszystkich nie wygrały drogi itp., ale obiekty sportowo-rekreacyjne. To też zmiana w myśleniu i kolejny dowód, że Polska modernizuje się również mentalnie. Ciekawe, jak to się odkształci, kiedy okrakiem usiądzie na nas prawica.

Wydanie: 34/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy