Trzeba zabić tych pieszych

Trzeba zabić tych pieszych

Czy konstruowanie sztucznej inteligencji na potrzeby przyszłych pojazdów autonomicznych (czyli takich, którymi kieruje nie człowiek, ale komputer) może pomóc zrozumieć, dlaczego o niektórych śmierciach milczymy (sześcioro bezdomnych, którzy w świąteczną noc spłonęli w pustostanie na warszawskim Żeraniu), a mówimy, słyszymy, oglądamy, dyskutujemy, podziwiamy konferencje ministrów w innej sprawie (tragiczna śmierć pięciu 15-letnich dziewczyn z Koszalina, Julii, Karoliny, Amelii, Małgorzaty i Wiktorii, które zginęły w pożarze podczas zabawy w escape roomie, pokoju ucieczki nomen omen, z którego nie było ucieczki…). O pierwszym zdarzeniu krótkie info, głównie w warszawskich mediach, jeden dzień po śmierci, żadnej kontynuacji, wyjaśnień, żadnych imion ani historii życia spalonych. Byli bezdomni, zmarginalizowani, bez przyszłości, więc bez wysiłku stracili też przeszłość, nie byli niczyją nadzieją, nie wiemy, kto przyszedł na ich pogrzeb i czy pochowano ich obok siebie, nie wiemy, czy ktokolwiek jakkolwiek odpowiada za ich śmierć, bo przecież sami sobie zawinili, zaprószyli ogień, poza tym były tabliczki „Wstęp wzbroniony”. I przede wszystkim miejsce, w którym nocowali w zimową, bożonarodzeniową noc, nie było ich, nie mieli do niego żadnych praw, nielegalnie zatem próbowali przeżyć noc w schronieniu, pod dachem. Noc najważniejszego święta dla Polaków i Polek.

Z koszalińskimi nastolatkami jest oczywiście inaczej: znamy ich imiona, treść kazania na pogrzebie, wiemy, że zostały pochowane obok siebie, minister grzmiał (jak zawsze poniewczasie), straż pożarna dopadła wszystkie escape roomy w Polsce i przeprowadziła kontrole, tu zamknęła, tam zaleciła zmiany – i dobrze. Były młode, były kobietami, życie było przed nimi, nie zawiniły, chciały się zrelaksować urodzinowo. Wszystko to stawia ich śmierć radykalnie wyżej w hierarchii śmierci zauważonych, docenionych – wydaje się to niemal oczywiste. Ale czy naprawdę?

Policja już aresztowała 28-letniego chłopaka, który ten interes rozkręcił, spędzi on teraz miesiące w oczekiwaniu na pokazowy proces. Ponieważ państwo, pobierając od niego podatki, nie określiło, jakie warunki musi spełnić takie miejsce, bo nie będzie się wtrącać do działalności gospodarczej i gry wolnorynkowej ani do tego, że prywatne działa, jak mu państwo albo Europa nie przeszkadza.

Co ma do tego sztuczna inteligencja? Otóż jedna z najlepszych na świecie uczelni politechnicznych, Massachusetts Institute of Technology, przez kilka ostatnich lat przeprowadzała globalny (internetowo) eksperyment, który miał przygotować do opracowania reguł, według których pojazdy autonomiczne będą podejmować graniczne decyzje, kogo zabić, jeśli wypadek będzie nieunikniony (wedle algorytmów). Uznano, że wirtualny kierowca powinien podejmować decyzje analogiczne do tych, które podejmują dzisiaj „żywi, ludzcy” kierowcy. Ankiety wypełniło niemal 40 mln ludzi, w tym sporo Polaków. Wyniki przeanalizował pan Tomasz Kwarciński z Polskiego Instytutu Ekonomicznego i porównał ze wskazaniami innych europejskich nacji (m.in. Francuzów i Norwegów). Generalnie mniejsze szanse na przeżycie mają grubi i biedni, starsi i mężczyźni, ci, którzy przechodzą na czerwonym świetle. Wybory Europejczyków oscylowały wokół tych samych wielkości. Polacy z ankiet w jednej kwestii radykalnie jednak się odróżniali, osiągając wyniki poniżej średniej globalnej i najgorsze w Europie. Tym aspektem było traktowanie pieszych. Ich życie Polacy cenili znacznie mniej niż pozostali Europejczycy biorący udział w eksperymencie. Co może nie zaskakuje, dane o wypadkach, w tym śmiertelnych, pokazują skalę przełożenia powyższych poglądów na real – w Polsce w wypadkach z winy kierowców ginie statystycznie najwięcej pieszych, a prawie połowa to piesi na pasach.

Inną kwestią jest kolejna polska anomalia – określenie przez policję i prokuraturę winy za śmierć pieszych na pasach. Takich wyników nie przynoszą statystyki w żadnym innym kraju. Za ten akurat rodzaj śmierci, w porównaniu z udziałem w jakimkolwiek innym wypadku, w nieproporcjonalnie innym procencie odpowiedzialni oficjalnie, według policji i prokuratury, są piesi. Radykalnie bardziej winni. No cóż, martwi nie dokładają roboty policji i prokuraturze.

Co z tego wszystkiego wynika? Niewiele, poza krążącą nad polską polityką ustawodawczą mantrą o konieczności gruntownej zmiany podejścia i ustanowienia bezwzględnego pierwszeństwa pieszych na pasach i – tu już moim zdaniem – poza nimi. Ale na to polskiego parlamentu od prawie trzech dekad nie stać. Będziemy zatem wysłuchiwać tyrad o zapewnieniu bezpieczeństwa jako priorytecie, banialuk o terrorystach i uchodźcach, a realny problem śmierci tysięcy ludzi rok w rok – pozostanie nietknięty. Cóż, powie ktoś, to demokratycznie przecież, tak Polacy uważają, tacy są, nie można ich na siłę doginać – to wszak ograniczanie naszej Przenajświętszej Wolności. W tym wypadku wolności zabijania. Nie „potrącania”, jak piszą i nie oduczą się nigdy polskie media. Eksperyment MIT nazywał się Moral Machine. Jestem głęboko przekonany, że ustanowienie reguł decyzji moralnych, dotyczących życia innych, na podstawie badań internetowych przypadkowych uczestników to ślepa ścieżka. Z drugiej strony może inaczej ta zmiana nie przyjdzie do Polski, kraju, w którym rozlega się niewygaszalna pieśń o moralnej wyższości, która przekłada się na rekordy zabójstw drogowych…

Uważajcie na siebie, szczególnie na pasach, wy, młodzi, szczupli, dobrze ubrani, przechodzący na zielonym. Pozostali – liczcie na łut szczęścia. Polska nie wybacza.

Wydanie: 3/2019

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy