Gruba skóra

Gruba skóra

Guliwer w swoich podróżach trafił do kraju, gdzie petentom starającym się o coś w rządzie zalecano „dać pierwszemu ministrowi szczutka w nos, nogą w brzuch, szpilką w spodnie, przydeptać mu nagniotek, uszczypnąć mocno w ramię lub za uszy pociągnąć, ażeby lepiej pamiętał sprawę, którą mu opowiedziano. Tenże sam komplement należy dopóty powtarzać, aż rzecz pożądana albo nastąpi, albo zupełnie odmówioną zostanie”. Gdy jakiego wieczoru wezmę za dużą dawkę telewizji albo gdy wrócę z jakiegoś upolitycznionego zgromadzenia, a we krwi mam już od południa za dużo promili porannych gazet, wydaje mi się, że jestem Guliwerem w egzotycznym kraju. Są oczywistości, o których nie mówimy, ale starożytni je głosili, bo dla nich to były odkrycia. Myślę, że w dzisiejszej demokracji znowu trzeba je głosić. Cyceron pisał: „należy dbać o dobrą sławę przywódcy. Rzeczpospolita trwa tak długo, póki wszyscy okazują rządzącemu szacunek”. Demokrata ma inne zdanie: co mi po wolności, co mi po równości, jeżeli nie mogę dać ministrowi szczutka w nos, jeżeli nie mogę go wyszydzić przed milionem czytelników albo słuchaczy; rzeczpospolita na tym nic nie traci, przeciwnie, w ten sposób, a nie w inny ona istnieje. Pomyłka demokraty polega na tym, że on nie odróżnia rzeczypospolitej, republiki od demokracji. Realnej demokracji wiele do życia nie trzeba: wystarczy powszechna równość wobec prawa oraz powoływanie i odwoływanie rządu na życzenie większości. Rzeczpospolita jest konstrukcją o wiele bardziej skomplikowaną. Ideałem demokracji, trudnym oczywiście do zrealizowania, jest równość nie tylko wobec prawa, ale pod każdym względem, tymczasem rzeczpospolita wymaga hierarchii. Rządzić w republice powinni ludzie lepsi, tymczasem demokracja wytwarza ideologię, według której podział na lepszych i gorszych jest dyskryminacyjny.
Społeczeństwo może się w swoich chaotycznych reformach tak zaawanturować, że wyjdzie z nich bez kryteriów republikańskiej wyższości i niższości. Na najwyższych urzędach mogą się znaleźć ludzie przeciętni lub gorsi od przeciętnych, a ogół nie będzie mógł nawet zdać sobie z tego sprawy, ponieważ w egalitarnej aurze demokracji pogubił kryteria. Znudzony tymi, którzy nudnie rządzą, będzie się domagał nie lepszych głów u steru państwa, lecz nowych twarzy w telewizorze.
Demokratyczny duch stara się wszystkimi sposobami obalić, zatrzeć, osłabić republikańską hierarchię. Rzeczpospolita obiecuje każdemu obywatelowi ochronę przed potwarzą, oszczerstwem, zniesławieniem, ale demokratyczny duch chce, aby ta ochrona była słabsza i obwarowana dodatkowymi warunkami, gdy chodzi o dobre imię umieszczonych wyżej w hierarchii republikańskiej. „Trybunał w Strasburgu – pisze znakomity prawnik i publicysta Stanisław Podemski – rozgrzesza przesadę, stylistykę satyryczną, prowokację dziennikarską, a nawet nie ma za złe dziennikarzowi, który nazwał jednego z czołowych polityków Austrii kretynem…”. W Polsce przedstawiciel obrońców praw człowieka ogłosił, że obrzucenie ministra jajkami przez studentów uniwersytetu krakowskiego mieści się w normach demokratycznego państwa prawa. Jest to ocena zgodna z orzeczeniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który uważa, że osoba pełniąca funkcje publiczne z natury rzeczy wystawia się na ostrą krytykę, „musi więc być tolerancyjna wobec brutalnych nawet ataków”. Takiemu stanowisku „wtóruje – ciągle za Podemskim – polska literatura prawnicza, która w komentarzach kodeksowych uznaje funkcjonariusza publicznego za człowieka z twardszą skórą”.
Ludzie, którzy wysunęli się na pierwsze miejsce w społeczeństwie po przewrocie 1989 r. i zajęli najwyższe stanowiska, wcale nie mieli „twardej skóry”, cokolwiek by o nich powiedzieć. Przeciwnie, Geremek, Mazowiecki, Michnik, a nawet Wałęsa, że wymienię tylko postacie emblematyczne, byli bardzo wrażliwi na oceny odnoszące się do ich postępowania i osobowości. Można było też ze zdziwieniem zobaczyć, że niezwykle „cienką skórę” ma generał Wojciech Jaruzelski, któremu nie było dane w życiu zaznać uroków ustroju demokratycznego. Później, w miarę jak umacniało się strasburskie pojmowanie praw człowieka, na pierwszy plan zaczęli się wysuwać ludzie z coraz grubszą skórą. Nie ma jeszcze tragedii; choć skóra coraz grubsza, ciągle jeszcze utrzymuje się w normie demokratycznej. Jeśli jednak nadal będziemy upierać się przy filozofii, że im kto wyżej stoi w Rzeczypospolitej, tym jego dobre imię mniej zasługuje na ochronę prawną, to doczekamy się polityków, którym będzie można pluć w oczy, a oni będą się z tego śmiać i dalej robić swoje.
Postępujące zgrubienie skóry daje się zauważyć przede wszystkim na języku. Poseł Platformy Obywatelskiej nazwał redaktora gazety „wściekłym psem”. Wicemarszałek Sejmu Nałęcz o posłach, którzy go wybrali na wicemarszałka, mówi: „to stado”, co jest tak nieprawdopodobne, że trzeba podać źródło: TV 4, dziennik 16 maja. O Kaczyńskich ktoś powiedział „spoceni faceci” i przynajmniej jeden z nich podchwycił ten genre. Wołał do posła: pan tego nie zrozumie, bo pan jest mało inteligentny! Może to jest obowiązujący idiom partyjny, bo powtórzył to poseł Dorn w telewizji i z dodatkiem „bądź pan cicho”. W ogóle Dorna zmęczył, zdaje się, jego wysilony styl sardoniczny, stosowany niezależnie od tematu, i przeszedł do prostszego wysłowienia: „Miller próbuje się nachapać”, „skarb państwa ma zostać wyślizgany”. „Nachapać się”, „wyślizgany” – gdzie się Dorn tego nauczył, w jakim towarzystwie on przebywa? Gdy Andrzej Celiński mówi o stowarzyszeniu Ordynacka, że jest „z piekła rodem” i że grozi ono rządami „mafijnymi”, to idzie drogą wydeptaną przez innych; jego specjalnością jest przekraczanie granicy dyskrecji co do cech fizycznych i psychicznych drugiego, granicy, jakiej człowiek opanowany przestrzega nawet w stosunku do wrogów. Nie widział nigdy w Sejmie – powiada – tylu co teraz „ludzi, których twarze stosownie wyglądałyby w jakimś szynku, a nie w organach najwyższych władz państwa”. Zdaje się, że skrzydlate słowa o „spoconych facetach” były także jego inwencją. Gdy się tak blisko podchodzi do drugiego człowieka, gdy się gwałci dystans nakazany przez cywilizowane formy nawet wrogom, to następny krok musiałby być już starciem cielesnym. Cytuję tylko tych posłów, którzy przyjmują pozy wyższościowe, elitarystyczne.

Wydanie: 22/2004

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy