Awantura – o co?

Przez dosyć długie lata Trybunał Konstytucyjny był organem stojącym na straży prawa, wartości obywatelskich, a także po prostu zdrowego rozsądku i zwykłego poczucia sprawiedliwości. Niestety jednak „czasy się zmieniają i my zmieniamy się wraz z nimi”, jak mawiali Rzymianie, i ostatnie orzeczenia tego Trybunału, zarówno te dotyczące nauki religii w szkołach i ocen z niej na świadectwach szkolnych, jak i najnowsze, dotyczące „dezubekizacji” i emerytur pracowników byłych służb bezpieczeństwa, wprawiają w zdumienie. Nie tylko naruszają one zasadę, że prawo nie działa wstecz i nie może unieważniać praw nabytych, lecz także wprowadzają zasadę odpowiedzialności zbiorowej w miejsce demokratycznego dowodu winy indywidualnej, a w dodatku w miejsce problematyki prawnej wprowadzają argumenty ideologiczne. Uważa się, że zarówno UB, jak i SB umacniały niesprawiedliwy ustrój i to wystarcza, aby pracownicy tych instytucji ponieśli zbiorową karę.
Jest to argument śliski i niebezpieczny i nikt rozsądny nie może być pewny, jaką ideologiczną ocenę uzyskają za 20 czy więcej lat obecne rządy prawicy. Wygląda bowiem wręcz na to, że rację ma pan Krasnodębski, który napisał nie tak dawno w „Rzeczpospolitej”, że ze zwycięstwem IV RP nie trzeba wcale czekać na triumf wyborczy Prawa i Sprawiedliwości, lecz wystarczy do tego rosnąca stale w siłę Platforma Obywatelska, która chce być rządem, prezydentem, sądem, a jak dobrze pójdzie, to i opozycją, pomysły zaś na rządzenie ma często nie gorsze od PiS.
Ale zostawmy to w spokoju, skoro niewiele można z tym zrobić.
Ważne natomiast jest to, że w naszym teatrze coś drgnęło. Wprawdzie trudno wskazać na nowe sztuki dramatyczne, które przed laty dzięki utworom Ionesco, Becketta, Pintera, Mrożka, Różewicza czy Dürrenmatta stworzyły złoty sezon polskiego teatru, ale mamy jedną, za to pasjonującą polemikę pomiędzy aktorką Joanną Szczepkowską a dyrektorem i reżyserem Krystianem Lupą, którą przyniosła 22 lutego br. „Gazeta Wyborcza”.
Już sam przedmiot tej polemiki jest zaskakujący. Joanna Szczepkowska twierdzi bowiem w tytule swego wywiadu, że jest to „Awantura o dupę”, podczas gdy pan Lupa utrzymuje, że jest to „Awantura o teatr”, i obie strony trzymają się twardo swego. Materialną zaś podstawą i punktem wyjścia sporu jest zdarzenie, które miało miejsce w Teatrze Dramatycznym w dniu 13 lutego br., podczas premiery reżyserowanej przez Lupę sztuki „Persona. Ciało Simone”, kiedy to – według „Gazety Wyborczej” – artystka Szczepkowska „zdecydowała się na prywatną demonstrację. Finałowy monolog wypowiedziała wbrew ustaleniom z reżyserem. Co więcej przy słowach „Tu jeszcze dalej możesz iść” obnażyła pośladki, co wywołało burzę w mediach”, chociaż dokonując tego gestu, artystka nie ustaliła, jak daleko – reżyser? widz? – może iść we wskazanym przez nią kierunku. Natomiast „Krystian Lupa w oficjalnym oświadczeniu odciął się od gestu Szczepkowskiej”, informuje „Gazeta”, w liście zwalniającym Szczepkowską z pracy w Teatrze Dramatycznym zarzucił jej zaś „brak miłości i brak relacji z partnerem”.
Gest Joanny Szczepkowskiej obrósł jednak w dalsze, ważne znaczenia. Pierwszym z nich jest sam charakter obnażanego obiektu. Prowadzący wywiad z aktorką redaktor Piotr Pacewicz z „Wyborczej” uznał mianowicie, że Szczepkowska „zbyt eufemistycznie” określa obnażoną część ciała, nazywając ją „pośladkami”, podczas gdy jego zdaniem chodziło tu ewidentnie o „dupę”, która jednak z kolei, zdaniem bohaterki tego zdarzenia, „składa się z dwóch pośladków”.
Otóż w tej kwestii rację należy przyznać aktorce, i to nie tylko dlatego, że jej spostrzeżenie pokrywa się z ogólnie dostępnym doświadczeniem, ale i dlatego, że jej stanowisko zgodne jest ze stanowiskiem nauki. Jacek Lewinson, autor „Słownika seksualizmów polskich” (1999), pisze bowiem pod hasłem „dupa”, że wyraz ten „wywodzi się z prasłowa dupło, oznaczającego wydrążenie, wypróchniałość, dziurę, rysę, a brzmiącego w dzisiejszej polszczyźnie: dziupla. Brückner zauważa, że wyraz ten, choć znany jest wszystkim językom słowiańskim, to tylko w polskim, bułgarskim i serbskim oznacza pośladki”.
Dalszym dylematem dyskutowanym w wywiadzie Joanny Szczepkowskiej jest kwestia autorstwa i kierunku gestu wykonanego na scenie. Otóż nie jest to, jej zdaniem, gest granej postaci scenicznej, a więc Simone Weil, lecz własny gest Szczepkowskiej, którego wykonanie było dla niej „piekielnie trudne”, lecz „trzeba było to zrobić”, ponieważ „nie można go oddzielić od dyskusji wokół teatru, jaka się toczy w środowisku”. Gest ten, jak czytamy w wywiadzie, miał zarówno „znaczenie socjalne”, jako rodzaj opinii o sposobie prowadzenia Teatru Dramatycznego przez Krystiana Lupę, ale też posiadał ważki sens artystyczny. Ten drugi mianowicie odnosi się do poglądu dyrektora Lupy, że aktor obowiązany jest „do przekraczania granic”, „nie ma w sobie obszaru kompromitacji”, z czym Szczepkowska z kolei się nie zgadza. Ukazanie więc dupy vel pośladków było, jej zdaniem, doprowadzeniem do skrajności doktryny reżysera, co w sensie artystycznym miało tę doktrynę skompromitować.
Mimo radykalizmu użytych środków trudno odmówić artystce logiki rozumowania, której dość trudno dopatrzyć się z kolei w argumentacji Krystiana Lupy. „Czy pokazanie dupy jest przekroczeniem aktorskim? Może dla Szczepkowskiej jest, diabli wiedzą”, mówi reżyser, w którego spektaklach bieganie nago po scenie jest powszedniością. Tym więc, co reżyser zarzuca aktorce, nie jest sam jej gest, będący „przekroczeniem granic”, lecz brak wiary w „nowy teatr”. No i „brak miłości”, o czym czytamy w liście z wymówieniem.
Aby dyskusja o „nowym teatrze” była pełniejsza, prowadzący wywiad z artystką Piotr Pacewicz nawiązuje także do innego, znanego powszechnie gestu Joanny Szczepkowskiej, gdy 4 czerwca 1989 r. ogłosiła w telewizji śmierć komunizmu. Mówi on: „Gest z 1989 r. był dopełnieniem święta radości. Tutaj (to znaczy odsłaniając się w teatrze – KTT) szłaś jak dadaiści, wbrew swoim preferencjom robiłaś coś brzydkiego, na siłę, żeby skompomitować konwencję”. „W 1989 r. wykonałaś gest zachwycający, teraz dość obrzydliwy”.
Pomińmy drobną niezręczność, jaką jest uznanie słynnej deklaracji aktorki za zdjęcie majtek. Ważne natomiast, że ze słów prowadzącego wyprowadzić można wniosek, że pokazać pośladki vel dupę można na dwa sposoby – radośnie i zachwycająco, ale także brzydko i na siłę.
Istnieje sporo osób, w tym piszący te słowa, które gest Szczepkowskiej z 13 lutego 2010 r., skierowany przeciwko Lupie, a także – co artystka przyznaje – przeciw publiczności, uważają za czyn raczej radosny. Są również tacy, którzy z kolei gest z 4 czerwca 1989 r. gotowi są uznać za gest może nie brzydki nawet, ale niezbyt mądry. Należy do nich np. na pewno niemający nic wspólnego z żadnym komunizmem nieżyjący już pisarz Adolf Rudnicki, który w książce „Sto lat temu umarł Dostojewski”, napisanej w tym samym roku 1989, mówi: „Komunizm, który pozostanie przeciwnikiem pieniądza, jeszcze za sto lat będzie żywy, choć dzisiaj wielu przekreśla go definitywnie jako ruch, który nie zdał egzaminu”.
Ale to już inna dyskusja, znacznie mniej pasjonująca niż spór o „nowy teatr”.

Wydanie: 9/2010

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy