Komu przeszkadzał Pacławski?

Komu przeszkadzał Pacławski?

Nowe otwarcie w telewizji publicznej zainicjowane przez Danutę Waniek, szefową Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, kończy się katastrofą. Dlaczego? Dlaczego gałązka oliwna, z jaką przyszła do rady i doprowadziła do obecnego składu Rady Nadzorczej TVP, skutkuje wyłącznie konfliktami, nieprzestrzeganiem jakichkolwiek reguł i bezlitosną walką z każdym, kto staje na drodze ekipie, która w telewizji chce sięgnąć po wszystko? Co to w tym przypadku oznacza? Jakie cele łączą obecną większość w radzie nadzorczej?
Władza polityczna i pieniądze. Dla tej części, która kieruje się względami ideologicznymi, jest to gra o skuteczne zabezpieczenie interesów politycznych prawicy i doprowadzenie do takiej sytuacji, w której obie przyszłoroczne kampanie wyborcze, a więc parlamentarna i prezydencka, będą pod kontrolą, prawica będzie zaś mogła w telewizji liczyć na wyraźne poparcie. Z Pacławskim to nie mogło się udać, więc trzeba było machnąć ręką na jakiekolwiek pozory i o północy, bez zapowiedzi wykonać kapturowy wyrok. To bardzo mocne słowa. Ale opisując sytuację rodem z gangsterskich filmów, mogę mówić takim językiem. Zastanawiam się, czy jest ktoś, kto mógłby zadowolić telewizyjną prawicę, skoro nawet Ryszard Pacławski, znany z koncyliacyjności i cierpliwego szukania porozumienia, nie był do zaakceptowania. A skoro tak, to widać, że od początku nie chodziło o współdziałanie. Celem było wyeliminowanie człowieka samodzielnego i dobrze znającego się na telewizji. Co zostało ze sławetnych konkursów? Sobiepaństwo i hurtowe zatrudnianie kolegów. Bo dla większości nowo zatrudnionych nie ideologia, nawet tak im bliska, prawicowa jest najważniejsza. Liczą się pieniądze.
Te zaś w telewizji publicznej są duże. Także dla producentów prywatnych. Wszystkich chętnych nie da się obdarować. Dostaną więc swoi. A kto jest swój? Zobaczymy po programach, które niebawem zostaną kupione.
Dziennikarze telewizyjni przeżyli już tyle, że mało co ich zaskakuje. Ale nawet weterani bojów z kolejnymi zarządami zaczynają się zastanawiać, czy w tym rozdaniu nie chodzi o zmarginalizowanie pozycji TVP wobec telewizji komercyjnych. Spadek oglądalności zaowocuje spadkiem udziału w rynku reklamowym. Już zaczyna brakować pieniędzy na kanały tematyczne. A stąd już mały krok do uporczywie lansowanej przez Platformę Obywatelską koncepcji prywatyzacji mediów publicznych. Za te wszystkie pomysły trzeba będzie zapłacić rachunek. Słony rachunek za naiwną wiarę w to, że ludzie, którzy sięgnęli po telewizję, będą szanować zasady, jakimi muszą się kierować media publiczne. Ten rachunek będą, niestety, płacili nie politycy, ale telewidzowie. My wszyscy.

Wydanie: 41/2004

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy