Bydlęta klękają…

Bydlęta klękają…

Przedostatni dzień posiedzenia Sejmu przed świętami. Jest już po spotkaniu parlamentarzystów z abp. Nyczem. Były życzenia, uściski, łamanie się opłatkiem.
Było sielsko, rodzinnie, po chrześcijańsku. Idą święta, „pokój ludziom dobrej woli”, „podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą”…
„Wigilia, drzewko, stół, opłatki, wierzcie mi, wielka to godzina, my dzieci jednej wspólnej matki, jedna żołnierska dziś rodzina, gdy tu opłatek wraz spożywa, wierzcie mi, chwila osobliwa”, pisał legionowy poeta w Wigilię spędzaną na froncie w Karpatach.
Ale w Sejmie jeszcze do przegłosowania jest budżet. Ten zły, ułożony przez rząd Kaczyńskiego, skrytykowany i sponiewierany przez rząd Tuska, ale mimo to przez ten rząd przedstawiony Wysokiej Izbie do przegłosowania. Teraz role się odwróciły.
Rząd Tuska broni tego złego budżetu jak niepodległości, posłowie PiS nagle dostrzegli w budżecie (tym budżecie rządu genialnego Jarosława Kaczyńskiego i jego wiernej Zyty Gilowskiej!) ponad setkę błędów, gwałtownie domagają się poprawek. Poprawki są odrzucane jedna po drugiej przez platformiano-peeselowską większość. Wobec czego PiS głosuje przeciw budżetowi.
W międzyczasie posłanka Kempa, której bezstronność w komisji śledczej podaje w wątpliwość LiD, oświadcza, że jest w ostatnich dniach tak zaszczuta jak swego czasu Barbara Blida… Nie ma jednak obawy, że zrobi sobie krzywdę, jak już bowiem wcześniej wielokrotnie mówiła, samobójstwo popełniają tylko osoby, które mają coś na sumieniu, a ona, Beata Kempa, na sumieniu nic nie ma. Jest przecież posłanką PiS, a to już ex definitione oznacza, że sumienie ma czyste.
No, „pokój ludziom dobrej woli”, ale gdzie oni są? Chyba nie w Sejmie?
Na koniec kontrowersja. Chociaż jest już 20 grudnia, a Sejm jeszcze nic nie uchwalił w rocznicę stanu wojennego. Wszystkie kluby gotowe są coś uchwalić. Gotowe są po raz kolejny (czynione to jest co roku) przypomnieć tę rocznicę, uczcić pamięć ofiar stanu wojennego. Ale dla PiS to stanowczo za mało. Oni chcą jeszcze stan wojenny potępić, zażądać rozliczenia stanu wojennego, ukarać jego autorów. Po krótkich targach PO i PSL gotowe są przyjąć propozycję PiS. Lewica i Demokraci się sprzeciwiają. Argumenty, że co innego uczcić pamięć ofiar, co innego formułować jednoznaczną ocenę i żądać rozliczenia, czyli w tym wypadku ukarania tych, którzy stan wojenny wprowadzili. Ocena stanu wojennego jest oceną historyczną, a takich ocen nie załatwia się uchwałami. Debata sejmowa nie zastąpi przecież badań historyków. Bez tych badań i bez swobodnego dostępu do archiwów rosyjskich równie prawdopodobna jest hipoteza, że gdyby nie stan wojenny, wojska Układu Warszawskiego wkroczyłyby do Polski, jak i taka, że nie wkroczyłyby. Zatem równie uprawniona jest ocena, że stan wojenny był mniejszym złem, którego nie można było uniknąć, jak i taka, że był on najgorszym złem, a żadne większe zło już Polsce nie groziło.
Rozstrzyganie tego sporu w drodze uchwały sejmowej LiD uznał za niedpouszczalne. Zgłosił więc dwie inne wersje uchwały, które pamięć stanu wojennego i jego ofiar czciły, ale o niczyjej winie nie przesądzały. Wywołało to wściekłość części posłów PiS, u których intelekt z przyczyn zasadniczych nie był w stanie zapanować nad emocjami, co zaowocowało stekiem wyzwisk pod adresem LiD, spośród których epitet „postkomuniści” należał do najłagodniejszych.
„Pokój ludziom dobrej woli”. Czyli komu pokój, gdy dobrej woli nie widać?
Od PiS mniej antykomunistyczna nie mogła być przecież Platforma ani tym razem PSL, którego światopogląd zmienia się w zależności od tego, w jakiej koalicji aktualnie się znajduje. Aktualnie PSL jest więc oczywiście antykomunistyczne.
Większość posłów PSL zapomniała na potrzeby aktualnej koalicji, że w 1996 r. głosowała za przyjęciem sprawozdania Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej i akceptowała m.in. takie słowa: „Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego, w tym również zeznań osób objętych wnioskiem wstępnym, zeznań świadków i opinii ekspertów Komisja uznała, iż istnieją wystarczające przesłanki, że Wojciech Jaruzelski, Czesław Kiszczak i Michał Janiszewski inicjujący wprowadzenie stanu wojennego, a także członkowie Rady Państwa podejmujący uchwałę oraz cztery dekrety o wprowadzeniu stanu wojennego, działali w dniach 12 i 13 grudnia 1981 roku w stanie wyższej konieczności”.
Ale wtedy PSL było w innej koalicji i też spełniało oczekiwania ówczesnego koalicjanta.
Być może przyjdzie jeszcze taki czas, kiedy PSL wyrobi sobie jakiś własny pogląd na te sprawy.
Uchwała w wersji ostrej (z „rozliczeniem”) została podjęta głosami PiS, PO i PSL.
LiD był przeciw. Sejmowa większość wpadła w taką euforię, że powstała z miejsc. Rzęsistym oklaskom bitym samym sobie towarzyszyło skandowanie: „Precz z komuną!”. To pod adresem LiD, jak można się domyślać. Andrzej Celiński, swego czasu członek KOR, dziś poseł LiD, udał, że się nie domyśla. Wybiegł na mównicę: „Chciałbym wiedzieć, precz z komuną, to znaczy z kim?”. Na chwilę zrobiła się cisza. „Z panem!”, krzyknęła jakaś posłanka z ław PiS. Równocześnie zaintonowano kolędę. „Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi”… Śpiewał cały Sejm, wszystkie kluby. Nie zmieniło to faktu, że głosem, który tego wieczoru w Sejmie rozchodził się najdonośniej, był głos nienawiści. Niestety. Dla wielu posłów te wrzaski: „Precz z komuną!” i łagodne przejście do nabożnej kolędy były czymś naturalnym. Nie dostrzegli w tym żadnej dysharmonii, nie widzieli niczego niestosownego ani nawet śmiesznego. „Uchowaj Panie Boże takiej pobożności”, pisał kiedyś mądry biskup poeta Ignacy Krasicki. Oj uchowaj, uchowaj!
Ten antykomunizm niektórych posłów PiS jest nieco spóźniony. Komunizm w Polsce (o ile real-socjalizm PRL można było nazwać komunizmem) skończył się w 1989 r.
Część z krzyczących dziś: „Precz z komuną!” w twarz Bogdanowi Lisowi czy Andrzejowi Celińskiemu, obecnie posłom LiD, nie miało okazji wydać z siebie tego okrzyku w miejscu publicznym przed 1989 r., a część może okazję miała, ale odwagi jej wtedy brakło.
Dziś ich „heroizm” jest nie tylko śmieszny, nie tylko podły, ale zwyczajnie głupi.
Czy to nie dziwne, że osoby kiedyś represjonowane (jak choćby Celiński czy Lis) dziś takiej żądzy odwetu w sobie nie mają, nawołują do umiaru, są gotowe do pojednania, a ich adwersarze nie tylko do tego nie są zdolni, ale jeszcze mają czelność taką postawę potępiać?
Po tym seansie nienawiści, po świętokradczo odśpiewanej kolędzie sala sejmowa niemal opustoszała. Przy mocno pustawej sali Izabela Sierakowska spokojnie i z prawdziwym dostojeństwem wygłaszała swe oświadczenie poselskie. Przypomniała w nim, że 16 grudnia minęła 85. rocznica śmierci Pierwszego Prezydenta II Rzeczypospolitej, Gabriela Narutowicza. Zabitego z nienawiści. Ofiary nienawiści prawicy, która uważała się i wówczas za chrześcijańską. Słowa o nienawiści, która zabija, brzmiały jak przestroga. Większość posłów była już poza salą obrad i słów tych nie słyszała. Gdyby nawet słyszała, zapewne nie wzięłaby ich do siebie.

Wydanie: 1/2008

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy